14.01.2012

Rozdział 4: "Are you fucking kidding me?!"

 - Dlatego mam ci co zakomunikowania, że… - Cynthia specjalnie przeciągała ( a jak tak robiła, to oznaczało, że nie będę zadowolona z jej pomysłu) – Umówiłam się z chłopakami.

Uff, to tyle? I gdzie tu coś, co miało mnie wkurzyć?

- W sensie, że z naszej szkoły? – zapytałam, ponownie siadając.

Cynthia przygładziła włosy, uśmiechając się nerwowo. Po chwili do mnie doszło. Chłopacy… NO ONA CHYBA SOBIE ŻARTOWAŁA!

- Gdzie ukryta kamera, Cynthia? – twarz mi stężała.

- Nigdzie – przyznała Cynthia ze skruchą w głosie.

Nie wytrzymałam już i rzekłam podniesionym, o kilka oktaw głosem:

- Are you fucking kidding me?!

- Nope. Nie sądzę.,

- Mam nadzieję, że masz na to jakieś sensowne wytłumaczenie?

- Umówiłam się z nimi, bo…

- Bo? –miałam nadzieję, że Cynthia miała jakieś dobre argumenty.

- Booo… - Cynthia widocznie grała na zwłokę, rozglądając się wokoło, jakby tam miała znaleźć odpowiedź. Już chciałam jej powiedzieć, że to tak nie działa – Gdyż… ponieważ… otóż… mianowicie…

- Więcej synonimów nie mogłaś, wymyśleć, co? – burknęłam sarkastycznie, chwyciłam kubek z kawą i dopiłam resztkę.

- Przykro mi, nie mogłam – Cynthia wyszczerzyła się do mnie, jakbym miała do twarzy przyklejone milion dolarów (jakbym rzeczywiście je mogła mieć…), a ja zastanawiałam się, czy jakby wstrzyknąć jej botoks, jak się tak śmieje, to uśmiech zostałby jej na zawsze.

Hahha i z takim wyszczerzem przez dwa lata chodzić…

A po  chwili przypomniała mi się prawdziwa istota problemu…

Wstałam i podeszłam do pobliskiego kosza na śmieci, by wyrzucić opakowanie po kawie. Starałam się przy tym, nie wybuchnąć gniewem. Byłam jedną z osób, które łatwo było wyprowadzić z równowagi byle czym, nawet błahostką. Nie wiedziałam, dlaczego tak się działo, ale to pewnie przez moją nienawiść do małostkowych spraw. Miotałam się jak ćma uwięziona w szklanym słoiku od nutelli z dziurkami na powietrze, starając się uspokoić – ale jak miałam to zrobić, skoro Cynthia dobrze wiedziała, jakim uczuciem darzę jej „bardzo cudowny lukrowy boysband”. Przepraszam za wyrażenie, ale taka była prawda! Tylko och i ach, jacy oni piękni (pomijając moją słabość do Harry’ego – którą i tak starałam tłumić na wszystkie możliwe sposoby) i gładcy i uroczy i zabawni!

Bełt normalnie!

Okej, może nie bełt, żeby Cynthia się nie obraziła. Ale przecież chwila to wszystko jest tylko i wyłącznie w mojej głowie, nikt tego nie usłyszy!

Pokręciłam głową, zastanawiając się, czy stałam w kolejce po cycki, czy po rozum. Po dłuższym namyśle, stwierdziłam, że chyba stałam po cycki. Ma się tą miseczkę C… Facepalm normalnie. O czym ja myślałam w tak poważnej chwili?!

- Wiem, że ich nie trawisz, ale zrobisz to dla mnie? Nie chcę iść sama – posłała mi takie spojrzenie, jakby to była moja wina, że się z nimi umówiła i to ja pchałam ją samą na to spotkanie; zaczynałam mieć straszne wyrzuty sumienia, chociaż nie powinnam!

Fajnie, naprawdę fajnie, Chloe!, pomyślałam, drapiąc się w głowę. Cynthia wpakowała mnie w niezłe bagno i miałam ochotę jakoś się z tego wyplątać, ale gdy patrzyłam na jej bezradną i ciut zakochaną minę, wiedziałam, że nie powinnam jej opuszczać, szczególnie, że to miało być jej wymarzone spotkanie z idolami z Chłopięcego-Zespołu-A-La-N’Sync (stwierdziłam, że będę ich tak nazywać, żeby nie urazić Cynthii słowem boysband. Ona czasami naprawdę powinna mnie obsypać kwiatami i nosić na rękach, że jestem taką dobrą przyjaciółką. Co fakt, to fakt, też bywałam nie do zniesienia, ale jednak kochałam ją jak siostrę i nigdy nie pozwoliłabym się jej zbłaźnić przed chłopakami z zespołu.

Im więcej o nich myślałam, tym bardziej głowę zaprzątały mi myśli, jacy oni naprawdę są? Nie, żebym nie miała nic do roboty… jednak gdy człowiek już do czegoś się przyczepi, to nie daje za wygraną – szczególnie w moim przypadku. Niewiele mogłam o nich powiedzieć, gdy na nich patrzyłam. Co innego, gdy widziałam jak się w stosunku do siebie zachowują. Cynthia puściła mi kiedyś jakiś filmik, na którym się wydurniają. Wtedy rzuciło mi się w oczy tylko jedno – są dla siebie jak rodzina, jak bracia. A to bardzo ważne w zespole – bo zespół jest jak rodzina, czasami jest gorzej, bywają kłótnie, ale najważniejsze jest wybaczanie sobie nawzajem.

Niestety, ja raczej nie mogłam wybaczyć tacie zdrady i tego, że tak szybko nas porzucił dla swojej młodej i jędrnej asystentki. Nie była wcale taka ładna jak mama, ale tu chyba chodziło o jej charakter. Dzień po incydencie wyprowadziłyśmy się do hotelu (który opłacał tata – może czuł się winny, czy co?) i tam mama powiedziała mi, dlaczego, gdy byłam mała, wróciła ze mną do Anglii. Chciała, by miała rodzinę w jednym miejscu, a nie latała pomiędzy Polską, a Anglią. Do tego miała nadzieję, że tata pokocha ją znowu – bo ona nie mogła bez niego żyć. Doceniałam, co robiła dla mnie przez te wszystkie lata, naprawdę. Nie byłam pewna, czy  bym tak potrafiła.

-  Dobra – westchnęłam w końcu, a ręce opadły mi z bezsilności.

Niech ma i się cieszy, a skoro i tak wyjeżdżam, to mogę się tak poświęcić. Cynthia zaczęła skakać, jakby z nieba leciały banknoty dziecięciofuntowe, a ja uśmiechnęłam się, gdy wyobraźnia podsunęła mi ten obraz.

Moja przyjaciółka zatańczyła entuzjastyczny taniec radości, wykrzykując do każdego przechodzącego: „Mam najlepszą przyjaciółkę na świecie i co ty na to?!”. Nie mogła wytrzymać ze śmiechu, więc ludzie musieli mieć z nas niezły ubaw – widzieli ją tańczącą dziko i mnie pokładającą się po kamiennych schodach. Czasami byłyśmy dziwne.

Ale chyba podobieństwa się przyciągają bardziej nić przeciwieństwa.

- No to na kiedy mam być gotowa? – zapytałam, ocierając łzy śmiechu.

- Na dzisiaj – wyszeptała, jakby bała się, że jej słowa sprawią, że eksploduje mi głowa.

- Spoko – starałam się zatuszować, jak miałam już ich dosyć, a to był dopiero początek! – Gdzie?

- Mamy jechać do jakiejś stadniny o 16:00, bo Liam jeździ tam konno.

Od kiedy to Liam jeździł konno? Okej, nie znałam ich tak dobrze, ale Liam i koń?

Ścisnęło mnie w gardle. Uwielbiałam konie, nawet bardzo. Byłam mistrzynią dresażu, ale to jakieś dwa lata temu. Miałam wypadek przy pracy z młodziakiem – spłoszył się i poniósł, a potem potknął i runął na moją nogę swoim całym wielkim, prawie tonowy cielskiem, przygniatając ją i łamiąc w dwóch miejscach. Od tamtego czasu nie wsiadłam na konia i nie miałam pojęcia, czy to nastąpi w niedalekiej przyszłości. Jazda konna była dla mnie jak oddychanie – tylko, że mogłam bez niej żyć. Przynajmniej tak mi się zdawało. Jednak skrzywiła się, słysząc, gdzie mamy się z nimi spotkać, ale jak mus to mus…

- Okej, to jadę tylko do dom… znaczy hotelu – przyłapałam się na tym, że prawie powiedziałam „domu” – i zdzwonimy się co i jak.

- Przyjadę po ciebie, znaczy mój tata, bo on nas zawozi. – uściśliła Cynthia.

- I nie pytał, dlaczego chcesz jechać do stadniny?

- Powiedziałam, że koleżanka ma trening i chcę popatrzeć.

- A co z odwiezieniem?

- Louis nas odwiezie, już to załatwiłam – powiedziała z dumą w głosie – Już ich poznałam, znaczy, słyszałam przez telefon…

- Rozumiem – więcej mi do szczęścia nie było potrzebne – Chyba nie muszę zakładać sukienki?

- Koszula i kowbojki, co ty na to? – zapiała, obracając się wokół własnej osi.

Przytaknęłam, przeglądając w umyśle swoją szafę. Chyba coś takiego miałam… znaczy kowbojki na pewno, takie ciemnobrązowe, natomiast, jeśli chodzi o koszulę, to może być kiepsko, dlatego postanowiłam pożyczyć jakość od Cynthii. Gdy powiedziałam, jakie mam kowbojki, ona już wybrała dla mnie zieloną koszulę. Zieloną?! No nie będę narzekać, ale zielone są JEGO oczy.

Wróciłam do hotelu i ogarnęłam się. Mamy nie było, bo jeździła po adwokatach w sprawie rozwodu i jakoś niezbyt się mną przejmowała ostatnimi dniami, ale za to mogłam robić, co mi się żywnie podoba, na przykład… wskoczyć gdzieś z chłopakami z One Direction, yeahh…! Chyba każdy załapał moją ironię. Tak, to ja, Chloe, królowa wszelakiej ironii.

Pokłon przed jej wielkością, królową Chloe I Ironiczną.

Godzinę przed czasem Cynthia wparowała do mojego pokoju hotelowego, ubrana w piękną niebieską koszulę, jeansy, czarne kowbojki i granatową kurtkę, do której dopasowała czarne rękawiczki, szalik i czapkę.

Gdy spojrzałam na jej misternego koka, od razu zastanawiałam się ile musiała go robić. Z dobre pół godziny na pewno…

- Chodź, bo się spóźnimy! – zaświergotała, cała podekscytowana.

- Cynthia, jesteś jak klacz podczas rui – jęknęłam, ubierając kurtkę – Mamy jeszcze godzinę.

Cynthia zmarszczyła brwi.

- Klacz? Ruja? Skąd ty takie wyrazy bierzesz?

- Poradniki dotyczące koni, na przykład?

- A co to ma być ruja?

- Coś jak miesiączka – westchnęłam i dodałam, już ubrana – Jedziemy, czy nie?

- Taak! – zachichotała jak dziecko, Cynthia.

Miała wrażenie, że przez ten zespół kompletnie dziecinnieje, ale co ja mogłam na to poradzić?

Teraz zaprzątała mi głowę tylko jedna myśl – właśnie wybierałam się na „randkę” z moim przeznaczeniem.



------------------------------

Co ja bym dała, by spotkać chłopaków z 1D <3 Ale od tego ma się wyobraźnię :) Była mile zaskoczona tymi komentarzami, dlatego jestem ciekawa, czy dacie radę dać 10 komentarzy? Tyle osób odwiedza... ano, właśnie! Dziękuję za ponad 700 odwiedzin i to w tak krótkim czasie! Naprawdę to doceniam. :) A propo sondażu... wybrałyście Niall'a i dlatego aż się zdziwiłam.. bo to on od początku miał być chłopakiem Cynthii! Ta-dam.

Jeśli chcecie być powiadamiani o notkach, zostawiajcie adresu blogów i numery gg. :)

9 komentarzy:

  1. super już nie mogę się doczekać następnego mam nadzieje że w ten weekend będzie ;D
    zapraszam do siebie http://the-best-band-ever.blogspot.com/ ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. strasznie mi miło, że ci się spodobał.
    i mam nadzieję, że stale będziesz czytać :)

    Twoje opowiadanie również świeetne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę, będę! :D Uzależniłam się od niego <3

      Dziękuję :)

      Usuń
  3. bardzo fajnie piszesz! Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału ;)
    Też mam blog z opowiadaniem o 1D. Prowadzę go razem z przyjaciółką. Jeśli chcesz to wpadnij :)
    http://livingdreamwith1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo optymistyczne..;)
    Fajnie piszesz..;D

    W wolnej chwili zapraszam do sb.xd
    http://wspolnykierunek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne , świetne , świetne!
    Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział. Z niecierpliwością czekam na następny :D
    zapraszam : http://someone-stole-my-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne opowiadanie!!!! Baaardzo fajnie i ciekawie piszesz. Widzę w Twojej przyszłości jakąś książkę XD <33 Pozdrawiam ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże to co piszesz jest jak narkotyk , jak "Porzuceni" Meg Cabot , jak powietrze ... Jezus Maria ! Cudooo ! . 30 minut i przeczytałam wszystko ! . Pisz, pisz, pisz ! Szybko chcę nn !!

    OdpowiedzUsuń