18.01.2012

Rozdział 5: "Wierzę w Ciebie..."

Stadnina okazała się całkiem… duża. Co ja mówię, ogromna! Jeszcze takiej nie widziałam, jak Boga kocham. Gdy zobaczyłam ją przez okno te wielkie padoki, ludzi jeżdżących na swoich wypielęgnowanych wierzchowcach, potężnych rozmiarów halę, wyglądającą jak nową, aż coś mi się przewróciło w żołądku. Nie, że zbierało mi się na wymioty, czy coś. Jedynie na… wspomnienia.

Ośrodek, w którym jeździłam był sto razy mniejszy, ale czułam się tam jak królowa. Wszyscy mnie podziwiali, a do tego miałam genialnego instruktora, który nie dosyć, że być wysportowany, to jeszcze do mnie zarywał. Wtedy postawiłam mu ultimatum – albo będzie mnie trenował do zawodów ogólnokrajowych i przestanie, albo stwierdzi, że chce mnie, ale nie będzie już moim trenerem i przeniosę się do innego ośrodka. Wybrał to pierwsze, gdyż nie chciał stracić tak dobrej zawodniczki. Zazwyczaj jeździłam na ogierach, gdyż miałam na nie dobry, kojący wpływ. Wsiadało się na takiego, a ten już się rwał i to nie tylko do galopu, ale także panienek na pobliskim padoku. Praca z ogierami jest mega ciężka, ale bardzo satysfakcjonująca. Chociaż mimo wszystko uwielbiałam klacze – były spokojniejsze i dawały sobą kierować, nie to, co ogiery – wyrywały mi barki ze stawów, jak tylko próbowałam skręcić.

Podziękowałam tacie Cynthii za podwózkę i ruszyłyśmy w stronę hali – tam na pewno Liam musiał trenować, skoro był tyle śniegu. Niewielu właścicieli było tak szalonych, by latać z koniem na dworze w taki mróz.

Weszliśmy do podgrzewanej hali i pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to Liam, kłusujący na ogromnym gniadoszu. Po głębszych obserwacjach, okazało się, że to klacz. Ale za to, jaka ogromna! Nie była koniem pociągowym, miała za chude nogi… ale jej rozmiar budził respekt.

- Hej!  -odezwał się Liam, gdy tylko nas zobaczył – Cynthia?

- No witaj, jeźdźcu – odpowiedziała mu Cynthia, rumieniąc się tak bardzo, że zlewała się z czerwonymi ścianami. – Widzę, że nie marnujesz czasu?

- Niki stała w boksie i wprost nie mogła się doczekać – Liam pokłusował do nas, stając przed Cynthią – Może przedstawisz swoją śliczną koleżankę?

- Och, przepraszam. Chloe, to Liam; Liam, to Chloe. – Liam wyciągnął rękę na ile pozwalała mu wysokość Niki.

Uścisnęłam mu dłoń, nie mogąc nie odwzajemnić uśmiechu, którym mnie obdarzył.

- Ej, a my to co? – usłyszeliśmy krzyki za nami.

Cynthii zaświeciły się oczy, gdy reszta zespołu wstała na małych trybunach, machając do nas jak głupki.

Tylko przewróciła oczami, modląc się, by jak najszybciej to skończyć. Musi być jakiś sposób, byśmy wróciły do domu…

- Hej chłopaki! – Cynthia była w swoim żywiole, gdy podeszli do nas, śmiejąc się o popychając siebie nawzajem. Teraz przynajmniej wiedziałam, od czego Cynthia tak dziecinnieje.

Gdy stanęli przed nami w głowie miałam pustkę, szczególnie, jeśli chodzi o imiona. Pamiętałam tylko, że ten czarnowłosy to Zayn, a najstarszy, noszący szelki to Louis… Dwa na pięć to i tak dobry wynik jak na mnie, uwierzcie mi. Szczerzyli się do mnie, jakby właśnie wygrali w totka, a ja taktownie uśmiechałam się delikatnie, by nie wzbudzić podejrzeń. Chociaż chwila… Gdzie był Harry?

- Od lewej… - zaczęła Cynthia – Zayn, Niall i Louis.

Przywitałam się z każdym, a gdy przyszła kolej na Louisa, ten zlustrował mnie wzrokiem i aż gwizdnął:

- Gdybym wiedział, Cynthia, że masz taką koleżankę, to wcześniej byśmy się umówili, bym mógł z nią spędzić więcej czasu.

Mimo, że nie lubiłam tego Chłopięcego-Zespołu-A-La-N’Sync, musiałam przyznać, że komentarz Louisa mile połechtał moją próżność. Czasami ktoś musi nam, kobietom, powiedzieć, że jesteśmy wyjątkowe.

- Ej, Lou, nie podrywaj jej, ona jest już zaklepana przez Harry’ego – trzepnął Louisa w głowę, Niall.

- Oj tam, oj tam!

- O nieobecnych się nie mówi – dodał Liam, nakręcając Niki i ruszając stępem na środek hali.

Wtem, doszedł do nas głos - tak, tek seksowny, przeszywający powietrze baryton, od którego aż dostawało się ciarek na całym ciele – a ja starałam się udawać, że wcale mnie nie poruszył dogłębnie aż do przestrzeni międzykomórkowych:

- Gadać, kto odczuwa do mnie pociąg?

Rozpoznałam kwestię Króla Juliana i parsknęłam śmiechem, jak reszta. Harry od razu jakby się przygasił albo coś, gdy dostrzegł mnie, stojącą obok Cynthii. Uśmiechnął się nieśmiało, ale przez to był tylko jeszcze słodszy. Na mojej twarzy na pewno pojawiły się dwa rumieńce. Odgarnęłam zagubiony kosmyk z twarzy, starając czymś zająć, trzęsące się niemiłosiernie, ręce i mając wzrok wbity w piasek, z taką intensywnością, jakbym znalazła tam coś naprawdę interesującego.

- Witaj – usłyszałam TEN głos strasznie blisko mnie i uniosłam głowę.

Gdybym zrobiła to z większym impetem, zderzylibyśmy się czołami. Brawo, Chloe, ty to czasem jesteś genialna. Był z jakieś dziesięć centymetrów wyższy, ale nie więcej, gdyż nie musiała się jakoś strasznie prostować i patrzeć w górę, by widzieć jego oczy. Te jego hipnotyzująco zielone oczy… Okej, wieź się w garść, Chloe, przecież on nie jest ósmym cudem świata! A może jednak jest…?

- Witaj – odpowiedziałam, starając się nie wyglądać jak burak (jakbym miała jakikolwiek wpływ na kolor mojej skóry, gdy byłam pod ostrzałem jego jasno szmaragdowych oczu) i przełknęła ślinę, bo w gardle zrobił się nagle tak sucho…

- Harry, ale ty to chyba wiesz… - wyciągnął rękę w moją stronę,  a ja ją uścisnęłam.

- To nie takie oczywiste, nadal was wszystkich mylę – miał takie delikatne i gładkie ręce – Bo widzisz… nie jestem waszą fanką.

Harry zdziwił się lekko, a jego brwi uniosły się wysoko, znikając w falach grzywki.

- Serio?

Przytaknęłam, jednocześnie wzruszając ramionami.

- To Cynthia poprosiła, bym się z nią przeszła. Naprawdę nie jestem fanką… szczególnie taką napaloną i szaloną.

Za nami Louis wydał taki odgłos, jakby przestraszył się i zdziwił jednocześnie, co tak mnie przestraszyło, że aż podskoczyłam. Spodziewałam się wszystkiego – no może z wyjątkiem TEGO. Spojrzałam przestraszonym wzrokiem na Louisa, który na poły zasłonił usta ręką, mając ściągnięte brwi, wyglądał jednocześnie komicznie, ale także zaczynało mi się go robić żal. Miał coś takiego w sobie… wesołego.

- Jak to nie jesteś naszą fanką? – zapytał zrezygnowany (na żarty, na serio?) Louis, nagle zanurzając twarz w dłoniach.

- Cii, Lou, kochanie, nie płacz – starał się go uspokoić Zayn, klepiąc go po plecach i rzucając mi „wściekłe” spojrzenie. – Jak ty tak możesz, kobieto, serca nie masz?!

- Eeee… - zdołałam tylko wyksztusić, nie wiedząc, co powiedzieć. Miałam śmać się czy płakać? A może oba na raz?

- Wszystko dobrze Lou, no, nie płacz już – Niall przytulił go do siebie mocno.

- A-ale to ta-a-a-kie stra-a-aszne! – zawodził sztucznie Louis, „płacząc” w niebogłosy.

- Lou, zamknij się, bo płoszysz mi konia! – odezwał się nagle Liam, zatrzymując Niki.

Rzeczywiście Niki położyła uszy do czaszki, parskając niespokojnie. Widziałam nie raz konie takich sytuacjach. Lada moment miała się spłoszyć, a wtedy Liam… W tamtej chwili też postanowiłam, że przełamię w końcu swój lęk, zakorzeniony we mnie od dwóch lat. Musiałam w końcu to zrobić… Podeszłam do Niki, która zrobiła krok do tyłu, machając ogonem.

- Spokojnie, mała… - wyszeptałam do niej, powoli przesuwając się w jej kierunku i zaczęłam nucić piosenkę „Toxic” w wykonaniu Yael Naim - With a taste of your lips I’m on a ride,You're toxic I'm slipping under, With a taste of a poison paradise, I’m addicted to You, Don’t you know that you’re toxic…
 

Klacz powoli uspakajał się, patrząc na mnie zaciekawionym wzrokiem, aż w końcu dotknęłam jej chrap i pogłaskałam, by ją uspokoić.

- Właśnie tak, malutka, właśnie tak… - rzekłam do niej, odgarniając jej grzywkę w oka. – And I love what You do, don’t You know that you’re toxic…
 

Wciągnęła nosem ten typowy koński zapach, łapiąc się na tym, jak bardzo za nim tęskniłam. Nie zdziwił mnie ten fakt, ale myślałam, że tamten upadek wyrył się w mojej pamięci tak mocno, że nie będę w stanie nawet bliżej podejść do jakiegokolwiek konia. A tu proszę, taka niespodzianka… trzeba było przyznać, że Niki była naprawdę urodziwą klaczą. I do tego ta słodka gwiazdka oraz oczy z mądrym wyrazem…

- Wow, to było niezłe – mruknął Liam, klepiąc Niki po dużej i lekko spoconej szyi. – Jak ty to robisz?

- Przez kilka lat pracowałam z młodymi ogierami, więc wiem, jak uspokaja się konie – uśmiechnęłam się do niego – Styczność z końmi mam od trzeciego roku życia. Jeżdżę, od kiedy skończyłam cztery lata. Konie były moim życiem do czasu, gdy spadłam ze spłoszonego młodziaka, którzy przygniótł mi nogę i złamał ją w dwóch miejscach.

- Ach… przykro mi.

- Nie naprawdę, jest okej. – uśmiechnęłam się – Chyba to pierwszy raz od dwóch lat, kiedy bez oporów głaszczę konia.

- A co powiesz, żeby przełamać lęk? – Liam zeskoczył z Niki i przytrzymując wodze, podstawił mi nogę – Dawaj, Chloe.

Byłam zadowolona z tego, jak szybko nauczył się mojego imienia. Ja, jak już wspominałam, miałam z tym nie lada problem. Okej, duży, BARDZO DUŻY, problem.

Nabrała powietrza do płuc, nie wypuszczając go. Tak, bałam się. Cholernie się bałam, ale wtem podszedł do nas niepewnie Harry, uśmiechając się nieśmiało. To dodało mi otuchy…, Chociaż wcale go nie znałam, czułam, że wspiera mnie. O tu, w sercu.

- Może pomóc ci wsiąść? – zaproponował, przygładzając włosy.

- Dajesz, mała! – krzyknął dopingująco Niall, a po chwili dołączyli się do niego Zayn i Louis.

Przy akompaniamencie ich krzyków, w końcu się zgodziłam. Powiedziałam (z nie małym rumieńcem) Harry’emu, co ma robić, jako, że Niki do niskich nie należała, a ja nawet ze swoim wzrostem metr siedemdziesiąt cztery nie dałabym jej rady. Harry przytrzymał moją łydkę i na trzy uniósł mnie do góry, podczas gdy ja trzymała się lęku przedniego siodła (dla nieobeznanych – jest to ten guzek z przodu), starając się u nim usiąść. Gdy już poczułam siodło, miałam wrażenie jakbym nigdy go nie opuszczała. Ten sam zapach zakonserwowanej skóry, potu konia i siana. Chwyciłam podane przez Liama wodze i zaczęłam skracać sobie strzemiona, z taką gracją, że aż sama się sobie dziwiłam.

- Wierzę w ciebie – te trzy słowa, wypowiedziane przez Harry’ego dodały mi skrzydeł i pewności siebie.

- Dziękuję – uśmiechnęłam się do niego najpiękniej jak umiałam, starając się nie pokazać, jak bardzo się boję.

Westchnęłam, gdy już miałam pewność, że są równe i usiadłam prosto w siodle. Przypomniały mi się wskazówki mojego byłego trenera, a propo postawy i gdy ustaliłam, że wszystkie je zastosowałam, ściągnęłam wodze, by dać znać Niki, że zaraz będziemy ruszać.
Harry z Liamem zeszli z pola treningowego na bok.

It’s time to begin the show…, pomyślałam I docisnęłam pięty do boków Niki, która ruszyła żwawym kłusem, delikatnie mnie wybijając. Miała bardzo płynny chód. Znowu poczułam tą adrenalinę, która towarzyszyła mi, za każdym razem, gdy dosiadałam konia.

Przejechałam przez drążki, a potem postanowiłam zaszaleć. Gdy tylko Niki wchodziła w zakręt… dałam jej znak do galopu. Klacz ruszyła z kopyta, wyginając majestatycznie szyję, a ja poluźniłam jej wodze, dając swobodę, by ucisk wędzidła na język zelżał. Czułam się wolna, jak wtedy te dwa lata temu, ujeżdżając młodziki…

Usłyszałam wiwaty z trybun, na które wspięli się chłopacy z Cynthią, krzyczącą:

- Dajesz dziewczyno!

Moje serce zaczęło się śmiać… i ja sama aż rwałam się do tego.

- Juhuu! – zachichotałam, robiąc kolejne kółko.

Chichotałam się jak mała dziewczynka. Skoro zaszłam tak daleko to mogłam też spróbować skoczyć. W prawdzie byłam trenerką ujeżdżania, ale jak każdy dobry jeździec liznęłam też skoków. Serce zabiło mi szybciej, gdy zobaczyłam jedyną przeszkodę w hali. Teraz, albo nigdy.

Uda ci się, byłam tego pewna. Przypomniały mi się też słowa Harry’ego: „Wierzę w ciebie.”

Więc najechałam prosto na przeszkodę, słysząc głos chłopaków:

 - Co ona robi?

- Zaraz skoczy!

- Dajesz!

Zaparłam się w sobie i dodałam łydkę przed przeszkodą. Ten wiatr we włosach podczas skoku… ta adrenalina… tak mi tego brakowało.

Wtedy też, gdy Niki przeskoczyła, lądując na lewej nodze, odezwał się znany mi głos, którego nie słyszałam od bardzo dawna. Rozległy się pojedyncze oklaski, które przeszywały ciszę jak sztylety, martwe, ale jeszcze ciepłe truchło.

- Brawo, Chloe, widzę, że znowu jesteś w siodle.

Zamarłam, zatrzymując Niki. Nie, błagam, to nie mógł być…

- Co ty tu robisz, Steve? – mój głos wydawał się być zrobiony z lody, rzucający milionami ostrych sopli.
Steve, mój były instruktor jazdy konnej, lat dwadzieścia dwa. O pięć lat starszy ode mnie ( chociaż prawie cztery, bo w marcu kończyłam osiemnaście…) z bujną czarną czupryną i niebieskimi, tylko pozornie, śmiejącymi się oczami. Umięśniony, ideał kobiet, ale także ich przekleństwo. Ten Steve, który musiał wybierać pomiędzy mną, a mistrzostwami. Ten sam, którego teraz nie wiązała obietnica, jak wtedy.

Ten sam Steve. Kobieciarz, jakich mało.



-----------------------------------------

OH MY FUCKING GOD 1,000 wyświetleń w dwa tyg? No ja chyba śnię! I to cudowny sen... nie chcę się budzić :)
Wow, byłam tak mile zaskoczona wszystkimi komentarzami, że specjalnie dla was, postanowiłam wcześniej wystawić notkę :) Macie ode mnie taki mały bonusik ^^ Dacie radę powtórzyć ilość komentarzy z poprzedniego rozdziału? Dawajcie! :)

11 komentarzy:

  1. Informuję, że na http://mrashtomlinson.blogspot.com pojawił się właśnie nowy rozdział! Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mwhaha.. Liam na koniu;D
    Zabiłaś mnie tym.. xd
    Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On chyba raczej nie jeździ konno, ale chciałabym go zobaczyć w tych obcisłych spodniach do jazdy konnej.... <3

      Usuń
  3. Tak jak poprzedni - zajebisty ! . Chociaż nie , zdecydowanie lepszy. Ogólnie zajebiście lekko się czyta to co piszesz. Mam nadzieję, że nie obrazisz się za porównanie, ale czytając to czuję się jakbym czytała książki Meg Cabot, ale nie Pamiętnik księżniczki, tylko trylogię "Porzuceni". Mam tu na myśli, że jesteś zajebiście dobra w tym co robisz i powinnaś w jakiś sposób się wybić. Szkoda żeby taki talent się marnował.
    a zainteresowanych zapraszam do mnie : onelove-onedirectionstory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. D'aww, dziękuję, za miłe słowa! :) Muszę przyznać, że nie czytałam tej trylogii, ale chyba nadrobię lekturę. Czytam natomiast twojego bloga i nie mogę się doczekać aż zostanie opublikowany następny rozdział <3

      Usuń
  4. ZAJEBISTY ROZDZIAŁ!
    Masz niesamowity talent. Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D
    zapraszam do siebie :
    http://livingdreamwith1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie piszesz. Ciekawa fabuła. Czekam na nowy i zapraszam do mnie www.smileallthetimebaby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Popieram. Zdecydowanie masz talent!! <33 Czekam na następny!! Kocham Twój blog ♥
    Zapraszam do mnie > http://keepsmileandnevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. zajebisty jest ;D dodawaj szybko nowyy rodział ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowite opowiadanie :) Ciekawy rozdział.

    __
    Jeżeli podoba Ci się mój blog to zapraszam to obserwowania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo podoba mi się twój blog, jest super :)

    OdpowiedzUsuń