27.02.2012

Rozdział 14: "Chloe, jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała w moim życiu."


Odetchnęłam z ulgą, gdy moja mama wyraziła zgodę, byśmy pojechali do rodziny Harry’ego na święta. Trochę mnie tym zdziwiła, ale pewnie gwiazdka od dłuższego czasu spędzała jej sen z powiek – bo raczej spędzanie jej w hotelu nie było najlepszym pomysłem. Dlatego też po poważnej rozmowie z Harrym, który odprowadził mnie pod same drzwi pokoju, wyciskając ostatnie, tęskne pocałunki na moich ustach, jakby nie miał mnie zobaczyć, przez co najmniej wieczność. Zarzuciłam mu ręce na szyję, śmiejąc się po raz pierwszy, tak prawdziwie.

- Przecież będziesz mnie widział dziś na imprezie, Harry – rzekłam, układając mu grzywkę pod jakiś dziwnym kątem, ale nie wyglądał, jakby mu to przeszkadzało, ba, możliwe, że byłam jedyną osobą, która mogła sobie na to pozwolić!

- Ale i tak nie mogę uwierzyć, że cię mam – wyszeptał w moje włosy.

- A ja mam ciebie – dopiero po wypowiedzeniu tych słów doszło do mnie, jak to musiało ckliwie zabrzmieć.

Harry wpatrywał się we mnie, jakby coś jeszcze chciał powiedzieć, a ja patrzyłam w te jego zielone tęczówki, powoli odrywając się od rzeczywistości. Jednak jego anielski głos przywołał mnie z powrotem na ziemię.

- Jak to jest możliwe, że tak krótko się znamy, a mam wrażenie, że znam cie od zawsze? – szepnął Harry, zadając na poły retoryczne pytanie.

- Przeznaczenie? – zaśmiałam się, mając już dosyć tego, że wszyscy gadali mi o tym, że ja i Harry jesteśmy sobie przeznaczeni, a teraz sama się do tego przyznałam.

- To, co teraz czuję… raczej nie da się opisać słowami. Nigdy nie czułem się w ten sposób – rzekł Harry kładąc swoje ręce w tylne kieszenie moich spodni (znaczy jego spodni, bo nadal miała na sobie jego szare dresy) i patrząc na mnie z intensywnością – Pewnie będę ci to powtarzał, co chwilę, ale… Chloe, jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała w moim życiu.

No i jak tu się nie rozczulić nad takim z idealnymi zielonymi ślepkami, uroczymi kręconymi włosami, opadającymi na jedno oko, słodkimi dołeczkami w idealnych policzkach, głosie, który wywołuje takie emocje, drżenie, uniesienie, głosie, który przekonał moją mamę, bym mogła iśc z nimi na imprezę i nocować w ich domu… Jestem pewna, że miliony dziewczyn teraz chciałyby się ze mną zamienić, ale jedyne, co mogła powiedzieć od serca, to: won od mojego Hazziątka! Zaśmiałam się ze swoich myśli, a Harry posłał mi pytającą minę, opierając się swoim czołem o moje.

- Powiem ci później, a teraz zmykaj, muszę się ogarnąć – odepchnęłam go lekko, drocząc się z nim.

- Ostatni buziak? Proszęęęę! – zrobił słodką minkę i uformował idealne wargi w dziubek.

Przygryzłam wargę i skupiłam się na jego ustach tak, jakbym chciała je pocałować, a zamiast tego, położyłam na nich swoje dwa palce i ucałowałam go w czoło.

- No eeeeeeejjj! – zaprotestował, wyginając usta w podkówkę, jak małe dziecko.
 
- Później, Haroldzie! – skrzywił się, gdy go tak nazwałam, ale nic nie powiedział.

- Dla ciebie to mogę nawet czekać wieczność – zamruczał i ostatni raz pocałował mnie w policzek.

Wyślizgnęłam się z jego uścisku, powiedzieliśmy sobie ostatnie: „pa” i zamknęłam za nim drzwi. Osunęłam się na podłogę po drzwiach, nadal nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Ja i Harry. Byliśmy… jakby razem? Bo chyba pocałunek i nasze zachowanie o czymś świadczyły. Znaczy, tak myślę, że o czymś świadczyły… Jeszcze nie do końca przytomna zadzwoniłam do Cynthii, która zrobiła mi wykład, że jak to się jeszcze raz powtórzy, że ona będzie musiała mi dupę ratować, to idę spać na ulicę i takie tam. Normalne odzywki mojej nadobnej przyjaciółki. Gdy oznajmiła jej, że wybieramy się z chłopakami na imprezę, wiedziałam (bo nie musiałam widzieć, naprawdę), że Cynthia zrobiła pół obrót i zaczęła tańczyć makarenę, jak zwykle w takich „radosnych” momentach jak ten. Od razu też poinformowałam ją, że Liam już zaoferował się, że po nas przyjedzie, więc miała u mnie być gotowa i wypachniona.

Po rozłączeniu się, stanęłam naprzeciwko mojej szafy i westchnęłam, widząc, że nie mam w co się ubrać. Dlatego też napisałam do Cynthii, że nie będę miała nic przeciwko, jak pożyczy mi sukienkę, an co ona odpisała tylko: „Wiedziałam, że nie masz się w co ubrać! Ale nie bój żaby, jako twoja osobista stylistka, coś wynajdę! Tylko ubierz czarne rajstopy i czarne botki!”.

Czyli już wiedziała, w co ma mnie zamiar ubrać. Skoro kazała ubrać botki… zapewne zostanę wepchnięta w kieckę tak krótką, że mogłabym stać przy szosie. A Cynthia dobrze wiedziała, że nienawidzę sukienek! Mimo wszystko o szóstej przyszła już kompletnie ubrana w krótkie szorty, rajstopy, botki, koronkowy gorset, na który narzuciła marynarkę z podwiniętymi rękawami, a włosy upięła w wysoką kitkę. Rzuciła w moją stronę koronkową, trochę prześwitująca sukienką, z długimi rękawami, sięgającą ledwo do połowy uda, w kolorze pudrowego, ale trochę starego różu i poleciła się przebrać, by mogła zrobić mi makijaż. Włosy zakręciła mi na lokówce, tak, że opadały przyjemnymi falami na ramiona i na poły gołe plecy, zasłonięte tylko cieniutkim materiałem, który i tak prześwitywał bardziej niż moja cała kreacja. Cynthia z miną profesjonalistki ( czyli wystawionym końcem języka) zrobiła mi prawie identyczne kreski eyelinerem na powiekach – co każda dziewczyna przyzna, nie jest takie łatwe! – i przejechała mi usta lekko różową szminką, tak, że podkreślała bladość mojej cery, ale w dobrym znaczeniu. Nie poznawałam siebie, gdy ze mną skończyła.

O w pół do ósmej, po ostatniej poprawce Cynthii przy lustrze i kilku telefonach od Liama, pożegnałyśmy się z moją mamą i jakoś weszłyśmy do jego auta. Odruchowo opatuliłam się mocniej moim płaszczem i skrzyżowałam nogi w kostkach, zapinając pasy.

- Wyglądacie olśniewająco, Harry i Niall padną, jak was zobaczą – wyszczerzył się w nasza stronę Liam, mając na sobie niebieską koszulę w kratę, jeansy i granatowe conversy.

- Dzięki – odpowiedziałyśmy chórkiem i zaśmiałyśmy się z naszego zsynchronizowania, a potem zapytałam:

- Jedziemy do klubu, czy robimy domówkę u was?

- Domówka – rzekł Liam – Jeśli chcecie pić, musi być domówka, bo jak przyłapią nas media, to wyjdziemy na demoralizatorów młodzieży, a wy możecie mieć kłopoty. Kiedy macie osiemnaście lat?

- W marcu – powiedziałam – A Cynthia we wrześniu.

- Ale nie bójcie się, nasze domówki są nawet lepsze niż niejedna impreza w klubie, zaręczam! – Liam położył jedną rękę na wysokości serca, drugą nadal trzymając na kierownicy.

Po dwudziestu minutach zaparkowaliśmy przed ich domem, ale nic nie wskazywało, że w środku miała rozpocząć się zaraz jakaś szalona impreza. Jednak pozory mylą, by gdy tylko Liam otworzył przed nami drzwi frontowe, z moich ust wyrwało się tylko:

- Wow.

W salonie kanapy zostały przesunięte pod ściany, a pośrodku została przestrzeń wolna, zapewne do tańczenia. Na suficie wisiały lampki i kula dyskotekowa, na którą zareagowałyśmy z Cynthią tak samo: „Skąd oni mają kulę dyskotekową u siebie w domu?!”, ale rzucała ona piękne odbite światło na ściany i podłogę. Gdzieś w kącie stał wielki stół z jedzeniem, do którego już dorwał się Niall, łasując nachosy z sosem salsa. Zayn robił za DJ’a, a w słuchawkach na uszach wyglądał naprawdę profesjonalnie. Uśmiechnął się i pomachał nam, a z głośników zaczęły wydobywać się pierwsze takty piosenki „Up All Night”. Zaśmiałam się pod nosem i przywitałam z Louisem, który uścisnął mnie tak, jakby mnie wieki nie widział i równie mocnym uściskiem obdarzył, trochę zdezorientowaną jego wylewnością, Cynthię, która zarumieniła się, gdy obok niej pojawił się nagle Niall, dla niej zostawiając jedzenie -  co to zauroczenie robi z człowiekiem?!

Gdy poczułam znajome ręce na mojej talii i napotkałam zdziwione, ale zaciekawione spojrzenie Cynthii, wiedziałam, kto się za mną czai. Z moim najpiękniejszym uśmiechem obróciłam się i wtuliłam w Harry’ego, który objął mnie tak, jakby nie widział mnie całe wieki – jedną ręką trochę zgniótł moje włosy, a drugą nadal trzymał na mojej talii. Odsunęłam się od niego, ale na tyle, by nie stracić kontaktu z jego ramionami i pocałowałam go, a właściwie tylko musnęłam jego usta, oczekując, że sam przejmie inicjatywę, to też się stało. Pogłębił pocałunek, a za nami rozległo się znaczące chrząknięcie Lou.

- Przepraszam, ale myślisz sobie, że od tak możesz dowalać się do mojego Miśka? – odezwał się, gramoląc się pod drugie ramię Harry’ego, tak, że go również obejmował. Czyli wychodził z tego całkiem niezły trójkącik…

- Tak, tak właśnie myślę! – rzekłam z kamienną twarzą, za którą kryła się chęć niepohamowanego śmiechu.

- To źle myślisz! Harry jest mój, rozumiesz?

- Hej, hej, starczy mnie dla każdego – Harry starał się „załagodzić” sytuację, posyłając nam swój szelmowski uśmiech.

- Pogadamy dzisiaj w naszym łożu, Haroldzie – szepnął teatralnie na odchodne Lou, a potem odszedł, słysząc dzwonek do drzwi – Czy już nikt nie podejdzie otworzyć?! Dlaczego zawsze ja muszę ruszać swoją szanowną dupę?!

- Bo zazwyczaj ja ją ruszam! – przypomniał mu, prawie krzycząc, Liam, opierając się o ścianę, a następnie zwrócił się do nas, cały podekscytowany – Danielle do nas przyjedzie na chwilę, by się zabawić, bo akurat ma wolne.

Ach, ta Danielle, jego dziewczyna…

Wtem do pokoju wparowało około piętnastu osób i od razu zostały mi wszystkie przedstawione. Harry chodził ze mną po pokoju, uprzednio podając mi piwo, bym poznała innych. Czułam się obco w tym towarzystwie, ale skoro znałam chłopaków, to nie mogło być tak źle. Przynajmniej starałam to sobie wmówić, gdy prowadziłam trochę nudnawą konwersację z jakąś szatynką, podczas, gdy Harry zabawiał jej chłopaka. Gdzieś około dziewiąte, gdy większość z nas już trochę wypiła (a mając na myśli trochę, oczywiście chodzi mi więcej niż trzy piwa) i zataczała się lekko, wbiła do nas dziewczyna Liama, Danielle. Była naprawdę ładna, a najbardziej podobała mi się w niej ta burza kręconych, ciemnych włosów, okalająca jej drobną twarz. Przywitała się z Liamem namiętnym buziakiem, a ja stwierdziłam, że mogę do nich podejść, bo Harry gadał z kimś innym.

Liam rozpromienił się, widząc, że chcę sobie poradzić i przełamać moją nieśmiałość.

-Hej, jestem Chloe… a ty to sławna Danielle? Liam strasznie dużo o tobie opowiadał – uśmiechnęłam się lekko, starając nie wypaść sztucznie.

Danielle odwzajemniła uśmiech, nie szczędząc mi miłych słów i wtedy też doszło do mnie, że nie będę sama z Cynthia na tej imprezie, która w najlepsze zabawiała się z Niallem, chichocząc z nim na kanapie w rogu. Dopuszczałam to, chyba, że rozmawiali o czymś sprośnym… chwila, znając Cynthię, to pewnie tak jest… Ech.

- Nic nie mówię, ale chyba ktoś zastanawia się, czy ciebie nie porwać ode mnie – szepnęła teatralnie Danielle, wskazując głową kogoś za mną.

Obróciłam się jak na komendę i zobaczyłam zadowolonego Harry’ego, trzymającego w ręce drinka. Chwila, kolejnego? Coś mi tu śmierdziało. Och, no tak, pewnie wódka… Harry widząc, że się na niego patrzę, podszedł do nas szybko, a potem objął mnie od tyłu, całując w szyję.

- Hej, skarbie, jak się bawisz? – zamruczał mi do ucha, a potem zauważył z nim ja stoję – Danielle! Witaj! – uścisnął ją mocno, aż widziałam, jak biedaczce oczy wychodzą z orbit i nie może złapać tchu.
- Może lepiej zajmij się Chloe, co ty na to? – zaproponował Liam, pojawiając się za swoją dziewczyną.
Harry oderwał się od Danielle, która patrzyła na niego, jak na mordercę, a gdy już chciał coś powiedzieć do mnie, usłyszałam głos Zayn’a:

- Hej, Chloe, chodź na parkiet!

Uniosłam jedną brew ze zdziwienia, bo kurcze… Zayn i taniec? To się nie działo… Poczułam jak Zayn chwyta mnie za rękę i prowadzi pomiędzy tańczące pary. Alkohol w tym tłumie zaczął szybciej krążyć mi w żyłach. Czułam ręce Zayn’a na mojej talii i w tym momencie wszystko zniknęło – świat rozpływał mi się przed oczami, jak masło na słońcu. Tańczyłam, chcąc zapamiętać każdy moment, każdy dotyk rąk Zayn’a na mojej skórze. Nie wiedziałam, czy to przez alkohol czy po prostu przez te wszystkie ciała ocierające się o siebie, trudno mi było to stwierdzić… ale fakt pozostawał faktem – pozwoliłam, by Zayn musnął ustami moja szyję. Gdy to zrobił, na początku spodobało mi się to, a potem, lekko go odepchnęłam.

- Co ty robisz? – jego ręce zacisnęły się na moich biodrach – Masz być grzeczny.

- Wiesz, że nie jesteś oficjalną dziewczyną Harry’ego… - rzekł, całkiem poważnie – A mi się od początku podobałaś. Lubię rude.

O nie, przesadził! Ruda? JA, RUDA?!

Odepchnęłam go, tym razem mocniej i przeciskając się przez ludzi, wyszłam na balkon. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Czułam się tak, jakbym zdradziła Harry’ego. Ale chyba tak nie było… Prawda?

Prawda?!




-------------------------------------------------------------


Nosz to namieszałam, szanowni czytelnicy XD Rozdzał wyszedł trochę dłuższy, niż planowałam, ale to chyba dobrze. Teraz myślę nad rozdziałem z perspektywy Nialla/ Zayna lub Cynthii, ale to potem. (a kogo wy byście wybrali? )

Jeśli chcecie podpowiedzieć mi, co chcielibyście przeczytać, zapraszam do pisania na tt Pauline__1994 lub bezpośrednio na gg 4441489 (zazwyczaj jestem niewidoczna, więc możecie pisać, jak jestem niedostępna, a nuż odpiszę!)

Oczywiście dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze, bo bez was nie byłoby mnie tu <3 Mam 11 TYS WEJŚĆ, LUDZIE, CZAICIE TO?! ŁAAAAAA! ZWARIUJĘ!  FHCUSE GHCFYU NIE WIEM, JAK TO ROBICIE, ALE DZIĘKUJĘ! TO, ŻE NIE ZAWSZE ODPISUJE NA KOMENTARZE, NIE ZNACZY, ŻE ICH NIE CZYTAM, BO CZYTAM KAŻDY POJEDYNCZO, NAPRAWDĘ I JARAM SIĘ NIMI STRASZLIWIEEEEEE! <3


Jak myślicie, co się stanie w rozdziale 15? Chloe powie Harry'emu o zachowaniu Zayna? Czy może zachowa to w tajemnicy? Chyba, że nasz Zayn zacznie rozrabiać... Dowiecie się za tydzień!


22.02.2012

Rozdział 13: "NO, JIMMY PROTESTED!"


(przed czytaniem włączyć http://www.youtube.com/watch?v=7EdnpWDDoq0 )

Lou wpatrywał się we mnie, a ja trzymałam twarz w dłoniach. Po policzkach spływały mi łzy w odcieniu mojego tuszu, kreśląc linie w poprzek skóry od oczu po brodę. Wciągnęłam katar nosem, ale to nic nie pomagało, nadal się trzęsłam, jakby w aucie było przynajmniej minus trzydzieści, a ja siedziałabym w samym bikini. Odgarnęłam włosy do tyłu, starając się ogarnąć wszystkie emocje, jakie we mnie buzowały. Dużo ich było, nawet za wiele jak na jednego człowieka, przytłaczały mnie w niewyobrażalnym stopniu. Tak, byłam overwhealmed.

Znowu zadzwonił mój telefon, wygrywając The Last One Standing. Z ukosa zauważyłam, że to nie Harry dzwoni. Tylko mama. Wyciągnęłam rękę w stronę torby, ignorując wyglądającego jak słup soli, Louisa.

- Tak? – chyba nie mogłam odezwać się bardziej bezbarwnie.

- Chloe, jak tam u Cynthii? Kiedy będziesz?

Cholera, kompletnie zapomniałam….!

- A kiedy mam być? – zapytałam słodko, siląc się na opanowanie.

- Nie wiem, o której chcesz… - mama urwała na chwilę, jakby chciała mi coś powiedzieć, coś bardzo ważnego – I kochanie… wiesz, musiałam przełożyć nasz wyjazd do Polski. Jedziemy dopiero w nowym roku, pewnie na początku.

W moim sercu nagle zapłonął żywy ogień nadziei i nie chciał zgasnąć mimo tylu silnych prób. Czułam się jakby ktoś rozgrzał mnie od środka, wstawiając tam kaloryfer sporych rozmiarów, bo nieznane mi przedtem uczucie, któremu towarzyszyła nieopisywalna wręcz ulga, sprawiało, że nie mogłam myśleć. Jakby wszystkie moje myśli uleciały. Ale jednak, wiedziałam, co należy zrobić. Czas bym naprawiła swoje błędy, popełnione przez lekkomyślność i uprzedzenie do mężczyzn. Przecież Harry nie był Stevem. Był Harrym, kimś innym. To tak, jakby powiedzieć, że w gruncie rzeczy oczy Liama i Zayna są takie same. Miałam więcej czasu, niż myślałam, dlatego postanowiłam…

- To nic, mamo, naprawdę. Będę wieczorem, dobrze?

- Okej, kochanie, kocham cię. – odpowiedziała i rozłączyła się.

- Ja ciebie też – odezwałam się, chociaż wiedziałam, że i tak mama już mnie nie usłyszy.

Wzięłam głęboki wdech i rzekłam do Louisa, który patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem, jakby na miejscu pasażera siedział zamiast mnie, jakiś zombie z horrorów.:

- Zawracamy, Marcheweczko, ta pani ma sprawy do naprawienia.

***

Nigdy nie myślałam, że Louis potrafi kierować autem, jak kierowca wyścigówki… no bo  nie potrafił! Wpierdzielił się na czerwonym na krzyżówce, wbijając nas w fotele, obite beżową tapicerką, aż moje oczy ze strachu przypominały pięciozłotówki. Przełknęłam nerwowo ślinę, gdy jeszcze to tego jak szalony kręcił nami na rondzie. Krzyczałam, żeby zwolnił, ale ten, jakby mnie tam nie było, jechał dalej z zawrotną prędkością, ignorując nawet trąbienie innych aut. Bałam się tylko, że za jego wybryki możemy zostać spisani przez policję, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, Louis parkował na podjeździe przed ich domem. Zgasił silnik, dysząc.

- Mam nadzieję, że doceniasz to, że specjalnie gnałem, byś mogła szybciej spotkać się ze swoim miśkiem. – rzekł, całkowicie poważnie, a potem wybuchnął śmiechem.

- Wolałam dotrzeć później, ale przynajmniej nie byłabym tak blisko od zgonu na atak serca! – wydyszałam, otwierając drzwi od strony pasażera.

- Tylko mi go nie wymęcz, dobrze? Będę go potrzebował w nocy! – poruszył znacząco brwiami.

Wychichraliśmy się za wszystkie czasy, tarzając się w aucie, ale po chwil dotarło do mnie, że sytuacja jest poważna i wyszłam z auta.

- Okej, teraz na serio…. Życz mi szczęścia.

Lou w odpowiedzi uniósł dwa kciuki ku górze i uśmiechnął się zachęcająco. Wzięłam głęboki wdech i pędem skierowałam się do frontowych drzwi, by nie rozmyślić się i nie stchórzyć. Otworzyłam je z łatwością, bo oczywiście, chłopacy ich nie zamknęli – kiedyś ich naprawdę obrabują. Zayn, Liam i Niall siedzący na kanapie w salonie lekko się zdziwili, widząc mnie, zarumienioną od mrozu i zdyszaną, z potarganymi włosami i dziwnym szałem w oczach. Nim cokolwiek powiedziałam, Niall wskazał górę, a ja wiedziałam, o co chodziło. W biegu zdjęłam z siebie kurtkę i rzuciłam na ziemię.

Pamiętałam, które drzwi są od pokoju Harry’ego i Louisa, a do tego były jedynymi zamkniętymi drzwiami. Pchnęłam je i od razu zauważyłam mojego Loczka. Tak, mojego. Siedział na łóżku, a twarz miał zanurzone w dłonie. Chyba płakał… Boże, do jakiego stanu go doprowadziłam…

- Zostaw mnie, kimkolwiek jesteś! – jęknął, nie podnosząc głowy.

Podeszłam do niego powoli, a potem ukucnęłam przy nim, dotykając ręką jego kolana. W sercu czułam boleść, widząc go takiego. Nigdy nie widziałam, jak płacze. Nagle Harry uniósł głowę, jakby chciał się na mnie wydrzeć, ale dopiero, gdy zauważył, że to ja, wyraz jego twarzy złagodniał. Przez chwilę po prostu „byliśmy” w tej wszechogarniającej ciszy, patrząc na siebie, nic nie mówiąc, jakby nie istniał świat wokół nas. Zdobyłam się na odwagę i bez mrugnięcia wpatrywałam się w jego jasnozielone tęczówki, okalane przez te cudowne rzęsy, mokre i posklejane od łez. Ja byłam powodem jego łez…

Nawet nie zorientowałam się, kiedy moje oczy zaczęły mnie piec i po moich policzkach spłynęły słone łzy smutku, ale jednocześnie złości. Byłam zła na siebie. Że wątpiłam w nas. Tak, chyba po raz pierwszy mnie i Harry’ego określiłam jako „my”. A to chyba oznaczało tylko jedno.

Skupiłam wzrok na jego ustach, jakby chcąc dać mu znak, by w końcu to zrobił. Sekundy mijały, a nic się nie działo. W końcu zniecierpliwiona, podniosła oczy, a wtedy…

Padłam na podłogę, przygniatana przez ciało Harry’ego, czując jego ciepłe i duże dłonie na swoich policzkach, a następnie jego rozgrzane usta na moich ustach. Harry brutalnie naparł na mnie, wyciskając namiętny pocałunek na moich wargach, a ja aż zachłysnęłam się powietrzem. Nasze ciała splatały się na zimnej podłodze, ale czułam się jak w saunie, oplatana przez jego ramiona. Oddałam mu pocałunek nie mniej zachłannie, niż on i wtedy wszystko się zaczęło… Harry całował mnie zapamiętale, jakby zatracając się w naszej bliskości. Musiałam powiedzieć, że to uczucie również dotyczyło mnie. Rządza rozpalała mnie od środka, miałam ochotę zedrzeć z niego te markowe ciuszki i kochać się z nim na tej podłodze, smakując go na wszystkie możliwe sposoby i zdobywać go tyle razy, że opadnie bezwładnie na łóżko, zmęczony.

Jednocześnie pogłębiliśmy nasz pocałunek, a ja jęknęłam, zaskoczona, ale nie przestawałam go całować. Wtem, Harry przeniósł się na moją szyję, a moja głowa odchyliła się – ręce jednocześnie wplotły się w jego loki. Westchnęłam, czując te malinowe wargi na mojej skórze i te dziwne motyle latające po moim brzuchu bez opamiętania - jeszcze nie czułam czegoś takiego całując się z chłopakiem. A do tego szyja zawsze była moim słabym punktem. Zamruczała jak mały kotek, a Harry przygryzł delikatnie skórę. Trochę zabolał, ale halo, ja tu płonęłam z pożądania!

Moje ciało nieznacznie wygięło się w łuk, gdy Harry przylgnął do mnie, trzymając usta przy moim uchu, a jego palce przemieszczały się po moich placach z zawrotną prędkością.

- Boże, Chloe… - wyszeptał, muskając wargami płatek mojego ucha, aż zadrżałam. – Czy to się dzieje naprawdę? Czy może zasnąłem? Jeśli to drugie, to nie chcę się budzić do końca mojego życia…

Obróciłam głowę i ucałowałam jego słodkie usteczka, trzymając ręce na jego rozgrzanych i rumianych policzkach. Tyle myśli kołatało mi się w głowie, ale gdy miał się już zamienić w słowa, nagle przestawały istnieć. To, co czułam po prostu nie można było poukładać. Zamiast tego, patrząc w jego oczy, pocałowałam go drugi raz. I trzeci, i czwarty… a potem zaśmiałam się, a z oczu poleciały mi kolejne łzy. Łzy szczęścia.

Nareszcie byłam szczęśliwa…

- To nie sen, moje Hazziątko – pogładziłam jego włosy, dotykając swoim nosem jego nos. – Chyba… nie mogę bez ciebie żyć. – stwierdziłam bez wahania, wzdychając.

Harry zamrugał szybko kilka razy, zaskoczony, nie mogąc uwierzyć w moje słowa. Ja zamiast tego pocałowałam go. Nie raz. A on także całował mnie. Tym razem nie zachłannie, tylko delikatnie, jakbym była zrobiona ze szkła. Uśmiechnęłam się przez pocałunek. Gdy Harry to wyczuł, również się uśmiechnął.

- Co to za zabawy na mojej dopiero co wymytej podłodze?!  -wydarł się na cały głos Lou, stojący we framudze drzwi. – Harry, co to ma znaczyć?! Dlaczego mnie zdradzasz?! Zapomniałeś o naszej wielkiej miłości, tak? Już pewnie nic dla ciebie nie znaczę! – Louis zwinął się w kłębek i zaczął „szlochać”.

- Boo Bear, przecież wiesz, że kocham cię bardziej od mojego jaśka, którego mam od drugiego roku życia! – odezwał się Harry, schodząc ze mnie i kucając przy Lou.

Wstałam, poprawiając trochę podwinięta bluzkę i zauważyłam jak Lou nagle łapie Harry’ego za szyję i składa na jego ustach lekki, niewinny pocałunek Zszokowana mina Hazzy mówiła wszystko – spodziewał się naprawdę każdej reakcji, ale nie takiej, ze strony Louisa.

- NO, JIMMY PROTESTED! – wydarł się Lou, zwalając Harry’ego na podłogę.

Harry spojrzał na niego z miną typu: WTF?! I gdy spróbował wstać, Louis znowu przygniótł go do ziemi, leżąc na nim w poprzek jego brzucha. Patrzyłam na niech i śmiałam się w niebogłosy, aż reszta chłopaków przyszła, zastanawiając się, o co chodzi. Gdy jednak zauważyli Lou i Hazzę na panelach, zachciało im się robić kanapę. Biedny Harry, był na samym dole…

- Dobra, starczy tego, bo jeszcze umrze z niedotlenienia! – zaaponowałam, spychając chłopaków z mojego Harry’ego. Pomogłam mu wstać, a on chwycił mnie mocno w talii i nie chciał puścić.

Zamiast tego pocałował mnie w policzek, na co reszta zareagowała donośnym i długim: AAAAWWWWW! Jeszcze mogli dodać: Jak śłitaśnie!, ale wolałam, by sobie darowali. Liam uśmiechnął się do mnie, a ja wiedziałam, że chce coś powiedzieć. Zachęciłam go spojrzeniem.

- Widzę, że już wszystko pomiędzy wami w porządku? – zapytał Liam, otrzepując się z kurzu.
Harry musnął ustami moje czoło w czułym geście. Splotłam dłonie na wysokości jego talii. Spojrzeliśmy na siebie i jednocześnie powiedzieliśmy:

- Wychodzi na to, że tak.
***

Siedzieliśmy sobie na moim łóżku, a z wieży sączyła się przyjemna, relaksująca muzyka. Chloe siedziała wtulona w moje ramiona, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Po raz setny pogłaskałem ją po włosach, czując ten truskawkowy szampon i pocałowałem ją w czubek głowy, jakby miała zaraz odlecieć z miejsca, w którym się znajdowała i dziwnym trafem dolecieć do Polski. Tak bardzo nie chciałem, by wjeżdżała…. Czy istniała jakakolwiek szansa, że zostanie?

Chloe oddychała miarowo, ale wiedziałem, że nie śpi. Tylko myśli. Bawiła się rąbkiem mojej koszulki. Na sobie miała moją bluzę i stare spodnie od dresu, bo po naszym pocałunku poszła się umyć, a potem wróciła do mnie z mokrymi włosami, w moich ubraniach… I nagle coś mi się przewróciło w żołądku. Nie, dlatego, że zjadłem coś nieświeżego. Po prostu wyobraziłem sobie dni, w których będę ją taką widział: bez makijażu, w moich ciuchach, w mokrych włosach… I chciałem, by ten dzień trwał wiecznie, bym mógł go nagrać w mojej pamięci i odtwarzać bez przerwy.

Chloe była taka drobna - mimo, że tylko trochę ode mnie niższa – że mieściła się idealnie w moich ramionach, jakby były do niej dopasowane. Jakby zrobione specjalnie pod nią. Westchnąłem, zamykając oczy i rozkoszując się jej zapachem – niczego innego nie potrzebowałem do szczęścia. Chociaż….

- Chloe? – odezwałem się niepewnie, a ona uniosła nieznacznie głowę i odpowiedziała mruknięciem, bym kontynuował – Tak myślałem… może chciałabyś spędzić gwiazdkę ze mną i moją rodziną? Oczywiście możesz wziąć mamę.

Widziałem, jak jej oczy powiększają się ze zdziwienia, ale wyglądała jeszcze bardziej uroczo – wtedy można było dojrzeć różnicę pomiędzy źrenicą i tęczówką, co normalnie było naprawdę trudne, gdyż chyba nikt nie miał tak ciemnobrązowych oczu jak ona… nawet Zayn. Uśmiechnąłem się, by utwierdzić ją w moich słowach. Co prawda nie dzwoniłem jeszcze do mamy, ale byłem pewien, że na pewno się zgodzi. Kolejna dwójka do naszej ogromnej rodziny. Ja, moja mama, siostra, ojczym… A teraz one. Chloe i jej mama. Może gwiazdka by jednak rozwiązała wszystko i Chloe zostałaby w Londynie…?

Ze mną. 

- Harry… -odezwała się w końcu – Ja… nie wiem, co powiedzieć.

- Po prostu się zgódź. Tylko na tym zyskamy, uwierz mi – odpowiedziałem, nawijając sobie jej pukiel ciemnorudych włosów na palce wskazujący. – Moja mama nie będzie miała nic przeciwko, naprawdę.

- A rozmawiałeś już z nią o tym? – cała Chloe, jak zwykle musi się upewnić.

- Nie – przyznałem, a Chloe uniosła się na łokciach, by lepiej widzieć moją twarz – Ale zadzwonię do niej zaraz, żeby cię przekonać.

Wziąłem mojego iPhone’a z stolika nocnego i wybrałem numer mamy, który był pod dwójką. Po kilku sygnałach odezwał się trochę zmęczony, ale radosny głos mojej rodzicielki. Po krótce przedstawiłem jej sprawę i gdy nastała chwila ciszy, zaniepokoiłem się, że może jednak Chloe miała rację. Ale uspokoiłem się, gdy mama przekonała mnie, że będzie zadowolona z dodatkowych par rąk do pomocy przy dekorowaniu choinki. Westchnąłem, szczęśliwy i spojrzałem z tryumfem na Chloe, która nadal bawiła się moją koszulką, uśmiechając się lekko w zapomnieniu. Swoim palcem kreśliła koła na mojej klatce piersiowej, co powodowało u mnie gęsią skórkę. Nie mogłem nadal pojąc, dlaczego tak na mnie działała, ale to nie było teraz najważniejsze. Pożegnałem się z mamą i rzekłem do Chloe, muskając jej usta.

- Pakuj się, jedziemy do Holmes Chapel, byś mogła poznać moją rodzinę.

- O niczym innym nie marzę – wymruczała i oddała mi pocałunek, a w głowie aż zawirowało mi od jej uroczego zapachu, który zapewne przesiąkł już moje ubrania.

I dobrze.

----------------------------------

I teraz będziecie zaskoczeni moim oświadczeniem... podoba mi się ten rozdział! Autentycznie mi się podoba! I nareszcie kiss naszej parki <3 Kocham pisać takie sceny.... ech, robię się ckliwa :) A i kto słuchał naszego Hazzę w niedzielę? Mi ciarki przechodziły za każdym razem, gdy się odzywał! laaalalalala! <3

Follow @Pauline__1994

Plus dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia, naprawdę nie wiecie, ile to dla mnie znaczy, nawet taki anonimowy wpis :) (plus prośba dla anonimowców byście podpisywali się nickami, jeśli możecie :) ) Naprawdę dziękuję, za te 9 tys wyświetleń! Jesteście genialni! <3
A i jeszcze głosowanie a propo długości rozdziałów nie zostało zakończone, więc nie oczekujcie na razie, że wysmaruję coś więcej niż 2 tys słów raz na tydzień :)

17.02.2012

Rozdział 12: "Chcesz wiedzieć, dlaczego się tak zachowuje?"


(włączcie najpierw http://www.youtube.com/watch?v=LVsrP9OJ6PA&feature=related    a potem czytajcie)


Od razu po moim wyjeździe, telefon zaczął dzwonić, ale gdy tylko zobaczyłam, że to Harry, odrzuciłam połączenie, wracając do wpatrywania się w szare ulice Londynu. Taki właśnie on był – szary, ponury, dołujący. Co w nim kochałam? Przecież był taki… nijaki.

Może podobnie było z Harrym? Nie było w nim nic nadzwyczajnego, jeśli patrzyło się na niego, nie znając go. Dopiero potem, gdy odgarnęło się ten śnieg z wierzchu, można było zobaczyć zalążek czegoś nowego. Harry był jak Kinder-niespodzianka – nigdy nie wiadomo, czym cię zaskoczy lub co tak naprawdę w sobie chowa. Ale dlaczego Harry kojarzył mi się właśnie z Kinder-niespodzianką?!

Louis spojrzał na mnie ukradkiem, jakby chcąc coś powiedzieć. Nie odzywał się jednak, aż do momentu, gdy mój telefon znowu zaczął grać melodię „The Last One Standing”:

-Odbierzesz go wreszcie, czy mam zwariować?!

- Nie mam zamiaru, możesz się dalej denerwować – uniosłam jedną brew ku górze, nawet nie pochylając się, by spojrzeć, kto dzwonił. Pewnie i tak Harry.

- Zależy mu na tobie, dziewczyno, weź się ogarnij, bo to już żałosne – podczas, gdy Lou to mówił, ja patrzyłam na niego, nie mogąc wyksztusić słowa. – Nie mogę już na to patrzyć, jak ciągle się wahasz, zdecyduj się, bo go stracisz, a oboje wiemy, że tego nie chcesz! Więc teraz grzecznie odwiozę cię z powrotem do naszego domu i go przeprosisz.

Odgarnęłam włosy z twarzy, wzdychając.

- To nie takie proste, Lou. Zależy mi, ale boję się…

- Boisz się, że go pokochasz? Przecież miłość to najwspanialsza rzecz na świecie. Na przykład ja i Eleanor… To jest miłość. Znosi moje fochy i takie tam… chcę z nią być, chociaż żadne z nas nie jest idealne. – Lou przystanął nagle, parkując na wolnym miejscu, które gdzieś znalazł i obrócił się w moją stronę.

W tamtym momencie zyskałam do Lou naprawdę duży szacunek. Nigdy go takiego nie widziałam, ale wiem, że po prostu chciał, by Harry był szczęśliwy. Wpatrywaliśmy się w siebie, jakbyśmy starali się odszyfrować nawzajem swoje emocje, ale niezbyt mi to wychodziło. Lou dobrze się maskował, czego nie można było powiedzieć o mnie – zawsze dla wszystkich była otwartą księgą, nie potrafiłam założyć maski i udawać.

Patrzyłam na Lou i postanowiłam, że wszystko mu powiem.

- Chcesz wiedzieć, dlaczego się tak zachowuje?

- Tak.

- Dobrze… - westchnęłam i zaczęłam wszystko od początku…



Stoję przed szkołą, jestem nowa. Widzę inne twarze niż dotychczas, w środku rozdziera mnie ból. Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Dlaczego znowu muszę się przenosić? Ma tylko siedem lat, ale rozumuję poważniej od moich rówieśników. Może dlatego, że zawsze nikt do mnie nie pasował. Jestem odmieńcem. To bardzo krzywdzące… Dlaczego nie jestem jak inni? Dlaczego nie interesują mnie chłopacy, pierwsze pocałunki, kucyki i lalki Barbie?

Poprawiam plecak i idę przed siebie, starając się nie patrzeć na żadne twarze. Jestem tylko ja, desperacko próbująca dostać się do szklanych drzwi. Ktoś mnie popycha i ląduję na kolanach. Patrzę w górę i widzę dwa jasne kucyki oraz różową bluzkę pod mundurkiem. Nieprzepisowy strój, ale nic nie mówię.

- Uważaj jak idziesz! – fuka na mnie, szczerząc idealnie białe ząbki.

Nie odzywam się, otrzepując się z brudu na podkolanówkach. Znowu będę musiała powiedzieć mamie, że się przewróciłam. Ja zwykle, dlaczego to już stało się rutyną? Miałam nadzieję, że chociaż w Londynie zostaniemy na dłużej niż miesiąc. Może kogoś poznam. JEŚLI kogoś poznam.

- Przepraszam – zwracam się niepewnie do blondynki, która specjalnie nie chciała mnie przepuścić. – Chcę przejść.

Ona śmieje się ironicznie, a ja nie mam pojęcia, jak się zripostować. Jestem za słaba, by coś powiedzieć… Wzdycham i nadal staram się przedostać, gdy nagle…

- Zostaw ją, Ginger, nie widzisz, że jest nowa? – odzywa się elektryzujący głos, który powoduje u mnie ciarki. Tak, ciarki u siedmiolatki.

Widzę te czarne, potargane włosy i elektryzująco niebieskie oczy. Kochałam jasne oczy. A szczególnie podobają mi się te. Są jak niekończący się ocean. Ich posiadacz może być z cztery lata starszy ode mnie – tak przynajmniej myślę, nie jestem pewna.

Praying that You will be mine… Cause you’re my heaven…

- Hej, jak się nazywasz? – odzywa się do mnie, posyłając mi idealny uśmiech - Jestem Steve. Steve Cole.

- Chloe… Chloe Devil. – odpowiadam, niepewnie patrząc na blondynkę, która zaciska paznokcie na ramieniu Steve’a.

- Oprowadzić cię, maluszku?

- Jakbyś mógł – uśmiecham się niewinnie. – wiesz, gdzie jest sala przyrodnicza?

- Zaprowadzę cię, mała – zagarnia mnie ramieniem, jak młodszą siostrę i prowadzi do drzwi, a ja pokazuję język Ginger; wiem, infantylne zachowanie, ale w końcu utarłam komuś nosa.

Steve oprowadza mnie po szkole, jak starszy brat, którego zawsze chciałam mieć. Niestety, nadal jestem jedynaczką, co niezbyt mi pasuje, ale staram się przynajmniej przekonać rodziców do mojego pomysłu na nowego członka rodziny. Bez skutków, na razie.

Steve jest miły, zakolegowaliśmy się. Spędza ze mną dużo czasu. Przyłapuje go na tym, że patrzy mi się na nogi, ale to pewnie przez moje grube kostki. Zawsze takie były – niezbyt proporcjonalne do reszty moich nóg.

Siedzę na ławce w sali gimnastycznej i patrzę, jak Steve gra w kosza. Jest wysoki i góruje nad większością chłopaków, którzy ledwo sięgają mu do ramion. Steve macha mi, gdy zobaczył, że jestem na trybunach. Dosiada się do mnie mała brunetka z okularami na nosie, które praktycznie całkowicie zasłaniają jej oczy. Patrzy w moją stronę i pewnie wyciąga rękę.

- Cynthia.

- Chloe.

- Jesteś tą nową, która podpadła Ginger, co?

- Już jestem sławna? – śmieję się nerwowo, poprawiając włosy, które opadają mi na twarz.

- Wszyscy o tym mówią. Co ty na to, by się jej postawić? – uśmiech nie schodził jej z twarzy, która ma nieskazitelnie jasny kolor. Wyglądała jak porcelanowa lalka, ale i tak ja posiadam bardziej białą, wręcz chorobliwie białą skórę.

- No nie wiem… 

Wtem Steve podchodzi do nas, cały spocony, a czarne włosy sklejają się na jego czole. Ledwo dyszy, a potem pyta:

- Chloe, masz ochotę zobaczyć nasze zaplecze? Mamy naprawdę strasznie dużo sprzętu sportowego.

- Jasne, już idę. – wstaje, ale Cynthia chwyta mnie za rękaw.

- Uważaj na niego, ma pstro w głowie. Nie wiadomo, co może ci zrobić, w końcu jesteśmy od niego młodsze.

- Przesadzasz – wzdycham i idę za Stevem, który otwiera drzwi do kantorka.

Nie widzę, że Cynthia idzie za mną. Patrzę na sprzęt, znudzona. Po co mnie tu przyprowadził? Nic tu ciekawego nie ma… Nagle, czuję jak jego lepkie ręce dotykają moich pośladków. Skaczę, przerażona, ale on chce wepchnąć mi rękę do majtek. Krzyczę. Krzyk rozdziera ciszę na miliony kawałków. Nauczyciel w-f’u wpada do kantorka, a to, co widzi, sprawia, że zamiera, a potem chwyta Steve’a za ciuchy i wyprowadza go, mówiąc coś do niego ostrym tonem. Nic nie słyszę, nic nie czuję, oprócz wyimaginowanego dotyku rąk Steve’a na moim ciele. Cieszę się, że nic poważniejszego się nie stało, ale i tak osuwam się na podłogę, a po twarzy płyną mi łzy. Ktoś kuca obok mnie, patrzę i chyba poznaję tą twarz…

Cynthia.

Chwyta mnie pod pachy i próbuje unieść, ale padam na ziemię, a przed oczami pojawiają mi się mroczki. Nie widzę nic. Ciemność. Tylko ciemność. Gdzie jestem?!

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



 --------------------------------------- 

Tararara, niespodzianka, rozdział w piątek! :D No chyba odwdzięczycie się komentarzami? ;>
 
Autentycznie, nie podoba mi się ten rozdział, ale dostałam nagle takiej weny po przesłuchaniu http://www.youtube.com/watch?v=LVsrP9OJ6PA&feature=related genialna piosenka *.* kocham jąąąą <3 I oczywiście musiałam zrobić melodramatycznie... Jak myślicie, czy Chloe wróci do domu chłopaków i powie wszystko Harry'emu? Co może stać się dalej? Czy ten Steve jest tym, który uczył ją jazdy konnej? 
I jeszcze jedno - chcecie bym dawała daty umieszczenia następnych rozdziałów? Bo pierwsza seria będzie miała z 30 rozdziałów, a potem zastanowię się, czy napisać drugą, bo mam tyle pomysłów  w głowie! <3

Pozdrowienia dla moich stałych czytelniczek i Anonimów, jesteście najlepsi! Kocham was, bez was pewnie nie pisałabym następnych rozdziałów.

+ musicie wybrać, czy wolicie częściej rozdziały, ale krótsze, czy jeden rozdział na tydzień, ale dłuższy. Bo zrobiłam ankietę i większość głosów jest za tym, żeby robić dłuższe, bo te które piszę są za krótkie! Więc decyzja należy do was :)

14.02.2012

Rozdział 11: "Nie chcę się w tobie zakochiwać, Harry"


Uśmiechnąłem się, słysząc krzyki Chloe z dołu. Nie miałem ochoty wstawać, ale moja intuicja podpowiadała mi, że jeśli nie zejdę na parter, ominie mnie naprawdę świetna zabawa. Po tym, jak Chloe zagroziła Malikowi, że go zabije, pewnie już ganiali się po domu jak para dzieciaków. My z Zaynem nie raz też tak robiliśmy. Plus potrafiliśmy łapać się za tyłki i takie tam (wiem, że to trochę zboczone, ale jakoś żaden z nas nie był biseksualny, oprócz Louisa)… inne rzeczy jeszcze wyprawiać. Byliśmy jak bracia: Ja, Lou, Niall, Zayn i Liam. Nie wiem, jak mógłbym bez nich wytrzymać. Przez nich tak mocno nie tęskniłem za mamą i siostrą. Czasami o nich myślałem i oczywiście dzwoniłem, ale moje 4/5 One Direction nie pozwalało mi się smucić. Co chwilę robiliśmy coś szalonego.

Stęknąłem, nie mogąc nawet otworzyć oczu i włożyłem, na oślep,  na siebie bokserki, rezygnując z jakiegokolwiek innego odzienia – wolałem jednak mieć na sobie bieliznę, bo jakoś Chloe jeszcze nie widziała mnie nago i pewnie nie zamierzała – i mierzwiąc sobie włosy, zszedłem na dół po schodach. Zdziwiłem się, gdy nagle obok mnie przeleciał jak strzała, Zayn, dysząc.

- Zajmij ją czymś, zaraz mnie dopadnie!  -usłyszałem z jego ust.

- O co poszło? – zapytałem z ciekawości, ziewając.

- Chciałem sobie pożartować, że niby się z tobą przespała. Jak zasugerowałem jej, że chciałaby, rzuciła się na mnie z paznokciami! – Zayn spojrzał strachliwie za mnie i bez słowa zniknął w swoim pokoju.

Obróciłem się przodem i zobaczyłem Chloe, która stała na pierwszym stopniu schodów w samej bluzce, bez spodni, dysząc jak po biegu. Chwila, dlaczego nie miała spodni?!

- Dlaczego nie masz spodni? - ledwo wydukałem, nie mogąc powstrzymać się od spojrzenia na jej zgrabne nogi.

- A ty dlaczego nie masz niczego? - wydawała się nie mniej konfrontacją ze mną.

- Mam bokserki – odpowiedziałem pewnie, uśmiechając się szeroko.

Zszedłem niżej i zauważyłem dwa wielkie rumieńce oblewając jej twarz. Wstydziła się. Starała się patrzeć wszędzie, byle nie na mnie. Strzyknęła stawami lewej dłoni i chrząknęła, robiąc krok do tyłu. Jakby się mnie bała… zmarszczyłem brwi, ale nic nie powiedziałem. Obciągnęła bluzkę niżej, chociaż i tak ledwo sięgała jej do połowy ud. Nic nie mówiąc, obróciła się na pięcie i weszła do kuchni. Ruszyłem za nią, widząc jak opiera się rękoma o blat, a włosy opadają jej w dół. Myślała, wbijając tępo wzrok w szklankę soku. Jakby nagle się wyłączyła.

Wtem mój Louis wleciał do pomieszczenia jak wariat, udając samolot i chwycił mnie w pasie. Chloe tylko się wzdrygnęła i uśmiechnęła, widząc mnie w ramionach mojego przyjaciela. Za mną ziewnął Liam i podszedł do lodówki, biorąc z niej wodę.

- Liam, bierz Chloe! Ja już mam Harry’ego! – rozkazał Lou, a Liam otoczył talię Chloe swoimi rękami, a ta pisnęła jak mała dziewczynka, gdy okręcał ją wokół własnej osi. To ja powinienem ją okręcać…\

Wyrwałem się Lou z uścisku, a ten tylko jakby „zapytał” mnie, co się dzieje, patrząc na mnie w specyficzny sposób. Pokręciłem przecząco głową, zbywając go i wyszedłem z kuchni, uderzając pięścią o ścianę. W tamtym momencie byłem o nią strasznie zazdrosny. Choć wiem, że nie powinienem…

***

Stanęliśmy, z Liamem w jakiejś dziwnej pozycji, patrząc na zdezorientowanego Lou, który tylko podrapał się po i tak zmierzwionych włosach i wzruszył ramionami. Nie wiedziałam, dlaczego Harry się tak zachowywał, ale przecież nie powinnam się przed nim tłumaczyć. Więc dlaczego czułam, że powinnam?

Podjęłam decyzję w ułamku sekundy. Westchnęłam, wzięłam moje spodnie, które ubrałam w ekspresowym tempie, z krzesła i poszłam do góry, do pokoju Harry’ego. Zastałam go przed szafą, jak wybierał ubrania. Był w połowie zakładania t-shirta, gdy weszłam, stając we framudze drzwi. Byłam pewna, że mnie widział, ale nadal się nie odzywał. W końcu, gdy miał już na sobie także spodnie, obrócił się w moją stronę bez słowa. Mimowolnie przypomniał mi się incydent przy schodach… i zdałam sobie sprawę, że wolę go bez ubrania. Nawet bez bokserek… Boże, Chloe, ogarnij się, zboczuchu!

- Coś nie tak? – odezwałam się pierwsza, a na jego twarzy pojawił się półuśmiech.
- Nie, tylko zastanawiałem się… Co łączy cię z Liamem?

Zaskoczył mnie, ale odpowiedziałam:

- To mój kumpel, przecież wiesz. Wszyscy jesteście moimi kumplami – gdy tylko to powiedziałam, twarz Harry’emu nagle stężała.

Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał, a potem odezwał się, spokojnym i opanowanym głosem:

- Tak też myślałem.

Czasami za trudno było go rozszyfrować. Nie potrafiłam, choć tak się starałam… Dlaczego tylko ja miałam się starać?! Boże, jaka była głupia…

- Harry, ja czegoś tu nie rozumiem, wiesz? – oparłam się o ścianę, a Harry świdrował mnie swoimi zielonymi oczami jak wiertarką – Czego ty tak właściwie ode mnie oczekujesz? Że padnę ci u stóp jak twoje fanki? Że zacznę ci lizać buty, byś chociaż ze mną pogadał? Pojechałam do stadniny, tylko dlatego, że Lou mnie o to poprosił, bo chciał ci pomóc, ale wiesz, co…? Mam wrażenie, że w ogóle się nie starasz i wszystko robisz na odpierdol. Może się mylę, bo nie wiem, co siedzi w twojej głowie, ale chyba mam prawo wiedzieć, skoro jestem w tob… 

W samą porę ugryzłam się w język, czując metaliczny smak krwi, gdy się w niego ugryzłam. Prawie powiedziałam: „Skoro jestem w tobie zakochana”. Najgorsze było jednak to, że chciałam powiedzieć prawdę. Znaczy… miałam nadzieję, że to nie jest prawda. Dlaczego tak łatwo to przechodziło mi przez gardło? W ostatniej chwili się opamiętałam.

Harry patrzył na mnie, jakby starał się dopowiedzieć sobie resztę mojego urwanego w połowie zdania. Po chwili uśmiechnął się szeroko, jakby nagle coś do niego dotarło. I w takich chwilach musiał być oczywiście zabójczo uroczy, bo jakżeby inaczej…

- Chloe…

Odwróciłam wzrok, ale gdy podszedł bliżej, uderzyły mnie w nozdrza jego perfumy i coraz ciężej przychodziło mi opieranie się jego urokowi. Bądź silna!, powtarzałam sobie w głowie, ale gdy Harry westchnął i dotknął palcem wskazującym wierzchu mojej prawej ręki, przeszedł po moim ciele prąd. Zadrżałam tak, jakbym zetknęła się z naelektryzowanym telewizorem. Gdybym mogła odskoczyć, na pewno bym to zrobiła, ale tylko uderzyłam plecami o ścianę i syknęłam z bólu.

Harry zaśmiał się, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie:

- Naprawdę cię to tak śmieszy?

Natychmiast przestał, poważniejąc i odpowiedział:

- Nie.

Westchnęłam, kompletnie zapominając, o czym rozmawialiśmy do tej pory. Tak jakby myśli wyparowały we mnie, gdy chwycił moją rękę. Popatrzyłam mu w oczy i świat zwolnił, gdy posłał mi lekki, niepewny uśmiech. Byliśmy tylko on i ja, na zawsze, nierozerwalnie związani… no właśnie czym? Zaśmiałam się w duchu, gdy umysł podpowiedział mi „Przeznaczeniem, idiotko!”, ale chyba nie mogłam się z nim sprzeczać. Mimo wszystko nadal byłam na niego zła i nawet te jego boskie oczęta nie spowodowały, że się „odfochnęłam”. Patrzyłam twardo na Harry’ego, czekając, aż mi wytłumaczy, chociaż jedną dziesiątą tego, co powinnam wiedzieć.

Harry widząc moją minę, tylko przewrócił oczami.

- Jesteś naprawdę dla mnie ważna Chloe.

- I? – miałam wrażenie, że powiedział to na odczepnego.

- I nie chcę cię stracić. Zostań ze mną w Londynie. – błagał, robiąc swoje słodkie oczka – Nie chcę, żebyś wyjeżdżała, bez ciebie umieram.

Dlaczego w jego ustach brzmiało to tak prawdziwie i czule?

- Nie mam wyboru, Harry, nadal jestem niepełnoletnia i ty także. Raczej to niemożliwe, bym została w Anglii w przeciągu najbliższych miesięcy.  – z chorym skupieniem wpatrywała się w obgryzioną skórkę przy kciuku, czując jak pala mnie oczy. – Nic nie poradzisz, na to, że wyjeżdżam i chyba najlepiej będzie, jak się w tym oboje pogodzimy…

- NIE CHCĘ ODPUSZCZAĆ, CHLOE!krzyknął nagle Harry, a ja podskoczyłam jak wystraszona sarna, jego nagłym wybuchem. – JAK MAM TO CI JESZCZE PRZEKAZAĆ?! NIE CHCĘ, ŻEBYŚ JECHAŁA, ALE JESTEM TEŻ BEZSILNY I NIC NIE MOGĘ ZROBIĆ! MYŚLISZ, ŻE JAK SIĘ Z TYM CZUJĘ?!

Harry oddychał szybko i trzymał lewą rękę, zaciśnięta w pięść na wysokości mojej głowy. Widziałam, jak w jego oczach szkliły się łzy i automatycznie też poczułam jak mokną mi policzki. Jego ból zawsze równał się mojemu bólowi, nie wiedzieć, dlaczego. Tak, jakbyśmy byli jednym organizmem, jedną istotą… Chciała coś powiedzieć, ale nic mądrego nie przychodziło mi na myśl. Tylko otwierałam i zamykałam usta jak ryba wyjęta z wody. Jednocześnie chciałam pocieszyć Harry’ego i powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze – chociaż obydwoje wiedzieliśmy, że i tak nie będzie lepiej – i zapewnić go, że go kocham, ale z drugiej strony znałam go tylko kilka dni. Ile kilka dni mówi o człowieku? Prawie tyle, co nic. Ano właśnie, tylko, że to „prawie” robił dużą różnicę w naszym przypadku. Wiedziałam o nim praktycznie wszystko. Dowiedziałam się tego podczas naszej trzygodzinnej rozmowy w restauracji. On wiedział, że nienawidzę os, kocham truskawki, potrafię w jedną noc napisać kilkanaście tekstów piosenek, zawsze chciałam mieć własnego konia, jestem uczulona na pyłki traw, nie mogę żyć bez mascary i lodów o smaku orzecha laskowego, od małego ubierałam jeansy-rurki, nigdy nie byłam w Wenecji, zawsze chciałam odwiedzić Stany Zjednoczone, nigdy nie potrafiłam zrozumieć fizyki… dużo by tak wyliczać. Wiedział o mnie tyle, co Cynthia, a jednak z nią znałam się dłużej. Kilkanaście lat robi swoje. A on poznał mnie w jedno popołudnie.

A ja poznałam jego.

- Harry… - zaczęłam niepewnie, wahając się. – Nie mogę tu zostać.

Głowa Harry’ego uniosła się, a jego brwi prawie się zetknęły, gdy je zmarszczył.

- Dlaczego?

Wtedy nie wytrzymałam. Powiedziałam to, co chciałam.  Tak jakby to nie było nic strasznego, nic wstydliwego. Jakbym nosiła tą obawę w sobie od początku. On był kimś, szalały za nim dziewczyny na wszsytkich kontynentach, nie mógł się wprost od nich opędzić, a ja kim byłam? Nikim... zwykłą, szarą, stapiającą się z otoczeniem dziewczyną, która starała się dopasować do otoczenia. Tak, starałam się zawsze zatańczyć tak, jak mi zagrają. Bardzo rzadko mogłam być sobą. Przy Harry byłam tym, kim naprawdę jestem. Trochę nienormalną, trudną do zrozumienia, czasami zbyt przeklinającą, czasami nadwrażliwą, często zbyt wstydliwą i romantyczną, Chloe. Po prostu Chloe. Ja. Prawdziwa ja.

Ale prawda była zbyt okrutna... miała za dużo złych doświadczeń, by naprawdę mu zaufać. Nie wiedziałam, czy potrafię, chociaż wszystko we mnie krzyczało, że tak, mogę to zrobić. A ja byłam rozdarta. Nienawidziłam być rozdarta. Połowa mnie patrzyła na Harry'ego z zachwytem i marzyła, by go pocałować. Druga natomiast odpychała go jak najdalej i najchętniej wyrzuciłaby go przez okno.

- Nie chcę się w tobie zakochiwać, Harry. - wyszeptałam najciszej jak mogłam, patrząc na czubki swoich palców, starając się zamaskować ból na mojej twarzy i zalążki łez.

Harry zdawał się kompletnie zszokowany moim oświadczeniem. Wpatrywał się tępo w moją twarz.
- A nie pomyślałaś, że ja się już zakochałem?

Wertowałam emocje Harry’ego z jego twarzy, czytałam z niej jak z otwartej księgi. Wiedziałam, że coś do mnie czuje, pytanie tylko: co to mogło być? Coś powierzchownego? Nie chciałam kolejny raz mieć złamanego serca. Przygryzła wargę.

- Nie jestem kolejną naiwna fanką, którą możesz nabrać na swoje powalające oczka.

I wyszłam z jego pokoju, ze łzami w oczach, mając nadzieję, że ich nie widzi. Przy schodach spotkałam Lou, który cały zdziwiony zgodził się mnie odwiedź do domu. Nie zadawał także zbędnych pytań, ale pewnie po moim wyglądzie mógł wywnioskować jedno – nie było dobrze.

Było wręcz fatalnie.





------------------------------------------------


Wesołych walentynek dla tych, którzy mają je z kim spędzić... >.< (czytaj, ja jak zwykle spędzę je samotnie)


No i kurde namieszałam... I średnio mi się ten rozdział podoba, chociaż fabułę mam już zaplanowaną do końca. Ta końcówka wyszła taka... ckliwa. Pewnie dlatego, że akurat słuchałam "Moments" jak ją pisałam. Ale raczej nie pozostaje po niej takiego dreszczyku, co może stać się dalej... a ja wiem, ale wam nie powiem! :D Hhaha, wredna jestem.
Zauważyłam, że ciągle za coś dziękuję. Dziś dziękuję, że mam ponad 6 tys wejść. Jak wy to robicie, Dictioners? XD Jesteście the best. Plus kto słuchał w niedzielę naszego DJ Tommo? Ja tak! Genialne kawałki, zrobiłam sobie jednoosobową imprezę, było ostroo! XD I ten głos Lou... ciarki normalnie mnie przechodziły! Teraz czekam z niecierpliwością na audycję Harry'ego. Już wyobrażam sobie ten jego seksowny głos i pisk za każdym razem, gdy się odezwie XD Rodzina zwariuje :D


30 komentarzy i macie szybciej rozdział :) A do tego teraz ferie mam, więc przynajmniej 2-3 dodam przez te dwa tygodnie :) Love ya all xxoo


09.02.2012

Rozdział 10: "Spałaś z Harrym?!"

Cieszcie się i podziwiajcie. Macie o dzień wcześniej! Wielbcie mnie i podziwiajcie albowiem to jest nowy rozdział, pisany pod wpływem I Should Have Kissed You by One Direction <3


-------------------------------------------


Louis i Zayn uparli się, by oglądać jakiś horror. Wybrali japońską „Klątwę”, która moim zdaniem w ogóle nie była straszna, tylko śmieszna. Usiadłam pomiędzy Liamem, a Harrym, wtulając się w miękkie poduszki. Dostałam nawet koc, „na wypadek nieokiełznanego ataku paniki, by mogła się nim zakryć.” jak to określił Lou. Po namyśle dodał, że przecież mam obok Harry’ego, więc jakby co, ewentualnie mogę się do niego przytulić, ale tylko raz, bo Lou będzie zazdrosny. Oczywiście oświadczenie Louis’a wywołało salwę śmiechu, jak zwykle. Niall przygotował kilka misek popcornu (po czym przywłaszczył sobie trzy, mówiąc, że dawno nic nie jadł i jest głodny, a z popcornem chce zawrzeć dłuższą znajomość) i wyszło tak, że miałam z Harrym jedną na pół. Co chwilę podbierałam Haroldzikowi najlepsze kawałki sprzed nosa, ale on tylko uśmiechał się i brał inne. Liam wiercił się strasznie obok mnie, aż w końcu nie wytrzymałam i zwróciłam mu uwagę.

- Możesz przestać, chcę się trochę pośmiać z tego badziewia…

- Przytul się do niego, do cholery! Sygnalizuję mu, by cię objął już od jakiś piętnastu minut! – wyszeptał mi na ucho. -  A on, jakby mnie nie widział! Przykład ślepoty!

Zachichotałam, gdy nagle w filmie zaczęła grać straszna muzyka i zza rogu  wyskoczyło dziecko-klątwa, przestraszywszy mnie jak nigdy dotąd – pisnęłam jak mała dziewczynka i mimowolnie zacisnęłam palce na ręce Harry’ego, wtulając się w niego, jak małpka-czepiatka. Lou zaśmiał się tylko z odgłosu, jaki wydałam i parodiował mnie przez kolejne pięć minut, co wywołał jedynie urywany śmiech Liama – reszta była zbyt zajęta filmem. Miałam zamknięte powieki i oddychałam szybko, bojąc się otworzyć oczy.

- Już koniec tej sceny? – zapytałam Harry’ego, szeptają mu do ucha, który nagle się spiął.

- Tak, już możesz otworzyć oczy. – moim oczom ukazał się przezabawny widok chłopaków.

Wtem odezwał się Niall, schowany pod kocem, tak, że było widać tylko czubek jego nosa i blond rzęsy okalające jego cudowne, niebieskie oczy, w których malowało się autentyczne przerażenie:

- Gdzie ty idziesz, idiotko! Oni cię zabiją!

- Cichooo! – ofuknął go Zayn, jedząc popcorn wyrwany z rąk przestraszonego blondyna.

- Nieee! – wydarł się Lou, wtulając się w Harry’ego, gdy nagle dziewczyna zobaczyła czarną plamę na podłodze i zaczęła krzyczeć.

- Chwila… czemu ona krzyczy? Boi się, że taka plama się trudno spiera czy co? – uniosłam nieznacznie głowę. - Zawsze zostaje Vanish do dywanów...

Liam i Zayn zakrztusili się jedzonym popcornem i zaczęli się krztusić. Przecież nie powiedziałam nic śmiesznego… Oni jednak czasami byli dziwni.

Poczułam jak ręka Harry’ego delikatnie mnie obejmuje, ale udawałam, że nic się nie stało. Nadal byłam wpatrzona w ekran, oparta głową o jego tors. Przeniosłam moje nogi na kolana Liama, który tylko westchnął, ale i uśmiechnął się pod nosem, widząc mnie w ramionach Harry’ego.

- No co? – fuknęłam na niego, rzucając popcornem i trafiając w jego idealnie ułożone włosy.

- Nieee, tylko nie we włosy, dopiero, co je układałem! – wrzasnął Liam, parodiując Zayn’a, który spojrzał na niego tak, jakby chciał go zabić.

Poprawiłam głowę, czując jak brzuch Harry’ego faluje, gdy się śmieje. Było to dziwne uczucie, ale nadal siedziałam – właściwie leżałam – w poprzek chłopaków. Nie pamiętałam, o której godzinie skończyliśmy oglądać film, ale zasnęłam gdzieś przy końcówce. Ostatnie, co pamiętałam, to Harry, głaskający mnie kciukiem we wnętrzu mojej prawej dłoni. A potem odpłynęłam.

***

- Patrzcie, zasnęła – wyszeptałem, przygładzając jej włosy, które opadły jej na oczy.
Chloe pochrapywała cicho, a rzęsy rzucały przyjemne cienie na lekko zarumienione policzki. Blada cera wydawała się chorobliwie blada przy świetle, które sączyło się z telewizora, ale wiedziałem, że ona po prostu tak ma. Taka jej uroda. 

- Aniołek nasz uroczy – skomentował Lou – Ale i tak chyba musimy ją obudzić, musi wracać do domu…

- Czekajcie, gdzie ma komórkę? Zadzwońmy do jej mamy i powiedzmy, że nocuje u nas – zaproponowałem, nie mogąc oderwać od niej wzroku.

- Tak i od razu zaprośmy Godzillę na kolację – burknął Liam – Zwariowałeś? Co by sobie pomyślała jej mama? Lepiej zadzwonić do Cynthii i poprosić ją, żeby dała Chloe alibi na tą noc.

- Zadzwonisz? – spojrzałem prosząco na Niall’a, który wyjadał resztki popcornu z misek, nadal mając swój niebieski koc w misie na głowie.

On tylko pokiwał twierdząco głową i gdzieś poszedł, nadal przeżuwając, a koc zsunął się na podłogę. Co za profanacja! Chloe przekręciła się na bok, coś mrucząc. Wyglądała tak słodko, jak spała…

- Wezmę ją do siebie – rzekłem, nie czekając na oświadczenie Niall’a, czy Cynthia zgodziła się skłamać.

- Tylko nie świntuszyć mi tam! – Louis pokazał mi język, a ja tylko uderzyłam go w udo.

- Przecież wiesz, że bym jej nawet nie tknął!

- Tylko się z tobą droczę, kochanie moje – puścił oczko Lou, mrucząc.

Ech, cały Lou. Jak ja z nim wytrzymuję?

Chwyciłem Chloe na ręce, uważając, by jej przy tym nie obudzić, ale ona nawet nie poruszyła ręką. Jej głowa oparła się na moim torsie, a włosy upięte w kucyk rozsypały się na jej ramiona. Przytuliłem ją mocno, by nie spadła i powoli ruszyłem ku górze, kierując się do mojego pokoju. Panowały tam egipskie ciemności, ale jakoś ułożyła Chloe na moim łóżku i zdjąłem z niej kurtkę do jazdy oraz buty. Wydawała się taka krucha w moich ramionach. Przykryłam ja kołdrą i ucałowałem jej czoło. Miałem wrażenie, że się uśmiechnęła, ale równie dobrze mogło mi się przewidzieć…

Odwrócony do niej tyłem, ogarniałem mój pokój, gdy nagle usłyszałem jej cichutki szept…

- Harry…

Podszedłem do niej bliżej, by sprawdzić, czy może się obudziła. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem jej zamknięte oczy. Spała. Wypowiedziała przez sen moje imię… Gdzieś w okolicy serca poczułem przyjemne ciepło. Ponownie pochyliłem się nad Chloe i musnąłem ustami jej czoło, chwilę rozkoszując się jej zapachem. Spała tak słodko i wyglądała tak niewinnie, trzymając lekko zaciśnięte ręce przy swojej szyi. Wyglądała jak małpka. Mała i niewinna małpka. Uśmiechnąłem się nieznacznie.

- Ja ciebie też, Chloe. Ja ciebie też… - westchnąłem i zasłoniłem zasłony, mając ogromnego banana na twarzy.
***

Trochę zdezorientowana, otworzyłam oczy, nie wiedząc, gdzie się znajduję. Przypomniałam sobie dopiero po chwili, że przecież oglądaliśmy u chłopaków film i… Usiadłam nagle i zdziwiłam się, gdy zorientowałam się, że jestem przykryta kołdrą i śpię w czyimś łóżku. Nie miałam pojęcia, czyj to był pokój, ale na pewno nie należał do najczystszych. Nie było też gitary – czyli to nie był pokój Niall’a. A skoro Niall spał z Liamem i Zaynem, to ja musiałam być w pokoju… Harry’ego i Louis’a.

Ogarnęłam wzrokiem pokój i dopiero po chwili zauważyłam, że po drugiej stronie pokoju ktoś smacznie chrapie w łóżku. Cicho, by nie zbudzić… Louisa czy Harry’ego? Trochę odsunęłam kołdrę na bok i wstałam. Miałam ochotę na śniadanie – mój brzuch zaburczał głośno, ale to nie zbudziło śpiocha w pokoju. Podreptałam cichutko na palcach w stronę tamtego łóżka i przystanęłam, widząc Larry’ego (dla nieobeznanych – Harry’ego i Louisa) w swoich mocnych objęciach. Oboje chrapali i mieli otwarte buzie. Chciało mi się śmiać na ten widok, ale powstrzymałam się i po cichaczu zeszłam na dół.

W salonie walał się popcorn i kilka butelek od piwa – pewnie chłopacy wypili, jak zasnęłam. Nie byłam jakoś szczególnie zawiedziona, że coś mnie ominęło. Piwa mogę napić się w każdej chwili. Wystarczy poprosić pełnoletniego kolegę lub koleżankę…

Zdjęłam jeansy, które odcisnęły mi ślady na udach (minusy spania w ubraniu) i rzuciłam je na krzesło, które było niedosunięte do stołu kuchennego. Szperałam po szafkach, szukając czegoś do picia, aż w końcu wyciągnęłam sok pomarańczowy z lodówki i nalałam sobie pełną szklankę.

- Jak tam po upojnej nocy? – do kuchni wparował mnie mniej zaspany Zayn i zlustrował moje nogi w niezbyt przyjemny sposób.

Zakrztusiłam się sokiem i zaczęłam się dusić i kaszleć. Zayn zaśmiał się i poklepał mnie po plecach. Spojrzałam na niego spode łba, nadal pokasłując.

- Nic się przecież nie stało! – po chwili jednak zwątpiłam – Prawda?

- Ty mi powiedz, mała – zaśmiał się Zayn, czochrając mi włosy.

- Przecież chyba się z nikim nie przespałam, co? Zasnęłam, a potem obudziłam się w łóżku…

- Wiesz, nigdy nic nie wiadomo… - Zayn posłał mi tajemnicze spojrzenie i wybył z kuchni.

- Hej, Zayn! Czekaj! Co ty pierdolisz do jasnej cholery?! – wydarłam się na cały dom, mając gdzieś, czy kogoś obudzę – Przecież nie przespałam się z Harrym, chyba bym pamiętała!

- Spałaś z Harrym?! – Niall spojrzał na mnie, od razu lecąc do lodówki (chyba najprościej by było, gdyby się z nią ożenił) – Serio?

- NOSZ JA PIERDOLE NIE BĘDĘ SIĘ POWTARZAĆ! NIE SPAŁAM Z HARRYM! WBIJCIE TO SOBIE DO WASZYCH MAŁYCH ŁEBKÓW!– ryknęłam, a Niall skulił się, trzymając coś w ustach.
Głowa Zayn’a wychyliła się zza framugi:

- Ale chciałabyś, co?

O, nie. Autentycznie mnie wkurzył.

- NIE ŻYJESZ, MALIK! – i zaczęłam go gonić, ku uciesze śmiejącego się Niall’a.



---------------------------

Nosz ja nie mogę, czym sobie zasłużyłam, że mam 5 tys wejść? :D

Okej, rozdział jest, jak obiecałam. Macie ze mną za dobrze XD Na szczęście ten rozdział był już napisany wcześniej :) Wiem, że jest nudny, ale to typowa cisza przed burzą!
Hhaha, wystraszyłam was tym tytułem rozdziału, co? XD Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać... najpierw rozdział miał się nazywać "Nie żyjesz, Malik" (ostatnia kwestia tego rozdziału) ale stwierdziłam, że dla jaj nazwę go inaczej :) Co myślicie o nim? Chyba ten rozdział nie jest zły...
Kocham odpały chłopaków. Ostatnio obejrzałam tysiące filmików z ich wygłupami. MYŚLAŁAM, ŻE UMRĘ XD
Kocham wszystkich, którzy czytają i komentują! <3  - tylko błagam, chcę wiedzieć, co myslicie, a nie "fajny blog" czy "dobre" i koniec...
Dacie rady dać 40 komentarzy? W Dictionerkach siła! <3