27.01.2012

Rozdział 7: "Też Cię kocham..."

Mama była tak zajęta wszystkim, że bez żadnych pytań pozwoliła mi pojechać do Cynthii na noc. Cieszyłam się każdą chwilą, spędzoną z moją przyjaciółką. Kochałam ją jak siostrę i nie wyobrażałam sobie życia bez niej, w Polsce. Co to miało być za życie?!

Z ponurymi myślami stanęłam przed drzwiami jej domu, starając się zapomnieć o wszystkim – nawet o mamie, która wylewała łzy w hotelowym fotelu, wlewając w siebie whiskey (konkretnie Jack’a Daniels’a) całymi szklankami i niezbyt zwracając na mnie uwagę. Nic nowego, ale mimo wszystko, bolało. Ignorowanie zawsze boli, szczególnie, gdy osoba ignorująca cię, jest osobą bardzo bliską. A ja jestem zżyta z mamą, jak z nikim innym. W końcu jestem jedynaczką.

Cynthia otworzyła mi drzwi z szerokim uśmiechem, w spodniach dresowych i obcisłej bokserce oraz spiętych włosach. Od razu zapytałam, czy coś jej się stało, skoro jej włosy od tak są ułożone, za co dostałam kuksańca ( na szczęście lekkiego) w tyłek i weszłam do środka. Lubiłam mały, przytulny domek Cynthii i ten ogromny telewizor plazmowy, na którym idealnie oglądało się komedie romantyczne – Cynthia, tak jak ja miała do nich słabość, mimo, że w większość z nich była kiczowata i raczej nierealistyczna. Przyjemność jednak sprawiało mi oglądanie tych scen miłosnych i zużywanie kilku ton chusteczek na tragicznych momentach oraz w momencie kulminacyjnym – i żyli długo i szczęśliwie. Koniec. A ja z Cynthią w bek. Tak, wiem, czasami trudno nas pojąć.

Jednak przed filmem przyjaciółka pomalowała mi paznokcie w zebrę, a ja jej zrobiłam frencz. Mogłam zaszaleć, w końcu to miała być moja ostatnia zebra przez długi czas. A potem, jeszcze z mokrymi paznokciami, zrobiłyśmy popcorn, co chwilę krzycząc: „Uważaj na moje paznokcie!”, co zbudziło kota Cynthii, Dinę. O tak, Dina nie lubiła, gdy ktoś jej przerywał drzemkę przy kaloryferze. Od razu czmychnęłam z kuchni do łazienki, by nie zostać zaatakowana przez jej ostre, rzadko piłowane, pazurki, chociaż byłam święcie przekonana, że jak zasnę, to zrobi to, co zwykle – zacznie gryźć mi wszystkie palce u stóp, po kolei. Wspominałam, że Dina była dziwnym kotem? Nie? To musiałam o tym zapomnieć… jakby dawało się o tym zapomnieć za każdym razem, gdy wskakiwała na głowę, gotowa podrapać twarz pazurami!

Usadowiłyśmy się z Cynthią na kanapie, przykryte kocami i pudełkami chusteczek jednorazowych w pogotowiu i wybrałyśmy film „Remember Me”. Powiedzmy, że się popłakałyśmy. Trochę. Albo może trochę bardzo. Nawet Dina stwierdziła, że nie chce się z nami zadawać i sobie poszła z wysoko uniesionym ogonem do swojego zakątka kaloryferowego. Niech sobie tam idzie. Życie mimo wszystko byłoby łatwiejsze bez zwierzęcia, które za cel życiowy postawiło sobie wydrapanie ci oczu… wracając do naszego płaczu – to była Amazonka. Łzy lały się strumieniami, a kto nie oglądał – niech już żałuje! Widziałam ten film jakieś sześć razy, a i tak płakałam jaj bóbr w tych samych momentach. To chyba jest coś podobnego jak ze śmiercią Mufasy w „Królu Lwie” – obojętnie ile razy już oglądało się tą bajkę Disney’a, jak bardzo dokładnie zna się dialogi i słowa piosenek, zawsze, ale to ZAWSZE, płakało się, gdy Simba mówił go swojego już nieżyjącego ojca: „Tato, tato, chodźmy do domu!”. Ta kwestia zwalała i do dziś zwala mnie z nóg, powodując rzekę łez, chociaż obiecuję sobie, że nie będę płakać.

Oczywiście Cynthia zżarła cały popcorn (teraz rozumiałam, dlaczego tak dobrze dobrali się, z Niallem – przypomniał mi się dzisiejszy obiad i to, co w siebie wepchnął; porcja jak dla sześciu osób normalnie, a do tego on podobno jest wiecznie głodny!), a mi łaskawie zostawiła jakieś resztki na dnie. Takie trochę przypalone i nie do końca zrobione. W każdym razie i tak cieszyłam się, że coś od niej dostałam, bo nie zawsze tak było. Po popcornie nadal chciało mi się jeść (w końcu prawie nic nie zjadłam) więc poszperałam w kuchni i zrobiła sobie tosty z szynką i serem, dając dwa plastry sera na jeden tost – co tam, mogę być gruba! Chrzanić to! Ledwo je dokończyłam, bo Cynthia zaczęła marudzić, że chcę spać.

Więc położyłyśmy się do łóżka (wiem, że to dziwne, ale ona w końcu była moją przyjaciółką) i niby miałyśmy zasypiać, ale jakoś nie mogłam myśleć o niczym i o nikim innym, jak Harry. Jakby mój mózg ciągle wygrywał mi tą melodię – Harry, Harry, Harry, Harry… To było jednocześnie irytujące, ale także… jakby podniecające? Samo wspomnienie jego uśmiechu, jego gestów, jego cholernie zajebistego i przeszywającego na wskroś brytyjskiego akcentu… Zawsze, gdy próbowałam o nim nie myśleć, łapałam się na tym, że robię to tak intensywnie, myśląc… by o nim nie myśleć. Ciekawe, nie? Wiedziałam, że Cynthia mi nie odpuści, jeśli coś zauważyła, a propo Harry’ego, dlatego wolałam już nic nie mówić i udawać, że śpię.

Poczułam jak Cynthia wierci się i odwraca w moją stronę:

- Śpisz, Chloe?

- Nie, kurwa, oglądam powieki.

- Aha, a ja myślałam, że poduszkę wąchasz.

- W sumie…

Cynthia zachichotała i ja też nie mogłam się powstrzymać i po chwili kwiczałyśmy jak głupie, starając się nie pobudzić reszty domowników. Czasami potrafiłyśmy śmiać się z najbardziej sucharskich kawałów, ale mnie bardziej nakręcał jej śmiech niż sam żart. Samo wpadnięcie w naszym przypadku na to, kto zaczął jest za trudne.

Cynthia oparła się na łokciu, próbując się uspokoić.

- Okej. Zapomniałam ci opowiedzieć o Niallu.

Ano, fakt, zapomniała.

- Mam być obrażona?

-Cholernie!

Zrobiłam obrażoną minę i obie zaśmiałyśmy się cicho. Schowałam się pod kołdrę, by chociaż trochę stłumić dziki rechot wydobywający się z moich ust. Gdy ochłonęłam, wytknęłam oczy i nos nad kołdrę.

- On jest taki słodki – rozmarzyła się Cynthia, na chwilę odchodząc do swojego świata – Taki idealny. Rozumie mnie. Zadaje mnóstwo pytań… Interesuje się mną.

Ziewnęłam, a Cynthia uderzyła mnie lekko w ramię.

- A co z Harry? Widziałam, że prowadziliście naprawdę interesującą konwersację przy obiedzie…

Posłałam Cynthii spojrzenie typu: „ Czy ty naprawdę myślisz, że coś nas łączy? Przecież ledwo go znam!”, a one tylko przewróciła oczami.

- Błagam, przecież widziałam jak na ciebie patrzy. Trzeba być ślepym, by tego nie zauważyć!

- Najwyraźniej jestem ślepa – stwierdziłam z dziwnie szybko bijącym sercem.

- A weź się, dziewczyno. Podobasz mu się! Przeznaczenie!

- Won mi z przeznaczeniem! Nienawidzę go… - burknęłam, odsłaniając całą twarz – Lepiej gadaj co z Niall’em.

- Pocałował mnie w policzek na dowidzenia – zaszczebiotała Cynthia, jak mała dziewczynka, chichocząc się.

O nie, miała już fazę totalnego olśnienia, totalnego zauroczenia, a teraz przyszła kolej na fazę totalnego ześwirowania… Skrzywiłam się, myśląc o tym, co miłość robi z człowiekiem, gdy nagle dostałam sms’a. Kto o północy mógł do mnie pisać?!

„Obiad w Rio’s Garden o 15.00? Louis X”

Zdziwiłam się lekko, bo niby skąd miał mój numer i (wtedy też moje oczy zwęziły się niebezpiecznie i pomyślałam: „Harry!”) pokazałam Cynthii sms’a, na co ona wyrwała mi telefon z ręki i zaczęła mu odpisywać. Na nic zdawały się moje wyciągnięte ręce i protesty. Do głowy przychodziło, dlaczego on chce mnie zaprosić na obiad, a nie Harry.

- B…ę…d…ę – szeptała, naciskając klawisze, nie patrząc na moją zdruzgotaną minę – Na koniec dodamy „x”… i wysłane.

- Jesteś niemożliwa – skomentowałam – I jak ja teraz się wykręcę z tego obiadu?

- Nijak, pójdziesz i tyle – skwitowała zadowolona Cynthia – A wracając do Niall’a…

Nasłuchałam się, jak to on cudownie pachnie, jakie ma idealne włosy i cudowne, głębokie jasnoniebieskie oczy i nie wiedząc jak, powoli zasypiałam, usypiana trajkotaniem mojej przyjaciółki…

***

Zła na Cynthię ( za wyrwanie mi komórki i napisanie sms’a) oraz na siebie (że tak łatwo się poddałam i zgodziłam na obiad z Lou) siedziałam przy jednym ze stolików w Rio’s Garden, popijając wodę. Mijały minuty, aż w końcu podszedł do mnie Louis, trochę zasapany. Usiadł i przeprosił za spóźnienie, obdarzając mnie jednym z tych cudownych, szelmowskich uśmiechów, od których miękły nogi. I chyba nie tylko mi, ale wszystkim (może także chłopakom, ale nie chcieli się do tego przyznać, różnie z nimi bywa…) jednak nie dziwię się. Louis był jedną z niewielu osób, jakie znałam, które w łatwy sposób zjednywały sobie ludzi.

Zamówiliśmy na dobry początek po sałatce. Koniecznie musiałam wiedzieć, dlaczego chciał się ze mną spotkać, więc od razu przeszłam do rzeczy, starając się nie wybuchnąć śmiechem, gdy Lou dmuchał w słomkę, wetkniętą do szklanki z wodą, powodując jej bąblowanie.

- Okej, Louis, po co chciałeś się ze mną spotkać? – zapytałam wprost.

- Nie mogę zjeść z tobą obiadu i lepiej cię poznać? – mrugnął do mnie łobuzersko – Chciałem zobaczyć, co takiego widzi w tobie Harry.

Zatkało mnie i przez następne kilka minut siedzieliśmy w ciszy.

- Dobra, jestem tu na przeszpiegi – wyjaśnił w końcu Lou, siadając prosto, nadal bawiąc się szklanką – Harry nie mógł zdobyć się na odwagę, a do tego wczoraj latał po domu jak oszalały, waląc głową w ścianę i gadając coś w stylu: „I po cholerę żeś jej wysyłał tego sms’a!” czy coś takiego. Dlatego stwierdziłem, że muszę biedaczkowi trochę pomóc, w końcu mamy bromance…

- Rozumiem… - mieszałam cytrynę słomką w swojej szklance, nie patrząc na Lou, który zapewnie uśmiechał się w ten specyficzny sposób – I co według ciebie mam zrobić?

- Dać mu szansę.

- Dlaczego? Ledwo go znam…

- Może właśnie, dlatego. Może gdybyś go lepiej poznała, przekonałabyś się do niego. Przecież nie zawsze jest tak, że lubi się kogoś od razu. – Louis mówił to z takim przekonaniem, a ja nie odzywałam się dopóki nie podano nam sałatek.

- Może masz racje – przyznałam w końcu – Ale na razie nie mam zamiaru zmieniać zdania. On wie, że niedługo wyjeżdżam z kraju i prawdopodobnie nie wrócę w przeciągu najbliższych dwóch lat.

- Coś o tym wspominał, ale niezbyt się przejął. – Lou wzruszył ramionami, a potem nagle posmutniał – Chwila, dlaczego w tej sałatce nie ma marchewki?

Aww…

- Bo chyba nie ma jej ogólnie w składzie – zerknęłam na otwartą kartę dań.

- To po naszym obiedzie lecę do spożywczaka, bo chłopacy już wszystko zjedli… oni są jak bezdenne studnie i co ja się oszukuję… jestem nią również jestem – zaśmialiśmy się oboje.

Lubiła Louisa z kilku powodów – był zabawny, bezpośredni, uroczy, a do tego, poważny jak trzeba. Rozumiałam, dlaczego starał się pomóc Harry’emu, ale ja sama nie była pewna, czy chcę rozwijać tą znajomość. W końcu nie miałam długo zagrzać miejsca w Londynie (chociaż co ja bym dała, by zostać tam na zawsze!), a data wyjazdu zbliżała się nieubłaganie szybko. Spojrzałam na Lou, który zajmował się wybieraniem kukurydzy ze swojej sałatki i nie miałam pojęcia, co myśleć. Dać Harry’emu szansę, czy nie?

Oparłam się na łokciu, grzebiąc w swojej sałatce i nie mogąc się zdecydować na nic, co postawiłoby cała tą sytuację w miarę sprostowanej wersji. Westchnęłam i odłożyłam widelec, patrząc na sufit. Nagle odechciało mi się jeść,  bo gdy tylko myślałam o Harrym, w brzuchu zaczynało latać stado motyli, uniemożliwiających mi przełknięcie czegokolwiek. A tym bardziej zjedzenie całej porcji. Mój brak apetytu nie uszedł uwadze Lou:

- Rozdarta, co?

- Cholernie.

- Nie bój żaby, co ma być, to będzie, jasne? Zaufaj mi.

Zaufać mu, dobre. Znamy się dwa dni i ja mam mu zaufać?

- I co masz zamiar zrobić?

- Przyjedź do stajni, tam gdzie ostatnio na siedemnastą. Harry będzie patrzył jak Liam jeździ. Specjalnie go wysłałem na towarzysza. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale jeśli nie chcesz zrobić tego dla niego ani siebie, to zrób to, chociaż dla mnie.

To aż dziwne, ale gdy patrzyłam na poważną minę Louisa, zastanawiałam się, gdzie podział się ten wesołek, który zawsze odwalał największe przypały. W tamtym momencie zniknął, a na jego miejsce wstąpił po prostu przyjaciel. Prawdziwy przyjaciel, który martwi się i stara pomóc.

Uśmiechnęłam się do Lou szczerze.

- Przyjdę. Ale nic nie obiecuję.

- Na taką odpowiedź mniej więcej liczyłem.

Wtem doszedł do nas głos Harry’ego:

- O, Lou, co ty tu robisz? Chloe….?

Zatkało go, gdy stanął przed naszym stolikiem. Spojrzał najpierw na Louisa, a potem na mnie.

- Hej, Haroldziku ty mój najdroższy, właśnie o tobie rozmawialiśmy, moje puciu-buciu kochanie ty moje! –
Lou wstał, pocałował Harry’ego w oba policzki i przytulił mocno, a ja zachichotałam.

- Błagam, Lou, ludzie patrzą… - jęknął Harry.

- Też cię kocham.

I wyszło na to, że zjemy ten obiad do końca w trójkę…

-----------------------
 Miałam dodać tego posta później, ale co tam! Dla was <3
 
Uff, nareszcie jest. Jestem nawet z niego zadowolona... a wy, co myślicie? :) DZIĘKUJĘ WAM ZA PONAD 2000 ODWIEDZIN, JESTEŚCIE GENIALNI! <3 Jestem mile zaskoczona, mimo 5 obserwatorów... :)


Rozdział z perspektywy Harry'ego już się pisze, więc czekajcie cierpliwie, a go dostaniecie - dowiecie się, co siedzi w główce naszego zacnego Haroldzika <3 Oczywiście nie zabraknie także naszego kochanego Bromance! Chyba, że wolicie jakieś inne bromance, to piszcie, może uda mi się coś wykombinować ;>

Informuję o notkach, wystarczy, że zostawicie adres bloga lub numer gg. ;) Wchodźcie też na mojego twittera i followujcie Pauline__1994

12 komentarzy:

  1. Jak zwykle rozdział świetny..;)
    Chcę nexta..;)
    Pozdrawiam.. xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Odcinek świetny , końcówka mnie rozśmieszyła nawet. Czekam na next. Zapraszam na pierwszy odcinek ! dance-with-me-tonight.blogspot.com Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. twoje opowiadania są super
    czekam na następne:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne <33 No po prostu kocham to! Czekam na następny!! <33
    (http://keepsmileandnevergiveup.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział 5 - "Jeżeli masz zamiar zerwać z Zayn’em, to zapewniam cię, że ja się tym chłopaczkiem zajmę."

    http://mrsashtomlinson.blogspot.com/2012/01/rozdzia-5-jezeli-masz-zamiar-zerwac-z.html

    SERDECZNIE ZAPRASZAM! <3
    Wszelkie komentarze pod rozdziałem mile widziane! Naprawdę zależy mi na Twojej opinii. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. http://oneloveonethingonedirection.blogspot.com/ zapraszam do mnie i rozdział fajny :D

    OdpowiedzUsuń
  7. ajajaja . ! . zajeb*sty !! . kocham to w jaki sposób piszesz !!! <3 standardzik : zapraszam : onelove-onedirectionstory.blogspot.com
    czekam na nn ! . <3

    OdpowiedzUsuń
  8. super już nie mogę się doczekać następnego ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Super opowiadanie <3. I jeszcze odnosząc się do poprzedniego rozdziału, to łączysz tu noje dwie największe miłości, one direction i konie <3 cudowne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama trochę jeżdżę i skaczę przez przeszkody :)

      Usuń