01.02.2012

Rozdział 8: "Może nie miała figury modelki, nie posiadała ogromnych piersi. Ale była idealna. Dla mnie."

Louis oczywiście musiał od razu poinformować Harry’ego, że wybieram się pojeździć na koniu, co od razu poprawiło humor Hazzie. Zjedliśmy obiad i nawet było zabawnie, bo miałam występy Larry’ego tylko i wyłącznie dla siebie – czułam się wyróżniona. Niestety, musiała wracać do domu, chociaż mama pewnie nadal spała jak zabita po butelce „łiskacza”. Tak, stary dobry Jack Daniels… Pożegnałam się z chłopakami, życząc im dalej udanego bromance, a potem Harry jeszcze wyraził nadzieję, że na pewno zjawię się w stadninie – widać było, że nie może doczekać się naszego ponownego spotkania – i co tu mówić więcej, mój umysł również wydawał się podekscytowany. Chociaż starałam się ukryć moje uczucia, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że moje ciało fizycznie pożąda ciała Harry’ego – nie zważając jak głupio to brzmi…

Wstałam od stolika, gdy nagle poczułam rękę na moim nadgarstku. To był Harry. Spojrzałam na niego pytająco, a on wzruszył ramionami. Z trochę niezręcznej sytuacji wybawił go Louis, podrywając się:

- A gdzie całus w policzek na pożegnanie? Jesteśmy w końcu BFF, czyżbyś o tym zapomniała?

Zaśmiała się, podeszłam do Lou i musnęłam jego policzek. Wiedziałam, że za mną stoi Harry, tylko czekając na swoją kolej. Zrobiłam zgrabny obrót wokół własnej osi i lekko przymykając oczy, złożyłam na jego policzku delikatny pocałunek, czując, że płonę. Wargi paliły mnie tak, jakbym dotknęła nimi rozżarzonego węgla. Nie odrywałam ich przez kilka sekund, aż usłyszałam znaczące chrząknięcie Lou. Odskoczyłam do niego, czując na sobie zapach Harry’ego i jego palec, trzymający mój palec wskazujący prawej ręki.

- Czuję się zaniedbywany – poskarżył się Louis, robiąc minę słodkiego szczeniaczka.

Zachichotałam, nadal nie biorąc palca z „uścisku” Harry’ego. To dziwne, bo nawet nie przeszkadzało mi, że go trzyma. Jakby to było naturalne.

- Biedactwo. Następnym razem – pomachałam mu i odeszłam, a palec wyślizgnął się z palca Harry’ego, który stał jakby ktoś zamienił go w kamień.

Wyszłam z restauracji, gdy coś kazało mi się obrócić. Przez ogromne okna zauważyłam Harry’go, skaczącego po całej sali jak opętany i ściskającego Lou w napadzie szczęścia. Przy tym zginał ręce w geście: „Yes, yes!”, a to chyba mówiło samo za siebie. Uśmiechnęłam się, widząc to i pokręciwszy głową, wzdychając z lekkim śmiechem, odeszłam, by złapać najbliższy autobus do hotelu. W końcu czekało mnie coś na kształt „randki” z naszym Loczkiem.

Randka… podobało mi się to określenie.

***

Gdy zgrabna sylwetka Chloe zniknęła nam z oczu zacząłem odwalać jakiś dziwny taniec radości, wrzeszcząc, przytulając Lou i latając po całym lokalu jak oszołom, zwracając uwagę wszystkich siedzących tam gości – miałem jednak gdzieś, co o mnie pomyślą, czy mnie znają i czy mają przy sobie aparaty, albo czy mnie nagrywają. Szczęście przepełniało mnie do szpiku kości i nikt ani nic nie mogło mi tego odebrać, szczególnie ci, którzy nie pałali do mnie miłością. Miałem ich gdzieś.

Chloe dała mi buziaka w policzek. Pozwoliła się chwycić za palec.

Serce biło mi jak oszalałe, a w głowie miałem tylko jedno imię, jedną twarz, jeden głos… ONA. Ona i całe jej jestestwo, jej aura. Była za mną zespolona w jakiś niewytłumaczalnie magiczny sposób, którego nie potrafiłem wytłumaczyć, ale każde nasze zetknięcie dłoni, było jak kopnięcie prądu – lekki dreszczyk przechodził mnie od stóp do głów, powodując nagłą zawieszkę systemu. Jej zapach owiewał mnie niczym morska bryza. Pachniała truskawkowym szamponem i kwiatami, mydłem i proszkiem do prania. Jej zapach nie był ani ostry, ani nieprzyjemny – powodował dreszczyk, gdy tylko się go wdychało.
Wyglądała cudownie w tym pudrowo różowym sweterku, który tylko podkreślał jej urocze piegi, rozsiane na nosie i policzkach, jasną karnację i ciemnorude włosy. Wiem, że ich nie lubiła, ale rzeczywiście, jak było pochmurno, wyglądała na brunetkę. Mimo wszystko podobała mi się bardziej, jako ruda niż brunetka. Rude włosy dodawały jej pazura.

Chloe była naprawdę miła i czułem, że z każdym wypowiedzianym słowem staje się mi coraz bliższa. Widziałem, jak zachowuje dystans – świadomie lub nie – ale cieszyło mnie to, że jest dla mnie miła i chyba interesowało ją to, co mówiłem. A do tego śmiała się z moich wygłupów z Lou. Jej śmiech przypominał srebrne dzwonki na wietrze. Był delikatny, idealnie pasujący do jej osoby i głosu. Jej głos przypominał głos anioła – nie był piskliwy, ale trochę zachrypnięty, uwodzicielski. Nie wiedziałem, czy zdaje sobie z tego sprawę, ale to on i jej ogromne, okalane grubymi i długimi rzęsami, czarne oczy, najbardziej przykuwały uwagę, gdy się z nią rozmawiało. Wręcz hipnotyzowały. Uwielbiałem, gdy podczas rozmowy, przekrzywiała głowę w lewo, okazując w ten sposób zainteresowanie. Do tego zawsze masowała sobie któryś z nadgarstków. Albo, gdy parskała śmiechem, zakrywała usta dłonią w uroczy sposób.

„ You don’t know, you’re beautiful…”

Słowa piosenki idealnie pasowały do jej opisu. Była taka piękna… Może nie miała figury modelki, nie posiadała ogromnych piersi. Ale była idealna. Dla mnie.

Z rozmyślań wyrwał mnie Lou, klepiąc mnie po tyłku:

- Okej, starczy, moje ty Hazziątko, bo wywalą nas z lokalu za wulgarne zachowanie.

- A co, masz zamiar zrobić coś wulgarnego?

- Mrrr – zamruczał Lou, poruszając dziwnie brwiami, aż zachciało mi się śmiać.

- Moje puciu-buciu Louisiątko kochane – odegrałem się, chwytając go za policzki i tarmosząc jak małego brzdąca.

- Nie czuję policzków! – zaprotestował Lou, próbując wyswobodzić się z mojego uścisku, jednak nie za dobrze mu to szło, więc stwierdziłem, że mu odpuszczę dzisiaj. Szczególnie, że to był najszczęśliwszy dzień mojego życia!

- Tra la la la, ram pam pam pam! – brzmiało to jak połączenie piosenki Rihanny „Man Down” i mojego własnego podśpiewywania.

Lou pokręcił głową ze zrezygnowaniem, śmiejąc się jednak od ucha do ucha. Jak zwykle. Zapłacił i uwiesiwszy się na moim ramieniu, ruszył do wyjścia. Podeszliśmy do jego auta, zaparkowanego nieopodal i tam zaczęła się nasza poważna rozmowa:

- Właściwie, dlaczego się z nią spotkałeś? Od razu po wywiadzie wybyłeś jak szalony, prawie wykopałeś nas z auta…

- Wiesz, musiałem z nią szczerze pogadać. I chyba mi się udało – Louis zrobił tajemniczą minę, a ja posłałem mu pytający wzrok, a on tylko parsknął śmiechem.

 Cały on.

- Sam się jej zapytaj. Ja nic nie powiem.

Ściągnąłem brwi z niezadowolenia. Nie chciałem oskarżać Lou o nic, ale mimo wszystko poczułem ukłucie… zazdrości? Wiem, że nie byłby taki i nie podrywałby dziewczyny, która mi się podoba. To mój najlepszy kumpel. Przecież mamy bromance!

- Ale jesteś, kochanie! Nie odzywam się do ciebie! – skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej, wzdychając.
- Przykro mi, Hazza, ale nawet twoja szczenięca minka na mnie nie działa, nawet ta drgająca warga! – zachichotał Lou, parodiując mnie – Na nią może tak, ale powiedziałem, że masz się jej zapytać.

- Jesteś okrutny, wiesz?

- Ale i tak mnie kochasz.

- Ano, fakt, kocham.

Uśmiechnąłem się do siebie i wyprostowałem w siedzeniu. Trzeba było się przygotować na spotkanie z moim przeznaczeniem o wdzięcznym imieniu Chloe…

***

Wzdrygnęła się, gdy niechcący włożyłam sobie szczoteczkę od mascary prosto w oko. Zaklęłam i starałam się nie mrugać. Dlaczego tak się malowałam, skoro nikt poza Liamem i Harrym mnie nie zobaczy? Właśnie, Harry. Aż się wzdrygnęłam, gdy przypomniało mi się, jak spojrzał na mnie dzisiaj. Jakbym była jego centrum wszechświata. Haha, bardzo dobry żart, Chloe, ale próbuj dalej, a może wyprodukujesz cos bardziej śmiesznego.

Ubrałam się w legginsy, moje stare buty do jazdy konnej, które wygrzebałam z dna szafy oraz specjalną kamizelkę do jazdy. Na to miałam mieć nałożoną kurtkę. Nie był to zbyt seksowny zestaw, ale przynajmniej będę bezpieczna na koniu.

Coś za coś, pomyślałam, robiąc sobie koński ogon i patrząc na zegarek. Musiałam w trybie natychmiastowym wychodzić z domu, jeśli miałam zdążyć na autobus w tamte okolice. Wepchnęłam wszystko w kieszenie kurtki, owinęłam kilka razy szyję szalem i krzycząc do mamy, że wychodzę, trzasnęłam drzwiami i popędziłam jak głupia na przystanek.

Na szczęście byłam jeszcze przed czasem, co mnie niezmiernie ucieszyło. Wpakowałam się do niego, ciesząc się jak głupia, że miałam gdzie usiąść – nikogo prawie nie było, więc nałożyłam słuchawki i puściłam piosenkę, która chodziła mimo głowie już od dłuższego czasu i miała trochę sprośny tekst:

Nossa, nossa , Assim você me mata, Ai Se Eu te pego, ai ai, se eu te pego…
 

Zaśmiałam się pod nosem i wysiadłam na moim przystanku, praktycznie pod stajnią. Od razu skierowałam się do hali, gdzie już przed otwarte drzwi zobaczyłam Niki i siedzącego na niej Liama. Klacz kłusowała wolno, machając ogonem, a mnie uderzył dobrze znany koński zapach. Zapukałam w drzwi hali i Liam obrócił głowę w moją stronę. Nie było przy nim Harry’ego.

- Hej! Louis powiedział, że wstąpisz popatrzeć jak sobie radzę – odezwał się, podjeżdżając bliżej – To, co, dasz mi prywatną lekcję?

- Zastanowię się – puściłam oczko i obejrzałam się dookoła.

- Szukasz Harry’ego, co? – czy on też wiedział o niecnym planie Lou?!

- Hę? – udałam zdezorientowaną, starając się powstrzymać szybko bijące serce.

- Jest w stajni, czyści konia dla ciebie.

Od kiedy Harry potrafi czyścić konie?, pomyślałam, mając dziwny wyraz na twarzy. Liam, zauważywszy to, zaśmiał się i wykonał tylko nawrót na główną ścieżkę hali.

- Stajnia A, boks drugi od prawej! – rzekł tylko, gdy zaczęłam się oddalać.

Rzeczywiście w boksie izabelowatego ogiera stał Harry, próbując go wyszczotkować, ale ten, co chwilę podgryzał jego czarną, skórzaną kurtkę. Przeczytałam imię konia (Pure Gold) i odezwałam się, starając nie zaśmiać, gdy Harry burczał pod nosem coś w stylu: „Głupi koń” i „Po co ja w ogóle tu jestem?!”.

- A robiłeś już zgrzebłem?

Harry podskoczył jak oparzony i zaklął pod nosem.

- Fuck, Chloe nie strasz mnie tak!

Po chwili jego twarz złagodniała i przygładził włosy, uśmiechając się do swoich butów.

- A co to zgrzebło?

-Taka gumowa szczotka. – wyjaśniłam, wchodząc do boksu, będąc strasznie blisko Harry’ego, aż stykaliśmy się (to, co, że przez kurtki!) ramionami. – Widzę, że całkiem nieźle ci idzie. Kopyta już czyściłeś?

- Nie, jeszcze nie. Nie za bardzo wiem, jak to się robi, a poza tym, boję się tej bestii.

Teoretycznie każde słowo, wypowiedziane przez Harry’ego powodowało lekki uśmiech na mojej twarzy.
Chwyciłam kopystkę, musząc otrzeć się o Harry’ego (przypadkiem, tak, przypadkiem, inaczej bym jej nie dosięgnęła!) i zaczęłam czyścić przednie kopyta ogiera, starając się nie myśleć o tej krótkiej chwili, gdy nasze ciała otarły się o siebie.

- No, jest gotowy, teraz uprząż… już wzięliście ją z siodlarni, czy muszę po nią iść?

- Jest tam – Harry wskazał drąg po przeciwnej stronie – Wziąć… to coś tam, co się wkłada mu na grzbiet?

- Hahaha, Harry, to jest siodło – nie mogła powstrzymać się od parsknięcia śmiechem – Ale najpierw zakłada się to na głowę. Ogłowie.

- Ogłowie – powtórzył Harry, a ja ponownie parsknęłam ze sposobu akcentowania sylab przez Harry’ego. – To takie z paskami?

Przytaknęłam głową i po piętnastu minutach Pure Gold stał już osiodłany i gotowy do wyjścia. Chwyciłam jego wodze i otworzyłam szerzej drzwiczki boksu, by się o nie, nie zahaczył i wyprowadziłam konia ze stajni, cały czas rozmawiając o czymś z Harrym. O czym? – nie miała pojęcia, ale jedno było pewne – mogłam gadać z nim godzinami o tym, jak robi się majonez albo w jakiej temperaturze hoduje się sałatę, a i tak było by idealnie. Przebywanie z nim jest tak oddychanie…

A miałam się przekonać, że nic do niego nie czuję…

Wsiadłam na Goldie (tak pieszczotliwie zaczęłam nazywać izabelowatego ogiera), gdy dotarliśmy do hali i jeździłam na nim godzinę. Liam skończył trzydzieści minut przede mną, ale i tak został i patrzył razem z Harrym na moje popisy. Świetnie się bawiłam, a Goldie okazał się typowym ogierem – pełnym temperamentu i nie uznającym ustępstw.

Wolałam nie myśleć, jak bardzo w tamtych momentach intensywnie zielone oczy Harry’ego patrzyły się na moją sylwetkę na koniu.

***

- Musimy to kiedyś powtórzyć – rzekł Liam, siedząc obok Harry’ego, który prowadził.

Silnik warknął i już mieliśmy wyjeżdżać, gdy za autem stanęła postać. Te workowane jeansy kogoś mi przypominały…

- Tarasujesz drogę, łomie! – krzyknął Harry, wychylając się przez okno i zamarł.

- Mam to gdzieś, chcę pogadać z Chloe. – głos Steve’a zmroził mnie niczym zimowe powietrze, ale musiałam być silna.

- Nie chcę z tobą rozmawiać! – odpowiedziałam mu, uchylając drzwi, do których podszedł.

Oparł się nonszalancko o auto, taksując mnie wzrokiem jak towar. Nic się nie zmienił.

- Uwierz mi, chcesz, Chloe.

- Nie. – powiedziałam, a Steve westchnął tetralnie.

- Wiesz, że nie lubię się powtarzać.

- Wiesz, że jestem uparta.

Jego oczy niebezpiecznie się zwęziły, a w moim umyśle zapaliła się czerwona lampka, mówiąca: UWAŻAJ!. Starałam się ją zignorować, ale Steve pochylił się nade mną i wyszeptał, że mam z nim iść. Odmówiłam.

- Dziwko, powiedziałem coś!

Zagotowało się we mnie, a po twarzy poleciały mi łzy złości. Nie miałam zamiaru pozwalać mu się tak traktować! Nie przy Liamie i Harrym! Wstałam, gotowa zaatakować go moimi ostrymi paznokciami, gdy nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi i nagły brak Harry’ego na siedzeniu kierowcy. Po chwili Steve był trzymany przez Loczka za szmaty i lekko uniesiony do góry. Na twarzy Harry’ego wściekłość przechodziła powoli w furię. Nigdy nie widziałam go takiego. Bałam się nie tyle o niego, co jego… Coś wycedził przez zaciśnięte zęby, a Steve odpowiedział mu równie ostro. Harry bez ostrzeżenia uderzył Steve’a , który uderzył plecami o drzwiczki, zatrzaskując je z trzaskiem. Krzyknęłam i podczas gdy Steve i Harry okładali się, wygramoliłam się z auta, tak samo jak Liam. Próbowaliśmy ich rozdzielić, ale udało się nam to dopiero po dziesięciu minutach. W tym czasie Harry zaliczył jedno kopnięcie w brzuch i zadrapanie na czole oraz rozcięcie wargi.

- Harry, proszę, przestań! – stanęłam pomiędzy nimi, patrząc prosto w oczy Harry’ego.

Dyszał wściekle, mając zaciśnięte ręce w pięści. Położyłam prawą dłoń na wysokości jego serca, czując jak wybija szaleńczy rytm. Harry odwrócił wzrok od Steve’a i patrzył na mnie, jakbym była centrum wszechświata. Ucieszyłam się, widząc, jak się uspokaja. Uśmiechnęłam się blado i wyszeptałam:

- Jedźmy już, proszę.

Harry westchnął, przeczesał ręką loki i wydał polecenie:

- Jedziemy.

-----------------------
Dziś są urodzinki Harry'ego! <3 Happy B-Day to you, my sweetheart! <3
Uff, to się rozpisałam.... mam nadzieję, że to docenicie i dostanę minimum 15 komentarzy? ;) Bo wejść jak na razie sporo, ale brak jakichkolwiek uwag :( No właśnie już 3,000 wejść, dzięki wam, jesteście wielcy!!! <3
Macie obiecaną przeze mnie perspektywę Harry'ego, ale to nie koniec, uwierzcie! Jesli macie propozycje a propo fabuły, piszcie! :)
Follow on twitter Pauline__1994

24 komentarze:

  1. no fajnie, czekam na nast rozdizłą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Yeah! To jest genialne;D Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuuuu była jatka^^ czekam co będzie dalej.Zapraszam do siebie na nowy odcinek http://dance-with-me-tonight.blogspot.com/ pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne <33 Ciekawe co będzie dalej z Chloe i Harrym :D
    (http://keepsmileandnevergiveup.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny..!
    Nie mogę się już doczekać następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny <33 !

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne to opowiadanie! :D

    wbij tez do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładnie piszesz. Jednym tchem przeczytałam wszystkie poprzednie rozdziały. oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ty tak mozesz ! Zawiesiłaś blog o Codym ;(( Tak sie wczytałam a ty!! < Foch 4ever >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, musiałam :( Nie mogę utrzymywać dwóch blogów jednocześnie.

      Usuń
  10. Błagaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaammmmmmmmmmmmmmm daj już następny rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  11. awwwwww! <33 najlepsze opowiadanie jakie czytałam!
    wbijaj też do mnie :>
    http://iloveharryandtwixes.blogspot.com/2012/02/prolog.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaje zaje !! . <3 czekam nooo <3 świetny świetny świetny !!! <3
    nn chcę . poproszęęęę .

    OdpowiedzUsuń
  13. boski blog i czekam na 9 rożdział ...musisz go dodavc jak naszybciej

    OdpowiedzUsuń
  14. Informuję, że na http://mrsashtomlinson.blogspot.com pojawił się nowy rozdział! Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania! ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Dodałam do obserwowanych, jeżeli nie masz nic przeciwko : ))
    Kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie! Dziękuję, czuję się wyróżniona :)

      Usuń
  16. Genialne opowiadanie !! Bajer !!

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytalam dzisiaj cale, powiem, ze jest wspaniale, naprawde. Chce wiecej i czekam z niecierpliwoscia na nastepne. Nie przezyje tego, jak ich rozdzielisz, ona musi zostac w Anglii. Nie ma innej opcji. A jak nie to sie tam do ciebie przejde! :D Sorry za moja pisownie, ale tymczasowo nie mam polskich znakow -.- No, moze i ja niedlugo zaloze swojego bloga o 1D <3

    OdpowiedzUsuń
  18. miałam już spać no! ale weszłam na twojego starego bloga, znalazłam link i czytałam. to opowiadanie ma to coś, co wywołuje u mnie uśmiech i ekscytację, czyli coś co lubię! i można się pośmiać. no i przekonujesz mnie do Harry'ego, który w ogóle mnie nie jara! więc jest super! <3 dodaj szybko następny rozdział. <3 xx

    OdpowiedzUsuń
  19. Ej ty weź zostań pisarką . To jest świetne , wspaniałe , genialne . :)

    zapraszam do mnie http://opowiadaniao1dgottabeyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. fajny blog . <33
    zapraszam do mnie . : )

    OdpowiedzUsuń
  21. wiem ze juz zakonczylas pisac ta historie ale moze tu jeszcze wejdziesz i zobaczysz ten komentarz.. :) no ale wracajac wlasnie trafilam na twoj blog i strasznie mi sie podoba opowiadanie nie moge sie oderwac a powinnam juz isc spac bo jtr bd jak zombie w szkloe no ale trudno chyba wole zarwac nocke dla takiej historii:))w dodatku jak opisujesz Chole "Wyglądała cudownie w tym pudrowo różowym sweterku, który tylko podkreślał jej urocze piegi, rozsiane na nosie i policzkach, jasną karnację i ciemnorude włosy. " dokkladnie opisujesz mnie ... nawet mialam dzsiaj na sobie pudrowo rozowy sweter ..hahah ;)
    /M.

    OdpowiedzUsuń