04.01.2012

Rozdział 1 : "One Direction? To jakiś nowy sklep?"

- Prooszę, Chloe! – moja przyjaciółka Cynthia zrobiła swoje szczenięce oczka, próbując mnie złamać.
Westchnęłam i nawet na nią nie patrząc, chwyciłam rękę parę moich znoszonych, czarnych Conversów. Cynthia zachichotała jak mała dziewczynka, klasnęła w dłonie i przytuliła mnie z całej siły, zapewne łamiąc mi przy tym żebra w kilku miejscach. Odetchnęłam, próbując ją od siebie odepchnąć.
- Okej, starczy! – jęknęłam, czując jej długie paznokcie wbijające się w moje plecy do krwi. Mogłaby je wreszcie spiłować.
W końcu, nie wiem, jakim cudem, udało mi się wyswobodzić z jej uścisku.
- Ale będzie fajnie, zobaczysz! – Cynthia po prostu nie mogła ukryć swojej wielkiej ekscytacji, która, gdyby była rzeczą materialną, eksplodowałaby w pokoju niczym bomba – Nie codziennie w zwykłym centrum handlowym gra taki zespół jak One Direction!
- Cynthia… to tylko boysband. – uniosłam jedną brew ku górze, zakładając trampki.
Obwiązałam kostki za długimi sznurowadłami i wepchnęłam ich końce do środka Conversów, by nie wlały się wszędzie, zwiększając ryzyko potknięcia się o nie. Gdy podniosłam głowę, zobaczyłam, że Cynthia napowietrzyła się tak, jakbym stwierdziła właśnie, że Johnny Depp nie jest przystojny. Albo, że jest najgłupsza na świecie i nie umie odróżnić brudno niebieskiego od gołębiego, – chociaż sama nie miałam pojęcia o różnicach. Zrobiła się przy tym taka czerwona, że przypominała kolorem moje mp4, co kontrastowało z jej włosami koloru bardzo jasnego brązu.
Pociągnęłam ją za rękaw, by dać znać, że możemy ruszać. Ona wypuściła powietrze i jej twarz odzyskała normalny koloryt. Zbiegłyśmy z łoskotem po stromych schodach, co zaalarmowało moją mamę, która wróciła tego dnia wcześniej z pracy. Wychyliła głowę z kuchni, trzymając w ręce łyżkę ubrudzoną jasnym sosem – pewnie znowu robiła spaghetti.
Niezbyt mnie to dziwiło. Mama była w połowie włoszką, w połowie polką, a jej rodzice (moi dziadkowie) mieszkali w Polsce. Miała typową, polską urodę, ale włoski, ognisty temperament, który w pewnym stopniu został u mnie przytłumiony przez mieszkanie w Anglii i przebywanie z spokojnymi anglikami. Tata tu się urodził, tak samo jak jego rodzice. Rodowód mieli iście angielski. Jak również angielskie poczucie humoru…
Co do mnie, to płynnie mówiłam po polsku i angielsku. Włoskiego nigdy się nie uczyłam, ale za to potrafiłam się porozumieć po hiszpańsku – jeśli chodziło o zapytanie, która godzina, szukanie drogi i zamawianie w restauracji – jednak nie był to mój ulubiony język. Kochałam angielski i nie potrafiłam się go wyrzec nawet na rzecz polskiego. Fakt, że dużą część dzieciństwa spędziłam w Polsce (gdy rodzice byli w separacji, ale potem, prawie po czterech latach stwierdzili, że nie mogą o sobie zapomnieć), więc miałam go w małym paluszku. Fakt był faktem – mówiąc po angielsku nie potrafiłam się wyzbyć polskiego akcentu. Denerwowało mnie to. Wolałam mieć typowo przeciągły, brytyjski akcent.
Mieszkaliśmy z rodzicami, (którzy przez siedemnaście lat nie raczyli mnie zaskoczyć żadnym rodzeństwem) na obrzeżach Londynu. Londyn był moim miastem. Ukochanym, jedynym, do którego mogłam wracać tysiące razy, gdziekolwiek się znajdywałam i jak daleko. Pamiętałam na pamięć jego każdą boczną uliczkę, każdy brudny i zaśmiecony zaułek. Zwiedziłam większość muzeów i galerii, zrobiłam jego tysiące zdjęć, które wisiały na całej ścianie mojego pokoju w kolażu.
Mama pomachała łyżką, mając pełne usta. Chciała się w ten sposób zapytać, gdzie idziemy.
- Do centrum handlowego, zobaczyć One Direction, proszę pani – oznajmiła Cynthia ze świecącymi się oczami, dobrze odczytując nieme pytanie.
Mama połknęła sos.
- One Direction? To jakiś nowy sklep? – spytała mama, unosząc wysoko brwi.
Zachichotałam, widząc usta Cynthii wygięte w podkówkę. Zupełnie jak dziecko…
- To boysband, mamo. – wyjaśniłam jej – Taki współczesny N’Sync.
- Aach! W takim razie bawcie się dobrze, tylko nie wracaj zbyt późno! Jutro jest szkoła – przypomniała mi mama, oblizując czubek łyżki – Za mało bazylii…
Opatuliłam się szalikiem, który zdjęłam z wieszaka. Założyłam kurtkę, a w kieszeń rurek włożyłam telefon. I byłam gotowa na wyjście. Nie chciało mi się myśleć o szkole, szczególnie, że niedługo miał być koniec semestru. Za dwa tygodnie święta, potem nowy rok… Tyle brakowało do moich upragnionych letnich wakacji! Dlaczego one zawsze tak szybko mijają? Wakacje w Londynie nigdy nie były zbyt upalne, ale jednak słońce grzało trochę mocniej niż normalnie. I nawet tyle nie padało.
Gdy wyszłam z cieplutkiego domku, po twarzy dostałam z zimnego podmuchu wiatru ze śniegiem. Dostałam drgawek, brodząc w śniegu do kostek. Cynthia od razu przykryła swojego idealnego warkocza kapturem – miała obsesję na punkcie swojej fryzury. To było dziwne, a czasami nawet przerażające, w pewnych sytuacjach.
Cynthia zachybotała się w swoich botkach na koturnie, gdy stanęła na zamarzniętej kałuży. Przytrzymałam ją pod ramię, by nie wywaliła się jak długa na chodniku i ruszyłyśmy na przystanek autobusowy. Miałyśmy szczęście – akurat, gdy dotarłyśmy, pojazd „przybił do portu”.
Wsiadłyśmy i mimo śnieżycy, dotarłyśmy do centrum handlowego w piętnaście minut. Wchodziły do niego tłumy rozchichotanych dwunasto i trzynastolatek. Westchnęłam błagalnie, patrząc na, Cynthię, która parła do przodu, przedzierając się przez małolaty. Nie pozostało mi nic innego, jak podążać za nią, by nie zgubić się w tym tłumie. W środku okazał się, że wszystkie korytarze zostały opanowane przez dziewczynki (tak, dziewczynki, nie dziewczyny) z plakatami, lalkami i koszulkami z logo One Direction. Spojrzałam wymownie w sufit. Już wyobrażałam sobie jak śmiesznie wyglądamy pośród nich, przy scenie, jednak mojej przyjaciółce najwyraźniej to nie przeszkadzało.
Rozebrałyśmy się z kurtek, stojąc wśród młodszych pokoleń. Pocieszające było to, że nie tylko my wyróżniałyśmy się i wiekiem i wzrostem. Ale jednak wyglądałyśmy „rozkosznie” pośród małych chichotek. Piętnaście minut ( jak nie więcej) zajęło nam dostanie się pod scenę, a tam, rozebrałyśmy się z kurtek, bo w tłumie robiło się naprawdę gorąco. Spojrzałam na wielki transparent, wiszący nad sceną, z nazwą zespołu i okładką ich (jak na razie jedynej) płyty. Pod nią, trochę mniejszym drukiem dopisek: ”Do kupienia tylko w dobrych sklepach muzycznych”.
To Cynthia była ich szaloną fanką, nie ja. Przesłuchałam płytę tego zespołu (nie będę mówić boysband, bo Cynthia obrazi się na mnie na wieki) nie raz i fakt pozostawał faktem – wszystkie utwory BARDZO wpadały w ucho. Chyba tego oczekuje się od pop-u, co nie? Do tego, każdy tekst o miłości… komercja, ach ta komercja. Biedne fanki są do tego stopnia zauroczone całą piątką, że myślą, że każde pojedyncze słowo tekstów jest skierowanie do nich. Od zawsze było wiadomo, że teksty o miłości sprzedają się najlepiej – nieważne, czy o szczęśliwej, czy nieszczęśliwej. Błagam. Moimi ulubionymi piosenkami (mimo kiczowatych tekstów) były: What Makes You Beautiful, Save You Tonight, Tell Me A Lie, Moments i Everyting About You.
Na scenę wskoczył jakiś gość w pstrokatym garniturze i z fryzurą na ulizanego mopsa – nie miałam pojęcia, z czego śmiać się najpierw, więc stwierdziłam, że najlepiej się zaśmiać raz, a porządnie.
- Witam wszystkich! Dzisiaj mamy zaszczyt gościć w naszym centrum handlowym bardzo wyjątkowy zespół! Proszę, powitajmy gorącymi oklaskami One Direction!
Dziewczynki wydały jednogłośny pisk i na scenę wparowała cała piątka. Po oczach uderzyły mnie mega jasne reflektory (nawiasem mówiąc, ciekawe jak wytrzymywali w takim świetle po kilka godzin?), a obok mnie Cynthia zaczęła klaskać jak najęta, piszcząc nie ciszej od swoich młodszych koleżanek.
Miałam ochotę zasłonić jej usta ręką. Ewentualnie chusteczką. Ewentualnie udusić ją.
Westchnęłam i pomyślałam: „Zaczęło się.


------------------

O Boże, myślałam, że nigdy go już nie napiszę, ale udało się :D Chyba nie jest aż taki zły, naprawdę się nad nim nasiedziałam. Komentujcie, jeśli się podoba ^^

9 komentarzy:

  1. Fajny ;D Czekam na następny ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz jak rasowa pisarka! Pozdrawiam kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana masz talent jakich mało .. Nie każda 'pisarka' tych ' love story ' potrafi to wszystko tak porządnie opisać .. Naprawdę jestem zaskoczona Twoją wyobraźnią .. Podejrzewam , że będziesz pisać o Harrym (patrz na avatar) ; PP .. Wiem , że pisze z wielkim opóźnieniem , ale zaczęłam go czytać dopiero dzisiaj więc nie miej mi za złe .. Przeczytałam całe mnóstwo blogów o One Direction (tych love story) i naprawdę rzadko zdarzało się , że jakaś dziewczyna dobrze wykorzystała wszystkie pomysły .. U niektórych było po prostu za dużo akcji , a za mało dialogów .. Mam nadzieję , że tu będzie inaczej .. Z założenia wiem , że blog jest warty poświęcenia uwagi ( nie tylko mojej ^ ^ ) Postanawiam polecić Twój blog u mnie przy najbliższym rozdziale (oczywiście NIE oczekuje nic w zamian , więc się nie stresuj ..
    Naprawdę nic od Cb nie oczekuje .. ) Dodam jeszcze , że blog narazie jest zajebisty i mam nadzieje , ze mnie nie zawiedziesz i dalej taki będzie .. ; D ..

    Jak byś miała trochę wolnego czasu to możesz wpaść do mnie i zobaczyć co jest pięć .. Możesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza , możesz napisać na gg : 382641276 , albo po prostu nie robić nic ; )) .. Wiesz na moim blogu są tylko jakieś wytwory mojej chorej wyobraźni .. 1d-lovestory-carol.blogspot.com < - - Tu masz adres bloga ; D ..

    Pozdrawiam ; **
    Crush On You ♥.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej, ty jesteś świetna ; dd
    Mamy nadzieję, że zaszczycisz nas swoją obecnością i wpadniesz na naszego bloga :

    http://dreamsfulfilled3.blogspot.com/

    15-letnia Maja wyjeżdża na stypendium do Londynu i zamieszkuje u swojej cioci. Pewnego dnia zostaje napadnięta przez szkolnego łobuza - Patricka. W wyniku napadu, poznaje Zayna, który ją uratował. Wypadek widziały jej dwie koleżanki - Julka i Oliwia. Od tamtej pory Maja ciągle myśli o Zaynie i poznaje cały zespół. Jednak sprawa z Patrickiem nabiera nowych kształtów i już nic nie jest tak jak powinno...

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!!!
    Zapraszam na mój blog o 1D:
    directionerkapisze.blogspot.com
    ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. po pierwsze:twoja bohaterka Chloe była w 1/4 Polką, ale myślę, że o tym rozpisałas się za dużo i przez to było takie banalne, tym bardziej, że popełniłas parę gaf z tym polskim akcentem, włosko-polską mama, ale nie chce mi sie wyjaśniać na czym one polegają. 2: znając ten wielki zespół "One direction" do którego nic nie mam, aczkolwiek nie przepadam za nim grał w centrum handlowym? Dobra załóżmy, ze jest to możliwe. i twoje bohaterki dały radę sie przebić przez stado fanek? No szacun... 3: angielskie poczucie humoru. od 15 lat brytyjczycy pozbyli sie tej swojej udręki jaką jest british sens of humour, więc to co napisalaś to lekki stereotyp. Ale ogólnie treść niezła, może z tego cos keidys bedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. HEEEYYY SUPER BLOOOGGG IDE CZYTAC OD RAZU CAŁY :D :D
    juz wiem czemu byl w najlpeszych rankingach :)
    zapraszam tu:


    http://szmaragdowytalizman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń