05.01.2012

Rozdział 2: "Złączyła nas dziwna, magiczna siła…"

W tle rozległy się pierwsze nuty ich chyba najbardziej znanego utworu What Makes You Beautiful i nagle zapadła grobowa cisza, która wydawała się jeszcze bardziej dziwaczna niż poprzednie wrzaski, miażdżące czaszki i dziurawiące bębenki.
Miałam szczerą nadzieję, że to koniec, ale gdy tylko jeden z nich zaczął śpiewać, tłumy wrzasnęły z podwojoną siłą. Niestety, nie zdążyłam zatkać uszu i zmieszały mi się różne słowa, ale większość wykrzykiwała imiona swoich ulubionych członków zespołu. Biedaczki, one chyba naprawdę myślały, że któryś z nich zwróci na nie uwagę. Ja nie liczyłam na zbyt wiele, szczególnie, że nie byłam ich „namiętną” (jak to zawsze określa moja pani od angielskiego) fanką. Jednak, patrząc, jak występują przed publicznością, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dają z siebie wszystko.
Skakali po scenie, jakby chodzili po rozżarzonych węglach i od razu przypomniał mi się pewien dokument o afrykańskich plemionach. Wyobraziłam ich sobie w Afrykańskich przepaskach, dziwnych wisiorkach i z malunkami (akurat każdy miał jakieś dziwne esy-floresy, przypominające z bliska gąsienice) na ciele. Nie mogłam powstrzymać chichotu – czasami moja wyobraźnia była aż nazbyt bujna. Syknęłam z bólu, gdy Cynthia, oczywiście specjalnie, nadepnęła mi na stopę. Z oczach zebrały mi się łzy, ale nic nie powiedziałam, tylko spojrzałam na nią wymownie, z lekkim poirytowaniem. Nie chciałam już zamęczać jej moją nader atrakcyjną wizją, więc stałam i starałam się odgadnąć, co Cynthia w nich widzi…
Zanim jednak cokolwiek zobaczyłam, Cynthia dała mi znać, bym nie stała jak kłoda, podczas, gdy wszyscy chociaż udają, że tańczą, ale prawda była taka, że nie potrafiłam tańczyć. Chociaż lubiłam, jak trochę więcej wypiłam. Powiedzmy, że umiejętność to jedno, a talent to drugie. Więc po prostu przystępowałam z nogi na nogę, co satysfakcjonowało Cynthię w wystarczającym stopniu i dała mi spokój. Dzięki czemu mogłam się lepiej przyjrzeć naszym „cudom”.
Przesuwałam leniwie wzrokiem po każdym z nich. Pierwszy pod mój obstrzał trafił, czarnowłosy chłopak z ciemną karnacją. Chyba nazywał się Zayn, ale nie byłam pewna. W każdym razie śpiewał dobrze, miał lekką chrypkę (uwielbiałam tą cechę u piosenkarzy) i wyglądał na kogoś, kto naprawdę dba o swój wygląd.
Następny był niebieskooki blondyn, trzymający gitarę – od razu zarobił u mnie dodatkowe punkty. Fakt, nigdy nie potrafiłam grać na gitarze, ale uwielbiałam jak chłopak potrafił! A do tego, coś w jego oczach sprawiało, że serce jak i nogi miękły…
Trzeci był, jakby to ujęła Cynthia „boskonieziemskicukierek” (tak, pisane razem, żeby nie było – ona czasami łączyła kilkanaście słów, by wyrazić swój zachwyt – gorzej jednak dla tego, kto to czyta, bo jak mówiła, to jeszcze dało się odszyfrować słowa…) i do tego, miał lekko kręcone, brązowe włosy i o kilka tonów ciemniejsze oczy. Wydawał się maksymalnie wyluzowany.
Kolejny dostał ode mnie oklaski ( w głowie, oczywiście) za nieziemskie, czerwone spodnie. Wyglądał w nich bosko. Nie mogłam pozbyć się jednak jakiegoś dziwnego uczucia, że jego fryzura przypomina mi uczesanie Justina Biebera – chociaż ten tu miał włosy bardziej zmierzwione i pocieniowane. I on posiadał hipnotyzujące, niebieskie oczy, a gdy śpiewał, widać było, że traktuje to jak zabawę.
Przeniosłam wzrok na ostatniego… i czułam jak moje myśli ulatują jak tysiące motyli. Zapomniałam, kim jestem, po co tu jestem i jak się nazywam. Liczyły się tylko jego zielone oczy, hipnotyzujące z każdą sekundą coraz mocniej. Jego kręcone włosy okalały jego twarz – twarz anioła – z zadziornością, ale także łagodnością. Wstrzymałam oddech, nie mogąc wydusić z siebie nic. Zupełnie jakby ktoś wyrwał mi język z ust. To było tak ogniste, jak muśnięcie płomieni, tak podniecające jak jego dłoń dotykająca mojej dłoni, tak zapierające dech w piersiach jak najpiękniejszy krajobraz. Przez chwilę czas się zatrzymał. Nasz oczy – jego zniewalająco zielone – i moje – czarne jak bezdenny ocean – spotkały się na moment. To był chyba najcudowniejszy moment w moim życiu – żołądek związał mi się na supeł, oddech przyśpieszył – zupełnie jak w tych starych komediach romantycznych… wszystko skupiło się na nas, jakby nic innego się nie liczyło. Miałam wrażenie, że złączyła nas dziwna, magiczna siła…
Ocknęłam się, gdy doszło do mnie, jakie to głupie. Przecież nawet nie lubię One Direction. Dlaczego więc miałabym się zauroczyć, tym no… i nawet nie pamiętałam jego imienia! Genialnie, Chloe!
- A teraz zapraszamy na scenę pięć uroczych fanek! – rzekł Zayn.
Stanęłam jak wryta, gdy to usłyszałam i jak najszybciej spuściłam wzrok z chłopaka. Rozejrzałam się w gorączce – rzeczywiście chłopacy podeszli do krańców sceny i wyciągali ręce do fanek, by pomóc im wejść. Damnit! Dlaczego musiałam stać pod samą sceną? Przeklęta Cynthia…
Serce stanęło mi, gdy podszedł do mnie ten anioł z kręconymi włosami.
Okej, nie anioł, starałam sobie wyperswadować, Jest jedynie TROCHĘ przystojny, a do tego wcale go nie znam. Tak, nie znam!
Pewna siebie, już mniej przestraszona tym, że on podchodzi coraz bliżej, mimo wszystko spuściłam głowę. O tak, nie ma to jak być pewną siebie! Nigdy nie potrafiłam się zripostować, nie potrafiłam tańczyć, nie potrafiłam flirtować. I nie wierzyłam w te cholerne przeznaczenie.
Gdy zobaczyłam jego rękę wyciągniętą w moją stronę, mimowolnie spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się słodko, a ja poczułam, że nogi mi miękną, jakby były z waty. Spojrzałam jak idiotka na jego rękę, a Cynthia z westchnięciem popchnęła mnie, bym ją przyjęła, co też uczyniłam. Z jego pomocą dostałam się w światła reflektorów, które prawie powaliły mnie swoją mocą – teraz zrozumiałam, dlaczego gwiazdy tak często noszą okulary.
Chłopacy pokazali nam jakieś kroki, a ja usilnie starałam się zignorować stojącego strasznie blisko, Anioła (stwierdziłam, że mogę go tak nazywać zastępczo, póki nie przypomnę sobie jego imienia) – więc skupiłam się na prostym układzie. Znaczy, prostym, ale tylko dla tych, którzy potrafią tańczyć. Śmiałam się z siebie, że mylę nogi lub wyobraziłam sobie, jak depczę wszystkim po palcach. Wtedy też czyjeś delikatne ręce skorygowały mój błąd w kroku.
Czułam, jakby poraził mnie prąd, gdy jego palce dotknęły przez przypadek mojej skóry. Koszulka musiała w jakiś magiczny sposób podwinąć się (magiczny to magiczny, poczułabym, gdyby sam mi ją podciągnął!), pewnie przez moje „dzikie” pląsy. Podskoczyłam, prawie wpadając na inną fankę, gdy nagle usłyszałam:
- Nie ta noga.
Ten głos, blisko mojego ucha, ta niesamowita bliskość…
- Będę już wiedziała, dziękuję. – starałam się, by głos mi nie zadrżał, ale chyba niezbyt mi to wyszło.
- Proszę… - jednocześnie miałam ochotę, by coś dodał, ale druga ja szeptała do niego, jak zaklęcie: „Idź sobie, no idź!”
Naprawdę nie miałam pojęcia, której z nich słuchać… Tańczyliśmy dalej, a ja zerknęłam na lokowanego członka zespołu, próbując przypomnieć sobie jego imię, jednak bezskutecznie. On widzą, że patrzę na niego w skupieniu (pewnie przy okazji robiąc tą swoją dziwną minę, jakbym siedziała na toalecie), nadal śpiewając, uśmiechnął się. Czułam, jak policzki przybierają barwę dojrzałego pomidora, więc odwróciłam wzrok. To pewnie przez słabość do zielonych oczu…
Co jak gadam?!
Zaczęła lecieć inna piosenka, Everything About You. Fanki piszczały coraz głośniej. W pewnym momencie oni przestali śpiewać na refrenie, by usłyszeć głos fanek. Trochę fałszowały, ale wtedy doszła do mnie ich siła. Razem potrafiły nie tylko wstawić się za swoimi idolami, ale także… doszczętnie ich stratować w napadzie miłości.
Skończyła się druga piosenka (tak szybko?) i chłopcy zaczęli nam klaskać.
- Podziękujmy naszym tancerkom i pożegnajmy ich gromkimi brawami! Dobra robota dziewczyny! – Louis (tak, dobrze, że chociaż jedno imię mi się przypomniało) wskazał nam schody, żebyśmy bezpiecznie mogły zejść ze sceny.
Całe centrum handlowe zaczęło nam klaskać. Stwierdziłam, że już dosyć i tak wyglądam jak burak, więc zrobiłam krok w stronę schodów. Poczułam muśnięcie ciepłych, dobrze znanych mi palców. Obróciłam się machinalnie i zobaczyłam jego lekko uniesioną rękę. Gdy zobaczył, że go widzę, uśmiechnął się (który raz z rzędu?!) i pomachał mi lekko. Zrobiłam wdech i tylko posłałam mu krótki uśmiech. Przepchnęłam się ponownie do Cynthii, która od razu zaatakowała mnie pytaniami, posyłanymi z prędkością pocisku przez karabin maszynowy:
- I co, fajni są? Bardzo przystojni z bliska? Widziałam, że Harry się do ciebie uśmiecha!
Ach, no tak! On miał na imię Harry! Dlaczego wydawało mi się, że Henry… Haha, Henry brzmi tak królewsko, dostojnie i oficjalnie. Mimo, że w królewskiej rodzinie jest teraz Harry. Chyba zamuliłam z tym porównaniem do rodziny królewskiej.
Spuściłam wzrok przypominając sobie, jak nasze oczy się spotkały i chwyciłam Cynthię za nadgarstek. Odgarnęłam włosy z buraczo czerwonej twarzy i pociągnęłam ja, mimo protestów, z dala od sceny. Próbowała mi się wyrwać, ale ja byłam zbyt zszokowana, tym co się stało, pozwolić jej odejść.
W końcu stanęłyśmy w korytarzu, gdzie nie było prawie nikogo. Opowiedziałam Cynthii o moim nagłym olśnieniu, ale miała wrażenie, że ona mnie nie słuchała.
- Taa, fajnie  - podsumowała -  Możemy już iść z powrotem?
Prychnęłam.
- Cynthia, czy ty w ogóle mnie słuchasz?
- Tak, mówiłaś o swoim nagłym olśnieniu – wydawała się podwójnie wkurzona – A teraz wracajmy, co?
- Ja nie wracam, nie po tym – chwyciłam szalik i owinęłam wokół szyi.
Miałam tylko jedno życzenie – znaleźć się jak najdalej stąd.


------------------------------
Dziękuję za tyle wejść <3 Nie spodziewałam się tego. Jednak mam nadzieję, że będziecie też komentować - czasami komentarze mają wpływ na rozwój wydarzeń. :)

4 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc, bardzo podoba mi się historia 'nie fanki 1D'. A propos, Harry faktycznie trochę przypomina anioła, no ale to już zostawmy z boku. Czekam na kolejny. [ http://i-will-be-here-by-your-side.blog.onet.pl/ ]
    ~Cappy

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest świetny ! Hahaha " anioł" - zgadzam się ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham te opowiadanie <3 jesteś świetna

    OdpowiedzUsuń
  4. ALE CZAAAD :D !!!!!!! :D :D <3 KOCHAM TO <3

    OdpowiedzUsuń