31.03.2012

Rozdział 19:" I pray to be only yours..."



Music


Właśnie nastał nowy, pierwszy dzień roku dwa tysiące dwanaście. Cieszyłam się z tego, bo nowy rok oznaczał zazwyczaj pozytywne zmiany. Taką też miałam nadzieję, gdy obudziłam się rankiem w ramionach Harry’ego, pamiętając jedynie przebłyski z poprzedniej, sylwestrowej nocy. Pamiętałam, że widziałam Zayna z jakąś malutką, rudą dziewczyną – szybko się „po mnie” pocieszył. Wydawali się dobrze bawić w swoim towarzystwie, co niezmiernie mnie cieszyło. Miałam sposobność z nią porozmawiać, ale była to jedynie wymiana kilku zdań, po czym wróciłam do bawienia się z Harrym. Było cudownie i śmiało mogłam rzec, że ten sylwester należał do najlepszych w moim życiu. Pewnie po części też dlatego, że spędziłam go z osobą, którą bezgranicznie kochałam.

Dogadywaliśmy się z Harrym bez słów, jakbyśmy byli dwoma połówkami tego samego jabłka. Byliśmy jak stare, dobre małżeństwo, które ma za sobą kilkunastoletni staż, chociaż nasza znajomość obejmowała niecały miesiąc. Widocznie byliśmy sobie przeznaczeni. Cały czas uśmiecham się, jak tylko to słyszę. Ja i przeznaczenie? Widocznie musiałam je tak bardzo obgadywać, że się na mnie odegrało – i zesłało mi Harry’ego, by potwierdzić, że jednak istnieje. I jest siłą, której nie można zwalczyć, a my jesteśmy jak w teatrum mundi*. Marionetki, same marionetki….”**

Przeciągnęłam się jak kotka, jednocześnie ściągając z siebie koc, którym byłam przykryta. Leżeliśmy na łóżku Harry’ego, a poranne światło padało na nas, idealnie oświetlając mi twarz mojego anioła stróża. Uśmiechnęłam się, mając trochę niewyspany wyraz twarzy (a jaki można mieć, jeśli nie spało się do piątej rano?!) i jęknęła, gdy coś strzeliło mi w barku. Uniosłam się na rękach i odgarnęłam zabłąkany kosmyk włosów z czoła Harry’ego, z czułością. Miałam to utracić już wkrótce…

Zamknęłam oczy, bo powstrzymać łzy i wstałam z łóżka, dziwiąc się, że nie mam kaca. Znaczy, nie aż tak strasznego. Prawie potknęła się o spodnie Harry’ego, leżące na podłodze. Westchnęłam i rzuciłam je na krzesło, widząc na nim jego koszulę. Kąciki ust mi zadrgały, gdy przez umysł przeszła mi myśl. Spałam w samej bieliźnie, mając oprócz tego cienką podkoszulkę. Zdjęłam ją przez głowę i położyłam na miejsce koszuli, którą zaczęłam ubierać, uprzednio… wąchając ją. Całkowicie przeszła jego zapachem, mocnym perfumem… Zapięłam ją tylko na trzy ostatnie guziki i chwiejnie zeszłam na dół, starając się bardzo uważać na schodach – z moją równowagą i zdolnością do wpadania w tarapaty musiałam być podwójnie ostrożna.

Zobaczyłam, że na kanapie w salonie spał Zayn, a na nim tamten mały rudzielec. Na imprezie wszędzie było jej pełno, więc mogłam powiedzieć, że przypominała mi takiego wesołego chochlika, który lata dookoła i szczerzy się do każdego, którego wzrok napotka. Zayn musiał znaleźć sobie jakąś dziewczynę. Nie chciała, by „tamta” sytuacja się powtórzyła. Skoro zeszliśmy się z Harrym, teraz nic nie może stanąć nam na przeszkodzie…

W kuchni siedziałam sama z godzinę, pijąc litrami wodę. Ustawiłam sobie krzesło tak, że promienie słońca padały idealnie na mnie, an moją twarz. Trzeba było się nimi rozkoszować, skoro już łaskawie postanowiły zaszczycić nas swoją obecnością, co nieczęsto zdarzało się w zimie. A do tego w Anglii. Słońce niezbyt lubił ten kraj, chyba, że akurat miało taką zachciankę, ale mimo wszystko kochałam Anglię, a w szczególności Londyn. On był moim domem. Prawdziwym domem. Polska nigdy nim nie była, taka smutna prawda, mimo, że spędziłam tam kilka lat i posługiwałam się płynnie polskim.

W końcu, rozległy się dziwne głosy w salonie, a ja mogłam być pewna, że Zayn i jego nowa przyjaciółka już wstali. Przez ściany słyszałam, jak się cicho śmieją, a potem rozwinęła się konwersacja:

- Co powiesz, żebyśmy skończyli to, co nam tak wczoraj brutalnie przerwał Liam? – usłyszałam głos Zayna, jak zwykle, lekko zachrypnięty od rana.

- Głupi jesteś, przecież tu śpią ludzie, usłyszą nas! – skarciła go ruda i po jęku Zayna, wywnioskowałam, że musiała go uderzyć w ramię.

- Boisz się, że doprowadzę cię do krzyku? – Zayn mruczał, ale i tak wszystko słyszałam; mimowolnie przełknęłam głośno ślinę. Wiedziałam przecież, co chcieli zrobić, a przynajmniej tak podpowiadała mi moja podświadomość. Kurde, brudne myśli, Chloe, zdecydowanie zbyt brudne!
 
Potem rozległ się odgłos całowania (to naprawdę tak słychać? Ciekawe, jak to było, gdy całowałam się z Hazzą… - możliwe też, że po prostu to wszystko wydawało się takie głośne, przez panującą ciszę) i ciche śmiechy. Wyobraziłam sobie, co tam zapewne się dzieje, ale czułam się, jakbym wstępowała do ich prywatnego świata. Ale nic nie mogłam poradzić, gdy usłyszałam zduszony jęk rudej, wskazujący na podniecenie. Od razu wyobraźnia podsunęła mi obraz siebie i Harry’ego na tej kanapie… nie, nie! Nie, Chloe, chociaż ty masz być porządna… taa, łatwo mówić, gdy w pokoju obok dochodzi do aktu seksualnego i nie można na to nic poradzić. Chociaż…

Zerwałam się z krzesła, trzymając butelkę wody w ręce i weszłam do salonu jak burza, zastając Zayna i dziewczynę w dosyć intymnej pozycji. Starałam się nie patrzeć na ręce Zayna zatopione w jej majtkach, więc zakryłam oczy ręką i rzekłam:

- Z łaski swej, może trochę ciszej! Nie wszyscy w tym domu mają kamienny sen! – i wyszła, zostawiając parę na kanapie, kierując się z powrotem do łóżka.

Harry nadal spał, ale widocznie tak się wierciłam, że obudził się, bo ziewnął i poruszył rękoma, wbijając we mnie swój senny wzrok.
 
- Dzień dobry.

- Dla kogo dobry, dla tego dobry – skrzywiłam się, wciąż mając obraz „salonowy” w głowie.

- Co się stało? – zapytał Harry, przyciągając mnie do siebie i całując w czoło czule.

- Powiedzmy, że Zayn znalazł sobie zabawkę poprzedniej nocy, a że Daddy przeszkodził im wczoraj w akcie miłosnym i do niczego ni doszło, to postanowili, że dokończą to dzisiaj na kanapie w salonie, a tak się składało, że ja siedziałam w kuchni i wszystko słyszałam, więc poszłam do nich, by oznajmić im, że są jeszcze inni ludzie oprócz nich, którzy nie śpią – mówiłam bez przerwy, na jednym wdechu – i zastałam ich… cóż… ręka Zayna zawędrowała zdecydowanie zbyt blisko krocza jego dziewczyny. A ja to wszystko widziałam.

Harry najpierw parzył na mnie przez chwilę, a potem zaśmiał się i zaczął tarzać na łóżku, nie przejmując się tym, że może kogoś obudzić swoim nagłym atakiem głupawki. Zmarszczyłam brwi, trochę zła – ja tu przeżywałam traumę, a on się jeszcze ze mnie bezczelnie naśmiewał? Niedoczekanie!
 
Wbiłam mu palce pomiędzy wystające żebra, a on zgiął się w pół.

- Nie tutaj, mam łaskotki! – zaczął się wydzierać jak szalony; zdziwiłam się – miało go trochę zaboleć, a nie łaskotać… czyżby ktoś miał tu skórę jak pancerz?

Nagle Harry unieruchomił moje nadgarstki, a ja poczułam jego oddech na mojej szyi. Zamarłam w oczekiwaniu an jego następny ruch; ten człowiek był tak nieprzewidywalny, że mógł zrobić dosłownie wszystko. Nawet coś niestosownego.

- Co byś powiedziała na to, by sprawdzić, czy to rzeczywiście takie odrażające? – spytał Harry, a ja, nie mogąc na niego spojrzeć, odpowiedziałam, a głos zadrżał mi lekko.

- Ale co?

Wzdrygnęłam się, gdy ręka Harry’ego przesunęła się po moim brzuchu w dół, aż poczułam motyle po nim latające i prawdopodobnie on też mógł je poczuć. Przełknęła głośno ślinę, nie wiedząc, czego się spodziewać. Harry naprawdę był w stanie to zrobić? Jeden z jego palców przejechał po gumce moich majtek, a ja spięłam się jeszcze bardziej. Harry, czując to, przestał poruszać palcem i szepnął:

- Powiedz, jeśli tego nie chcesz. Zrozumiem przecież.

Najgorsze w tym wszystkim był fakt, że ja właśnie tego chciałam. Cholernie chciałam, jak nigdy! Tylko świadomość, że na dole są Zayn i jego dziewczyna… jakoś dziwnie mnie spinało. A do tego, nie byłam pewna, czy jestem gotowa posunąć się dalej. Miesiąc, to naprawdę mało, patrząc z perspektywy związku. Ufałam Harry’emu i pożądałam go chyba najbardziej na świecie, chyba bardziej od jego napalonych fanek.

Zamiast odpowiedzieć, obdarowałam go delikatnym pocałunkiem i przycisnęłam jego rękę mocniej do mojego krocza. To było dziwne uczucie, biorąc pod uwagę, że był pierwszym, któremu pozwoliłam zajść tak daleko. Gdy wokoło mnie dziewczyny chwaliły się, z iloma kolesiami spały, często patrzyłam na nie z miną: „Bitches, please…”, bo one robiły to tylko dlatego, by zaliczyć jakiegoś fajnego chłopaka, a nie dlatego, że go kochały. Pewnie orgazmy też udawały.

Jęknęłam, czując dziwne podniecenie i przyjemność, rozlewającą się po moim ciele, gdy Harry powoli przejechał palcami po moich majtkach. Cały czas patrzył ma moje reakcje, co trochę mnie krępowało, więc zamknęłam mu usta pocałunkiem. Jego pierwszy palec prawie wślizgnął się w moje majtki, gdy…

- WSTAWAĆ PRZEPIÓRKI, KTOŚ MUSI ZROBIĆ NAM ŚNIADANIE! – ryknął Lou, a my oderwaliśmy się od siebie.

Lou posłał nam zdziwione spojrzenie, a potem zaczął się wydzierać jeszcze głośniej:

- JAKBY CO, NIE WCHODŹCIE DO POKOJU HARRY’EGO, BO ON ROBI CHLOE PALCÓWKĘ!

No to mogłam już zakładać papierową torbę na głowę…


-------------------------------------------

*teatrum mundi - średniowieczny motyw, mówiący o tym, że życie jest sceną, a my tylko aktorami, lalkami, którymi kierują siły wyższe. Chodzi w motywie o pokazanie przemijania i tego, że nie mamy wpływu na swoje losy, jesteśmy tylko martwymi marionetkami życia (definicję sama stworzyłam, bo chyba taka lepsza, niż sucha z wikipedii XD - miałem teatrum mundi w pierwszej klasie liceum, gdyż jestem na rozszerzonym polskim)
**"Marionetki, same marionetki..." - cytat (możliwe, że niedokładny, gdyż brałam go z pamięci XD) z książki pt. "Lalka". (ma nawiązanie - w pewnym sensie -  do teatrum mundi)

Hhahahaahahaa, śmiałam się jak pisałam ten rozdział, mimo, że piosenka do niego jest raczej wolna i romantyczna. Boże, Lou zawsze musi wchodzić w najmniej odpowiednim momencie, nie sądzicie? Ale to cały Lou! (I tak go kochamy!)

DOBILIŚCIE DO 29 TYS WYŚWIETLEŃ. I CANNOT BELIEVE IT! <3

Dzisiaj nie będę się rozwodzić nad niczym, jestem padnięta, a do tego ogarnięta przez totalny brak weny, więc wybaczcie, jeśli was zawiodłam tym rozdziałem. (Plus ze specjalną dedykacją dla @ZarrysLover, która lubi jak są ostre sceny -  tak, kochanie,  nadal myślę o twoim komentarzu o szybkim numerku, hahaha <3)

Follow @Pauline__1994 lub piszcie na 4441489 chętnie odpowiem na pytania :)


Zapraszam na mojego drugiego BLOGA

24.03.2012

Rozdział 18: "LUBIĘ PIEPRZYĆ LIAMA I PATRZEĆ JAK MI OBCIĄGA"


Tak, sylwester… dlaczego tak bardzo się nie cieszyłam? Kilka dni spędzonych z Harrym utwierdziło mnie, dlaczego tak bardzo go kocham, ale widząc Zayna, miałam jakieś podejrzenia i musiałam przyznać, że niezbyt komfortowo czułam się w jego towarzystwie, mimo, że on zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Nie wiedziałam, co mam myśleć na ten temat.

Na imprezę sylwestrową ubrałam się w obcisłą, czarna sukienkę, która zbyt długo leżała w mojej szafie zapomniana przeze mnie. Musiałam przyznać, że wyglądałam w niej nawet… ładnie. A do tego pod spód założyłam bieliznę od kochanej „rodzinki”, która naprawdę myślała, że jestem na tyle łatwa i od razu zaciągnę Harry’ego do łóżka. Fakt był taki, że nadal byłam dziewicą i raczej nie miałam doświadczenia w związkach damsko-męskich, ale to chyba nie była aż tak duża przeszkoda dla ludzi, którzy się kochają, co nie? Włosy rozpuściłam i zrobiłam lekki makijaż. Na nogach miałam szpilki, bo tym razem chciałam wyglądać naprawdę seksownie. Nie, żeby Harry był zazdrosny o innych, tylko, żeby on patrzył na mnie z pożądaniem.

Nadal zastanawiałam się nad naszym związkiem. Czy tak naprawdę ma szansę, skoro wyjeżdżam za góra trzy dni? Czy Harry wytrwa? Kochałam go bezgranicznie, ale martwiła się, że po prostu może stwierdzić, że woli mieć jakąś dziewczynę bliżej siebie i wyrzuci mnie do kosza na śmieci, jak starą, zepsutą zabawkę.

Obiecałam chłopakom, że wpadniemy wcześniej i pomożemy im wszystko poukładać, ale sprawy się pokomplikowały, bo okazało się, że Niall wyjadł połowę naszych zapasów i musieliśmy szybko jechać do sklepu. Co za żarłok, naprawdę… ale to w końcu cały, kochany Niall. Zayn robił za DJ’a, co mnie nie zdziwiło, Louis biegał po domu i zawieszał jakieś dziwne, kolorowe duperele, z irlandzką czapką na głowie (tak, czapką Nialla, którą podebrał mu z szafki) i z miną „feeling like a boss”. Oczywiście nie wyglądał na boss’a, ale nie mogłam wyrywać go z jego marzeń, więc nie raczyłam skomentować jego trochę głupawego zachowania – jeśli takie zachowanie można nazwać „tylko” głupawym. Ale to lubiłam w mojej „rodzince”. Ich różne głupawki naprawdę poprawiały humor, szczególnie, gdy nie potrafiłam pozbierać myśli i bawić się jak reszta. Aktualnie tak czułam się w tym momencie. Był Harry, byłam ja, Cynthia i chłopacy. Mój wyjazd wszystko psuł. Psuł mój idealnie ułożony świat.

Starałam się być na tyle szczęśliwa, na ile mogłam, ale mój ukrywany smutek nie uszedł uwadze Harry’emu, który cały czas badawczo mi się przyglądał. Podczas, gdy impreza się rozkręcała, ja usiadłam samotnie na balkonie, w kurtce Harry’ego, która pachniała jego perfumami. Piłam swoje czwarte piwo – wiedziałam, że jeśli nadal będę pić w takim tempie, to szybko padnę trupem, dlatego obiecałam sobie, że to będzie ostatnie, a potem odczekam z godzinę i zabiorę się za coś lepszego. Przed oczami majaczył mi drink, którego nazwy nie pamiętałam, ale którego robiło się z Tigera i wódki. Napój energetyzujący całkowicie zabijał nieprzyjemny smak wódki, dzięki czemu nawet nie czuło się, co tak naprawdę siedzi w tym drinku. Podczas, gdy ja rozmarzyłam się, Harry podszedł do mnie i objął od tyłu, całując w szyję. W jednej ręce trzymał swoją puszkę Jacka Danielsa z colą.

- Co tam, Chloe? Dlaczego tu siedzisz sama? – zamruczał mi do ucha, a po moim ciele przeszedł dreszcz.

- Nie wiem, nie nadaję się dziś do imprezowania – przyznałam, czując jak jego usta suną po mojej szyi powoli; przechyliłam głowę do tyłu. – Myślę o moim wyjeździe.

- Akurat, gdy masz się dobrze bawić? Nie ma mowy! – Harry przerwał całowanie mnie i pociągnął mnie za rękę, zachęcająco. – Wracajmy do reszty, co?

- Harry… - wstałam, ale nie ruszyłam się – Wiem, że mnie kochasz, ale boję się, że nasz związek nie wytrzyma odległości.

Harry zmarszczył brwi i westchnął. Przybliżył się do mnie i zamknął mnie w swoim relaksującym uścisku.
- Chloe, gdybyś wierzyła w nas, nawet byś nie pomyślała, że nasz związek może nie przetrwać – rzekł, a ja wyczułam w jego głosie nutkę smutku.

- Po prostu… boję się – wyznałam, wdychając jego zniewalający zapach – Boję się, że cię stracę. Jesteś gwiazdą, możesz mieć każdą dziewczynę, po co ci taka, która mieszka prawie na drugim końcu kontynentu…?

- Chloe, spójrz na mnie – poprosił, z łagodnością w głosie, a ja spojrzałam w jego zielone, hipnotyzujące tęczówki – Wiesz, jak bardzo cię kocham? Nawet bym nie pomyślał w taki sposób. To ty jesteś moją dziewczyną. Nigdy cię nie zostawię. Kocham cię.

Pocałował mnie namiętnie, jakby pocałunek miał być potwierdzeniem jego słów. Oddałam mu go śmiało, czując napływające pożądanie. Harry jednym muśnięciem potrafił postawić mnie na granicy wytrzymałości. Odsunęłam się od niego, patrząc na jego pytającą minę. Przejechałam wzrokiem po jego twarzy i po chwili uśmiechnęłam się promiennie. Harry był trochę zdezorientowany moją nagłą zmianą nastroju, ale my, kobiety czasami tak mamy.

- Chodźmy się bawić – rzekłam pewnie, chwytając go za rękę i ciągnąc w stronę drzwi balkonowych.

W środku już rozbrzmiewała głośna muzyka, przybyło paru gości. Większości kojarzyłam już z poprzedniej domówki, tylko miałam problem z zapamiętaniem imion, ale nie były one jakoś strasznie ważne, gdy i tak tylko się piło i tańczyło. Rzuciliśmy się z Hazzą na parkiet, schodząc czasami, by napić się czegoś. Powoli traciliśmy kontakt z rzeczywistością, jak większość ludzi. Tylko Liam zostawał w miarę trzeźwy ze względu na swoją jedną nerkę – ten to nie ma za dobrze, ale jak to się mówi, lepiej być trzeźwym z wyboru, niż z przymusu. Liam nigdy nie lubił za dużo pić. Wolał obywać się bez tego. Harry natomiast, gdy zaczynał, to naprawdę trudno było go odczepić od alkoholu, co chwilę wlewał w siebie jakieś dziwne drinki. Nawet ja nie potrafiłam go powstrzymać, chociaż zazwyczaj potrafiłam przemówić mu do rozsądku. 

Najgorsze zaczęło się, gdy wszyscy zebrali się, by zagrać w pytanie czy wyzwanie. Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Pierwszy kręcił Louis, który już zapewne miał w głowie jakieś wredne i ubliżające wyzwanie. Padło na Nialla. Louis uśmiechnął się zadziornie, pytając, co wybiera. Niall wybrał zadanie, a mina Lou przypominała mi minę seryjnego mordercy z taniego filmu sensacyjnego lub horroru.

- Masz wyjść w samych gaciach na balkon i krzyknąć: LUBIĘ PIEPRZYĆ LIAMA I PATRZEĆ JAK MI OBCIĄGA – zaśmiał się złowieszczo Louis, a wszyscy spojrzeli na Liama.

Liam był cały czerwony na twarzy i starał się schować za plecami Zayna, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Rozległy się pojedyncze śmiechy, a potem wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w kierunku Nialla, który przyjął rzuconą mu rękawicę i zaczął się rozbierać. Widziałam świecące się oczy Cynthii i tylko zaśmiałam się pod nosem. Dosłownie pożerała go wzrokiem, gdy stanął przed gromadą ludzi w samych bokserkach, pusząc się jak prawdziwy samiec i dziarskim krokiem poszedł w stronę balkonu. Reszta podążyła za nim, chcąc wiedzieć, czy rzeczywiście wykona zadanie. Stanął tak, w samym środku nocy, prawie nagi i nabrał powietrza, by po chwili ryknąć ja lew:

- LUBIĘ PIEPRZYĆ LIAMA I PATRZEĆ JAK MI OBCIĄGA! YEAH, BUDDY!

Zaczęliśmy mu klaskać, by po chwili wrócić do salonu, by Niall zakręcił butelką. Widziałam, jak niebezpiecznie zaczęła się do mnie przybliżać. Wzrokiem starałam się ją jakoś odgonić, ale niestety, padło na mnie.

- To ja chyba wezmę pytanie – zawahałam się, gdy usłyszałam, jak „widownia” zrobiła przeciągły jęk.

- No weź, Chloe, ZADANIE! – poprosił mnie Lou, kładąc mi głowę na kolanach (zapomniałam wspomnieć, że siedzieliśmy na podłodze w kółeczku) i patrząc na mnie uroczo. – NA SPONTANA, BABY!

- Dobra, zadanie – dałam się przekonać, wiedząc, że będę tego żałować.

- ZEDRZYJ Z HARRY’EGO KOSZULKĘ I UDAWAJ, ŻE ZAJEŻDŻASZ GO NA ŚMIERĆ! – krzyknął Niall, a Louis poderwał się protestując.

- Chwila, chwila, drodzy państwo, on może tylko MNIE ujeżdżać, czyżbyś zapomniał Nialerku ty mój kochany?

- Jakżebym śmiał milordzie – Niall pokładał się ze śmiechu na podłodze, podzas gdy ja wpatrywałam się niepewnie w Harry’ego.

Widziałam w jego oczach dziwny, niewytłumaczalny blask, ale nie chciałam się zatracać w przemyśleniach, szczególnie, gdy miałam zadanie do wykonania. Miałam wrażenie, że on tego chce, ale lepiej było nie dorabiać sobie dodatkowych teorii na ten temat, więc usiadłam Harry’emu na kolanach okrakiem, patrząc mu w oczy, podczas, gdy inni krzyczeli: „Gorzko, gorzko!”. Wycisnęłam na ustach Harry’ego lekki pocałunek, a w momencie, kiedy się od niego odrywałam, on wplótł rękę w moje włosy i jeszcze raz złączył nasze wargi w pocałunku. Jęknęłam, czując, jak przyciąga mnie do siebie tak, że stykaliśmy się ciałami w chyba w wszystkich możliwych miejscach. Automatycznie przypomniał mi się tamten ranek i pobudka… coś w moim podbrzuszu przekręciło się i poczułam dziwną falę, rozlewającą się po moim ciele na samo wspomnienie tamtego poranka; zadrżałam, co nie uszło uwadze Harryego. Przesunął rękoma po moich plecach w uspokajającym geście i wszystko nagle jakby wokół nas się rozpłynęło, zostaliśmy tylko my. Musnęłam ponownie jego usta, które w tamtym momencie smakowały naprawdę dobrze i zatraciłam się tak bardzo, że dopiero po chwili się od niego oderwałam, „obudzona” przez krzyki Nialla:

- Dajesz, Chloe!

Westchnęłam i uniosłam wyżej biodra, patrząc Harry’emu w oczy. Nie wiedziałam, jak t wszystko zacząć. Harry przesunął ręką tak, że jego zimne palce znajdowały się na wewnętrznej stronie moich ud, strasznie blisko czegoś, czego na razie wolałam, by nie dotykał. Ale mimo wszystko sama świadomość, że jest tak blisko mnie i ma dostęp do tych części mojego ciała, do których nikt inny nie ma, wprawiała mnie w dziwny stan… podniecenia. Harry zaczął mnie łaskotać po wnętrzu uda, a z pomiędzy moich ust wydobył się przeciągły jęk. Nie obchodziło nas to, że ktoś na nas patrzy. Zaczęłam swoją grę. Udawałam, że kochamy się namiętnie (pomijając fakt, że byliśmy w ubraniach, ale co tam…), aż Liam stwierdził, że już dosyć, bo zaraz rzeczywiście zrobimy coś nieprzyzwoitego i to przy wszystkich.

Byłam zmęczona i starałam się dać znak Harry’emu, żebyśmy się oddalili od reszty. Harry, jakby czytając mi w myślach, wyszeptał mi do ucha:

- Balkon?

Pokiwałam potakująco głową i wstaliśmy, odprowadzani gwizdami i komentarzami, że pewnie tak się teraz rozpaliliśmy, to idziemy na szybki numerek przed północą… No tak, niedługo miał być już nowy rok… jak ten czas szybko leci. Rok dwa tysiące dwanaście miał rozpocząć się za niecałe dwadzieścia minut… a ja nadal żyłam wspomnieniami z roku ubiegłego.

Usiedliśmy na balkonie, a Harry opatulił nas kocem. Rozsiedliśmy się na ławce, a ja poczuła zimny podmuch wiatru i wtuliłam się jak mała małpka w ramiona Harry’ego. Było mi tak naprawdę dobrze, mogłam przynajmniej zapomnieć o rzeczach, które normalnie zaprzątają mi głowę i spędzają sen z powiek. Trwaliśmy tak, rozkoszując się tą nocą, tą ciszą, a ja poprosiłam w duchu, bym nigdy nie budziła się z tego snu, bym pozostała w ramionach Harry’ego na zawsze, by już nigdy nie pozwolił mi odejść…

Mimowolnie westchnęłam, a Harry spojrzał na mnie, uśmiechając się szelmowsko, co spowodowało u mnie przynajmniej zawał serca i śmierć kliniczną na miejscu.

- Harry Stylesie, jesteś za słodki! – rzekłam z „wyrzutem”, a Harry zaśmiał się cicho. – Idź być słodkim gdzie indziej!

- A nie mogę być słodkim tutaj? – zrobił szczenięce oczka – Wiem, że nie możesz się mi oprzeć…

- Poprawka – nie mogę ci się oprzeć, gdy mnie całujesz lub masz na sobie tylko bokserki – odpowiedziałam, trącając jego nos swoim, widząc jak od uśmiechu pojawiają się w jego policzkach te dwa urocze dołeczki – Mój aniele stróżu.

- Teraz jest chwila, kiedy mam zacząć wyliczać jak cię nazywam? – spytał całkiem poważnie Harry – co powiesz na: misiu, kochanie, złotko, skarbie, pszczółko, żelku, słońce….

- Żelku? – uniosłam jedną brew, gdy nagle rozległo się odliczanie; co, już? Tak szybko?

Harry zachichotał i pocałował mnie przelotnie.

Pięć.

- Wiem co zrobić by jednocześnie dobrze zakończyć nowy rok i rozpocząć następny – wyszeptał mi do ucha.

Cztery.

- Serio? Jaki?

Trzy.

Harry nic nie odpowiedział, tylko zaczął mnie całować w ten zapierający dech piersiach sposób. Zanurzył dłonie w moje włosy, a ja oparłam ręce na jego klatce piersiowej.

Dwa.

Przygryzłam jego dolną wargę, a Harry wydał lekki pomruk zaskoczenia. Uśmiechnęłam się przez pocałunek z jego reakcji.

Jeden.

Kolejny pocałunek, kolejny pożar, wzniecony na mojej skórze… Dotknęłam palcami prawej ręki jego szyi, nadal nie przestając ocierać swoich ust o jego. To było zbyt magiczne, zbyt uzależniające, by przestać tak szybko.

Zero.

Rozległy się krzyki z domu i wszyscy wpadli sobie w objęcia. Zaczął się nowy rok. Nowa historia, nowa ja. O tak, wszystko miało się zmienić. Ja miałam się zmienić. Przerwałam nasz pocałunek, patrząc na Harry’ego z czułością, a potem oparła swoje czoło o jego.

Jedna rzecz jednak miała pozostać bez zmian…
- Kocham cię.

- Ja ciebie też…


-----------------------------------------------

I takim oto strasznie uroczym i ckliwym akcentem kończę rozdział 18. Trolololo, ja nie mogę, mimo, że na początku go nie lubiłam to teraz uważam, że nie jest taki zły! Jest nawet... niezły. I już mam plan na następne rozdziały, obiecuję, że będzie się działo! Harry i Chloe to prawdziwa mieszanka wybuchowa, szczególnie jak zaczną się nudzić...

ANYWAY, CHCĘ PODZIĘKOWAĆ ZA PONAD 25 TYS WEJŚĆ (TO PRAWIE 5 TYS WEJŚĆ OD MOJEGO OST WPISU! WOW, SZALEŃSTWO!) JESTEM NAPRAWDĘ NIEZMIERNIE I NIEWYMOWNIE WDZIĘCZNA ZA TO, ŻE CZYTACIE MOJE WYPOCINY I CHCE SIĘ WAM KOMENTOWAĆ. LOVE YA ALL. <3

Dziękuję @Moonica_xoxo za nasze "produktywne" rozmowy na gg (KOCHANIE <3) i oczywiście Lexie (twoja postać pojawi się niebawem, obiecuję!) za rozmowy na tt. Nie mogłabym oczywiście nie wspomnieć o mojej @ZarrysLover którą darzę miłością namiętną i nieograniczoną (dzięki za nazwanie dziecka Meg moim imieniem! xx).

TEN ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA WSZYSTKICH CZYTELNICZEK. TO WSZYSTKO DLA WAS <3

Follow @Pauline__1994 albo napisz na 4441489, chętnie odpowiem na ewentualne pytania :)

ZAPRASZAM TEŻ NA MOJEGO DRUGIEGO BLOGA KLIK

Do napisania, moje drogie! Dobijecie przynajmniej do 20 komentarzy? ;>

23.03.2012

MÓJ DRUGI BLOG

TROLOLOLO POSTANOWIŁAM ZAŁOŻYĆ BLOGA O MNIEJ LEKKIEJ TEMATYCE, ALE RÓWNIEŻ Z ONE DIRECTION W ROLI GŁÓWNEJ. WPADAJCIE, DODAWAJCIE SIĘ DO OBSERWATORÓW I KOMENTUJCIE! TO NAPRAWDĘ NIEZŁA HISTORIA :)

LINK DO BLOGA 

NOWA NOTKA NA TYM BLOGU POJAWI SIĘ DZISIAJ ALBO JUTRO Z BRAKU WENY ;( PREPRASZAM!





xxoo

16.03.2012

Rozdział 17: "Każdy bad boy zostaje bad boyem..."


Stanęłam jak zaklęta, wpatrując się w nagą sylwetkę Harry’ego jak zahipnotyzowana. Nie miałam pojęcia, co mną kieruje. Raczej nieczęsto spotykałam nagich facetów na swojej drodze, a ich budowy uczyłam się tylko na lekcjach biologii, które do fascynujących nie należały, wręcz przeciwnie, czasami trochę na nich zasypiałam.  Nigdy jednak nie myślałam, ba nawet nie śniłam, by zobaczyć Harry’ego jak go pan bóg stworzył. A teraz sunęłam łapczywie po jego ciele, napawając się jego każdą niedoskonałością, lub doskonałością, zależy, na co natrafiałam. Sunęłam wzrokiem po jego ramionach, smukłej szyi… Świetnie, wychodziło na to, że jestem niezłym zboczuchem.

Harry obrócił się do mnie przodem, a na jego twarzy malował się nie tyle, szok, co zaskoczenie. Pewnie, dlatego, że każda normalna dziewczyna zaczęłaby piszczeć jak opętana i uciekła z pokoju, zawodząc. Mnie osobiście nagość jakoś bardzo nie krępowała, przynajmniej nie na tyle, by uciekać.

Z tego letargu obudził mnie jego nieśmiały uśmiech.

- Mam zamknąć oczy? – czułam się tak, jakbym miała nagle zemdleć od nadmiaru doskonałości.

Harry mrugnął.

- Ciebie to nie krępuje, że jestem nagi? – zapytał strasznie cicho, patrząc mi w oczy.

Wzruszyłam ramionami, a w środku mnie aż gotowało się, ale starałam się to zignorować. Harry podszedł do mnie bliżej, a ja starłam nie patrzeć się w „tamto” miejsce, dlatego też cały czas patrzyłam mu w oczy. Nie miałam również pojęcia, dlaczego się do mnie zbliża, ale logika jakby ze mnie wyparowała razem ze zdrowym rozsądkiem. Harry zawahał się, nie wiedząc dokładnie, co ma zrobić. Chwycił moją rękę, nadal nie odrywając ode mnie wzroku. Nie mogąc się powstrzymać, przejechałam otwartą ręką po jego klatce piersiowej znacząc na niej dziwne, niewidzialne znaki. Miałam wrażenie, że jego skóra kopie prądem, jakby była naelektryzowana.

- Mam przestać? – zobaczyłam, jak Harry nerwowo przełyka ślinę.

- Boję się, że gdy nie przestaniesz, to… - urwał w połowie zdania, patrząc gdzieś w bok.

- Och – odszepnęłam i opuściłam rękę – Przepraszam.

- Nie, to ja przepraszam, powinienem bardziej się kontrolować – skierował się ponownie do szafy, puszczając moją rękę, wyjmując z niej białą koszulę i czarne jeansy. Ubrał bokserki, podkoszulkę, a ja zorientowałam się, że nadal stoję w bieliźnie.

Ogarnęłam włosy i ubrałam na siebie moją beżową, dzianinową sukienkę, która podkreślała moją talię. Podwinęłam rękawy tak, by miały długość ¾ i wyjęłam szczotkę z walizki, chcąc rozczesać moje włosy, które już skręciły się w kudły. Z westchnieniem podeszłam do lustra i zaczęłam z pasją je czesać, czasami sykając. Poczułam jak czyjeś ręce powstrzymują mnie i wytrącają mi szczotkę z ręki. W odbiciu lustra zobaczyłam Harry’ego, który chwycił moje włosy i zaczął dokładnie rozczesywać, z uśmiechem na ustach.

- Nie do wiary, że nadal masz takie grube włosy, mimo, że tak je maltretujesz podczas czesania – mruknął Harry, patrząc na mnie.

- Nie maltretuję, po prostu one strasznie się kołtunią. Dostaję przez to kociokwiku – burknęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

Harry zachichotał.

- Kociokwiku? – wypowiedział to słowo z dziwnym akcentem, wypowiadając każdą sylabę osobno.

- To takie polskie wyrażenie. Dostać kociokwiku, oznacza dostać szału – wyjaśniłam, a Harry nadal się chichrał jak głupi.

- Nawet jak się złościsz jesteś urocza… i nie zaprzeczaj! – dodał szybko Harry, widząc, jak otwieram usta, by coś powiedzieć.

Harry rozczesał mi włosy, a potem, mimo moich protestów, wysuszył, świetnie się przy tym bawiąc. Patrzył jak robię sobie delikatny makijaż, a potem zaczął bawić się moją czerwoną szminką, pisząc na lustrze w łazience: ”Harry to sexy dupa”, z czego oboje strasznie się śmialiśmy. Nie mogłam przecież zaprzeczyć. Harry należał do tych zdecydowanie seksownych. W końcu, około siódmej zeszliśmy na dół, do salonu, gdzie czekała już na nas reszta. Widocznie tylko my grzebaliśmy się z przygotowaniami, dlatego też przeprosiliśmy za spóźnienie i zaczęliśmy świętować. Rodzina Harry’ego zrobiła nam niespodziankę w postaci opłatka, którego normalnie nie ma w tradycji angielskiej. Zdziwił ich zwyczaj łamania się opłatkiem, ale stwierdzili, że ja i moja mama możemy być ucieszne taką niespodzianką. I rzeczywiście byliśmy.

Po rozdaniu opłatków, pierwszą osobą, która do mnie podeszła, była Gemma, życząc mi powodzenia z Harrym i pięknych, malutkich Stylesów. Następnie wymieniłam się życzeniami z państwem Styles, potem z moją mamą (stwierdziłyśmy, że możemy zrobić to po polsku, żeby nadać tej chwili bardziej uroczysty wymiar), a na końcu z Harrym, który chwycił mnie za rękę i chwilę zbierał się, by powiedzieć wszystko sensownie:

- Życzę ci wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, więcej chwil ze mną, twoim ideałem. Żebyś się mną nie znudziła i nie marudziła, jak będę odwalał jakieś dziwactwa, byś nie wstydziła się ze mną pokazywać, byś kochała mnie tak mocno, jak ja ciebie. Kocham cię.

Chyba po raz pierwszy powiedział, że mnie kocha…

- Harry… - łzy napłynęły mi do oczu, a Harry starł je delikatnie z moich policzków, tak, żeby makijaż mi się nie rozmazał – Też cię kocham, ty mój poprańcu, nawet gdy odwalasz taniec kaczki na imprezie i straszysz mnie, wychodząc zza rogu ze straszną mina mordercy. Kocham twoje kanapki i budzenie… życzę ci, żebyś ze mną wytrzymał, bo niewielu się to udało. I żebyś nie przestawał mnie kochać.
Zamiast przełamać opłatek, pocałowaliśmy się namiętnie, nie zważając na resztę.

W tamtym momencie przekonałam się… znalazłam moje szczęście. I za nic w świecie nie chciałam go wypuszczać.

***


Obudziły mnie pierwsze promienie zimowego słońca i czyjeś miękkie usta na mojej szyi. Chwila musiała minąć, bym sobie przypomniała, gdzie jestem. No tak, dom Harry’ego, łóżko Harry’ego, które dzielę z Harrym… Uśmiechnęłam się, gdy ta myśl formułowała się w mojej głowie i zaśmiałam się cicho, gdy jego bujne loki zaczęły łaskotać moją szyję. Kołdra zasłaniała mi widoki, a do tego byłam odwrócona do niego tyłem, więc nie miałam pojęcia, jaką ma intencję – co można było łatwo wyczytać z jego twarzy.

- Mam przestać? – zamruczał Harry, oplatając rękoma moją talię.

- Nie, mocniej – wyszeptałam, obracając się do niego przodem.

Zamknęłam oczy, czując usta Harry’ego na mojej szyi i jego ręce na moich plecach. Wsunął je pod moja satynową piżamę, kreśląc kółeczka przy kręgosłupie, co było naprawdę odprężające. Trwałam tak w tym błogostanie i chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. Jego wargi sunęły coraz niżej i niżej, zatrzymując się na obojczyku, a ja zauważyłam, że mój oddech przyśpieszył, a mięśnie nienaturalnie się napięły. Jęknęłam, gdy poczułam jak wargi Harry’ego suną jeszcze niżej, do przerwy pomiędzy moimi piersiami. Mimowolnie wygięłam się lekko, przywierając do Harry’ego jeszcze ściślej. Takiej pobudki jeszcze nie miałam w całym swoim życiu, ale spodobała mi się na tyle, że chciałabym mieć ją codziennie rano. Jedna z rąk Harry’ego przeniosła się powoli z moich pleców na moje udo, a w moim umyśle pojawiły się dziwne myśli. Harry poprawił się tak, że stykaliśmy się chyba we wszystkich możliwych miejscach. Czułam jak jego przyrodzenie unosi się… co mimowolnie mi się podobało. Sama myśl, że tak na niego działam, była nawet… podbudowująca.

Zamarliśmy, gdy rozległo się ciche pukanie do drzwi, a potem odskoczyliśmy od siebie, a Harry biegiem podszedł je otworzyć. Odkluczył je (czyżby wcześniej już planował taka pobudkę?) i przywitał się ze swoją mamą, która stanęła we framudze, trzymając dwa kubki  -jeden z kawą, zapewnie dla mnie i jeden dla Harolda.

- Dzięki mamo – pocałował ją w policzek i wziął od niej kubki  -I dzień dobry.

- Dzień dobry, kochanie – Anne uśmiechnęła się promiennie i wychyliła się, by zobaczyć, czy nadal śpię.

- Dzień dobry pani – mój głos nadal był zachrypnięty, ale zawsze tak miałam od rana.

- Dzień dobry, Chloe – odpowiedziała mi z uśmiechem i poszła sobie.

Harry postawił kubki na stoliku nocnym i ze stęknięciem usadowił się obok mnie.

- To gdzie skończyliśmy? – zapytał, poruszając znacząco brwiami.

Uderzyłam go lekko w klatkę piersiową, śmiejąc się, a potem zakryłam się kołdrą.

- Skończyliśmy na tym, że strasznie chcę wypić to, co przygotowała nam twoja mama –droczyłam się z nim, a Harry zrobił minę zbitego psiaka.

Pocałowałam go delikatnie, a on rozchylił szerzej wargi, chcąc więcej. Odwzajemniłam pocałunek, a potem odsunęłam go lekko, podśmiechując się pod nosem. Harry posłał mi pytające spojrzenie.

- Nie teraz, dobrze? Wolałabym, by nikt nas nie przyłapał – wyszeptałam mu do ucha i miałam wrażenie, że na ciele Harry’ego pojawia się gęsia skórka.

- Będę czekał, nawet do końca świata. – odszepnął, całując mnie czule w czoło.

Mimo, że znaliśmy się tak krótko miałam wrażenie, że zostaliśmy dla siebie stworzeni. Dziwne, nieprawdaż? Upiłam łyk kawy, którą przygotowała Anne i patrzyłam, jak Harry z zapamiętaniem bawi się łyżeczką w swoim kubku. Nie chciałam tak tego wszystkiego zostawiać. Jego… mojej nowej rodziny składającej się z pięciu narwanych chłopaków.

Musiałam coś zrobić.

Harry widząc, że zatapiam się w myślach, pogłaskał mnie po policzku, a ja wzdrygnęłam się, a potem obróciłam głową tak, że jego kciuk spoczął na mojej dolnej wardze. Nie mogłam tego stracić… Harry znowu pochylił się i musnął moje wargi, jakby upewniał się, że naprawdę tam jestem. Przysunęłam się do niego i oparłam się plecami o jego klatkę piersiową. Harry objął mnie i tak trwaliśmy w ciszy, pijąc. Nie była to nerwowa cisza, wręcz przeciwnie. Z Harrym mogłam milczeć, bo potrafiliśmy zrozumieć się bez słów.

Na mojej twarzy zabłąkał się cień uśmiechu, gdy Harry dotknął wargami mojego gołego ramienia. Mój żołądek zawiązał się na supeł. Harry działał na mnie jak narkotyk, ale podobało mi się to.

- Kocham cię – powiedział poważnym tonem – Zawsze będę. Wierzysz mi?

- Wierzę – rzekłam, zamykając oczy – Też cię kocham. 

- Ale nikt nie może cię kochać mocniej ode mnie – wtrącił Harry, a ja parsknęłam śmiechem – I z czego się śmiejesz? Taka prawda!

- Wariat.

- Ale twój wariat.

***


- Stęskniłem sięęęęę! – wydarł się Lou, ściskając mnie mocno, tak mocno, że nawet nie mogłam złapać tchu.

- Zostaw ją, bo młodo zostanę wdowcem! – zaśmiał się Harry, widząc, że oczy wychodzą mi z orbit, gdy Lou mnie ściskał.

Ledwo zdążyłam wziąć jeden wdech, już Zayn chwycił mnie w ramiona, mierzwiąc mi włosy, za co oberwał po głowie. Mogłam doszukiwać się czegoś innego w tym uścisku, gdyż jego ręce spoczęły trochę za nisko, ale nie miałam zamiaru dorabiać sobie niestworzonych torii. Lepiej nie psuć tego, co mam. Może po prostu tak mu się ręce ułożyły? Z uścisku Zayna wyrwali mnie Liam i Niall, dusząc nie mniej niż Lou. Co ja z nimi mam? Niall po chwili uniósł mnie wysoko i zakręcił mną wokół własnej osi, a ja zaśmiałam się gromko. Jak ja stęskniłam się za swoimi niewyżytymi braćmi…

Po chwili padłam Cynthii w ramiona. Za nią stęskniłam się najbardziej. Była przecież jak moja siostra od wielu lat. Zobaczyłam, że zrobiła sobie trochę jaśniejsze pasemka, ale wyglądała cudownie. Jak zwykle.

- Jak miło, że was wszystkich mam – stwierdziłam, gdy weszliśmy do domu piątki, sadowiąc się w salonie, na kanapach.

- Cieszymy się, że mamy ciebieeee! – wydarł się Lou, po chwili uciszony przez Liama, karcącym spojrzeniem – Mam kolejną siostrę do kompletu.

- Louis! – skarcił go Liam, a ten ucichł.

Pokręciłam głową, uśmiechając się. Znalazłam swoje miejsce na tym dziwnym świecie.

- A właśnie, kochani, co z sylwestrem? – zapytałam, czując jak Harry jeździ kciukiem po mojej dłoni.

- PARTY HARD U NAS, YEAHHHH! – widocznie Louis najadł się za dużo środków pobudzających, bo latał po całym domu, udając samolot szybowcowy przy akompaniamencie zaraźliwego śmiechu Nialla.

- Czujcie się zaproszone – rzekł Liam, patrząc na mnie i na Cynthię. – Bez was nie ma imprezy.

- Tylko błagam, bez tańca kaczek – jęknęła Cynthia, a po salonie rozległy się nasze pomieszane śmiechy.

Obojętnie, na co wpadną nasi chłopcy, czułam, że impreza sylwestrowa może okazać się jeszcze bardziej dzika od tej, którą urządzili przed świętami. Katem oka zerknęłam na uśmiechniętego dziwnie Zayna. Chcąc nie chcąc, musiałam za wszelką cenę uniknąć czegoś takiego, jak na poprzedniej imprezie, dla dobra zespołu i mojego związku z Harrym. Wiem, że Zayn już przeprosił, ale coś we wnętrzu mnie krzyczało, by tak bardzo mu nie ufać. W końcu… każdy bad boy zostaje bad boyem, obojętnie jak bardzo stara się ukrywać i nie szaleć.


---------------------------------------------------
ZAPRASZAM NA MOJEGO DRUGIEGO BLOGA

Trochę erotyczności, specjalnie dla mojej @ZarrsyLover <3 (aka just me)

Chciałam wam podziękować za te wszystkie ciepłe słowa, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Specjalne podziękowania dla Avicii i Najimi (kurde, musimy przedyskutować małe co nieco, a propo wątku ZAYNA! Ale to na gg XD) popłakałam się normalnie. <3 Love ya all.

Więc, pewnie pojawią się niedługo pytania, co z pierwszym razem Harry'ego i Chloe. Powiedzmy, że uwielbiam pisać takie sceny i opiszę ją ze szczegółami. Prawdopodobnie poświęce na to nawet dwa rozdziały, nie wiem XD Tak, dziwne, ale to cała ja O.o

KURDE, DZIĘKUJĘ, 40 OBSERWUJĄCYCH I 20 TYS WYŚWIETLEŃ, TAŃCZĘ DLA WAS WSZYSTKICH INBETWEENER DANCE! <3

Follow @Pauline__1994 lub napisz 4441489 chętnie odpowiem na pytania :)

DO NAPISANIA, MOJE DROGIE! <3

10.03.2012

Rozdział 16: "Urwałam, widząc, że Harry grzebie w swojej szafie, stojąc przed nią całkiem nagi…"



Tak, nas wielki dzień! Wigilia! Wszystko było dopięte na ostatni guzik i byłoby wręcz idealnie, gdyby nie fakt, że cholernie się denerwowałam i nie mogłam nadarzyć z pesymistycznymi wersjami tych trzech dni bez chłopaków i Cynthii, a zamiast nich mając przed sobą rodzinę Harry’ego i moją mamę, oczywiście „żywo” rozmawiającą, a mówąc „żywo” w tym kontekście mam na myśli kompletnie martwą ciszę i siedzenie jak na szpilkach.

Spakowana i ładnie ubrana, dokładnie dwudziestego trzeciego grudnia, siedziałam na parapecie hotelowego okna i czekałam na mojego księcia. Tak, mojego. Nareszcie mogłam to powiedzieć bez jakiegokolwiek zająknięcia, czy zawahania. Byłam jego, a on był mój. Możliwe, że nie na zawsze, bo nigdy nie znamy swoich losów w przód – mimo, że naprawdę chciałam by „na zawsze” istniało w moim słowniku, gdy mówiłam o Harrym i mnie – ale chciałam mieć nadzieję, że nie rozstaniemy się zbyt szybko. Przyłapywałam się na tym, że myślałam o naszych dzieciach, ich wyglądzie czy miejscu, gdzie można urządzić idealny ślub. Osobiście preferowałam Ibizę lub Paryż… STOP! O czym ja myślałam? Jesteśmy parą od kilku dni, a ja już myślę o tym, gdzie moglibyśmy się pobrać… straszne, ale także czasami… przyjemne?

Podniosłam się z miejsca, gdy zauważyłam auto Harry’ego, a potem jego samego w kurtce i szaliku, zakrywającym połowę szyi oraz okularach, w których i tak był rozpoznawalny z promieni kilku kilometrów. Przynajmniej dla mnie.

Otworzyłam już drzwi, zanim zdążył do nich zapukać i rzuciłam mu się na szyję niczym wielki miś koala, domagający się uścisku. Harry zaśmiał się cicho o objął mnie, a ja zauważyłam płatki śniegu, na jego idealnie poskręcanych lokach. Mój anioł. Mój prywatny anioł…

- Gotowa? – zapytał, odgarniając mi włosy z twarzy i całując przyjemnie w usta.

- Jeszcze – zażądałam, zanim zdążył odsunąć się na bezpieczną odległość. – Ale tym razem mocniej.

Zamruczał: „Wedle życzenia”  i pocałował mnie namiętnie, aż zabrakło mi tchu, a moje stopy przestały na kilka sekund dotykać ziemi. Czułam jak jego ręce oplatając się mocniej wokół mojej talii, bym nie wypadła mu z rąk. Chyba znalazłam się w niebie… prywatnym kawałku nieba, do którego zabrał mnie mój prywatny anioł.

- Ekhem – usłyszeliśmy i odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. – Może lepiej, jakbyście weszli do środka, bo jest zimno na dworze.

Nie byłam w stanie spojrzeć mojej mamie w oczy, ale byłam pewna, że na policzkach mam dwa, wielkie rumieńce. Posłusznie pokiwałam głową i zamknęłam drzwi za Harrym, który witał się z moją mamą. Ubrałam na siebie płaszcz, a potem wcisnęłam na nogi moje granatowe Emu, podczas, gdy Harry częstował żartem moją rodzicielkę, która zaśmiała się jak nastolatka. Nie dziwiłam się jej – Harry umiejętnie roztaczał swój urok. Nawet się nie zorientowała, gdy wpadła w jego sidła… zupełnie jak ja.

Uśmiechnęłam się na tą myśl, ale na ziemię strąciło mnie pytanie mamy:

- Kochanie, jesteś już spakowana, prawda?

Chwilę zajęło mi zastanowienie się nad odpowiedzią…

- Tak, jestem – odrzekłam w końcu, zastanawiając się, czy prezent dla Harry’ego jest wystarczająco głęboko schowany.

Nie byłam pewna, co mu kupić. Na początku zastanawiałam się nad dwoma opcjami, aż w końcu wybrałam obie. Pierwsza to był zestaw małego kucharza – uroczy fartuszek z napisem: „I’m sexy, eat me!”, jakieś narzędzia do robienia babeczek i książkę kucharską z przepisami na desery – który idealnie pasował mi do jego osobowości kucharzątka; druga natomiast to kolaż z naszych wspólnych zdjęć z imprezy i nie tylko. Zayn (specjalnie, bądź nie – może nadal czuł się winny za to, co się stało na imprezie?) postanowił za każdym razem robić nam sesję zdjęciową. Dlatego też poprosiłam go, by nie pokazywał zdjęć nikomu i jako jedyny był wtajemniczony w moją ideę prezentu dla Harry’ego.

Co do reszty, to kupiłam Zaynowi koszulkę z napisem: „I love my mirror”, z której strasznie śmiał się Louis. Sam Lou dostał ogromny kosz marchewek oraz kalendarz, z inną odmianą tego warzywa na każdy miesiąc plus prezent urodzinowy (biedaczek, miał urodziny w wigilię!) – sweterek w marchewki. Liam dostał uroczy zestaw „króliczka Playboya” czyli uszka i ogonek na gumkę. Niall oczywiście ucieszył się niezmiernie z kilku wejściówek do różnych restauracji w mieście. Cynthia zrobiła krzywą minę, gdy dla jaj oprócz perfum znalazła w swoim prezencie małą paczkę prezerwatyw, co nie odbyło się bez komentarza Zayna i Louisa. Niall postanowił nie wypowiadać się na ten temat, ale przypominał buraka.

Od chłopaków dostałam koszulkę z napisem: „ Official Girlfriend Of Harry Styles”, która zrobili na zamówienie wraz z koszulką: „I love One Direciton”. Oprócz tego zaserwowali mi różowe, futerkowe kajdanki w komplecie z seksowną, czerwoną bielizną. Gdybym mogła, to zrobiłabym zdjęciem mojemu Hazziątku, gdy oglądałam swój prezent. PRICELESS VIEW! Miał oczy jak pięciozłotówki i miałam wrażenie, że ślina poleciała mu po brodzie… Ale chyba nie mam nic innego do dodania.

Podczas, gdy Harry, jak przystało na dżentelmena, pakował nasze bagaże do bagażnika, ja sadowiłam się na miejscu przy kierowcy, zapinając pasy. Mama miała dla siebie całe tyły, ale nie widziałam, żeby jej to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, po zapewnieniu Harry’ego ( chyba setny raz jej to mówił), że to nie kłopot, że jedziemy z nim na święta do jego rodziny, usiadła z tyłu z książką i ze słuchawkami w uszach, zatapiając się całkowicie w lekturze.

Ruszyliśmy do Holmes Chapel, zatrzymując się tylko w MacDonaldzie po kawę, bez której nie mogłam żyć. Harry był taki kochany, że zamówił mi do tego ciastko, dla mojej mamy, też wziął kawę (był to jedyny moment naszej podróży, kiedy się odezwała), a sam wziął sobie kręcone frytki (to nie dziwne, że są kręcone? No, bo… to takie nienaturalne…) i mogliśmy obrać sobie za cel rodzinne miasto Hazzy.

Holmes Chapel okazało się urocze, nawet bardzo, a rodzinny dom Harry’ego nie różnił się od innych domów, z nim sąsiadujących. Wysiedliśmy, a z domu od razu ruszyła na Harry’ego dziwna, szczupła i wiotka niczym nimfa, dziewczyna o średnio długich, brązowych włosach. Rzuciła się na niego z dziwnym, piskliwym: Łiiiiiiii!, prawie go powalając na stertę śniegu. Harry zaśmiał się i objął ją w pasie.

- Nareszcie mój malutki braciszek zawitał w naszym domu! – dopiero wtedy dotarło do mnie, że to musi być jego starsza siostra, Gemma.

- Dusisz mnie!  - wycharczał znad jej ramienia Harry, posyłając w moja stronę błagalne spojrzenie. – Poza tym, lepiej jak zajmiesz się moją dziewczyną.

Gemma drgnęła na słowo „dziewczyna” i puściła biednego, zgniecionego Hazzę z objęć, patrząc w moją stronę tymi dużymi, zielonymi oczami, które strasznie były podobne do oczu jej brata. Przywitała się ze mną, obdarzając mnie szerokim uśmiechem. Na pierwszy rzut oka wydawała się naprawdę przyjemną i miła osobą. Miała nadzieję, że po bliższym poznaniu też taka jest.

- Ładniutka jesteś, teraz wiem, dlaczego Harry tak za tobą szaleje – zaśmiała się, klepiąc mnie w ramię.

- Dziękuję – odgarnęłam włosy za ucho.

Chyba po raz pierwszy w życiu, jakaś kobieta, która dopiero, co mnie poznała, powiedziała mi, że jestem „ładniutka”. Może to oznaczało, że nie jestem taka zła? W sensie, ze nie jestem brzydka, nawet z tymi piegami i ciemnorudymi włosami, które z daleka przypominały ciemny brąz. Rude refleksy ujawniały się tylko, gdy padało na nie słońce…

- Chodźcie do domu, nie będziecie przecież tak stać na tym zimnie! – usłyszałam kobiecy głos, który pochodził z wnętrza domu.

Harry już trzymał nasze bagaże, a pomagał mu mężczyzna, na oko starszy od mojej mamy – miał lekko siwe skronie, a to dodawało mu nie tylko lat, ale także powagi. Jednak, gdy podeszłam do niego bliżej, okazało się, że nie jest taki straszny.

- Robert, ojczym Harry’ego – uśmiechnął się promiennie i uścisnęliśmy sobie ręce – Harry ciągle nam o tobie opowiadał. Miło, że mogę cię w końcu poznać.

- Nawzajem i dziękuję – rzekłam, mając trochę dosyć; za dużo tych uprzejmości, ale trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie, co nie?

Weszliśmy do środka, a ojczym Harry’ego witał się jeszcze w progu z moją mamą. Nawet nie zdążyłam się rozejrzeć dobrze po przedpokoju, gdy zostałam przyciągnięta i uściśnięta przez drobna kobietę. Zaskoczyła mnie swoją wylewnością, ale ten gest sprawił, że poczułam się, że jestem tam mile widziana. Poczułam się jak… w domu? Anne okazała się naprawdę kochaną osobą i od razu zajęła się moją mamą – przeszły do kuchni i kończyła robić potrawy na wigilijny stół. 

Zazwyczaj wigilię spędzałam, tak jak w polskim zwyczaju, przy stole, zapełnionym dwunastoma potrawami; śpiewałam polskie kolędy; rozpakowywałam prezenty dwudziestego czwartego grudnia… jednak byłam gościem i musiałam dostosować się do zwyczajów angielskich. Nie, żebym miała coś przeciwko.

Mama zajęła łóżko w pokoju gościnnym, a ja zmuszona zostałam do przeprowadzenia się do pokoju Harry’ego, dopóki Anne nie wymyśli jakiegoś innego rozwiązania. Najwyraźniej miała dużo zaufania do Harry’ego, nie to, co moja mama, która patrzyła na pomysł wspólnego spania z nieukrywaną, dużą dozą rezerwy. Ja nie miałam nic przeciwko temu, że będę dzielić pokój z Harrym, ba było mi to nawet na rękę. No, bo której dziewczynie nie byłoby?

Walnęłam moją torbę na jego łóżko, a potem stwierdziłam, że sama też mogę zrobić to samo i ległam na brzuch, w poprzek łóżka, wzdychając. Harry widząc mnie, zaśmiał się i usiadł obok, patrząc na moje plecy. Niewiele widziałam, bo kołdra zasłaniała mi widok, ale jakoś mało mnie to obchodziło. Miałam całe trzy dni, na zapoznanie się z domem Harry’ego i panującymi tu zasadami. Poczułam jak palce Harry’ego wodzą po moich plecach delikatnie, powodując gęsią skórkę, na szczęście niewidoczną pod sweterkiem w małe, białe renifery. Nie mogłam jednak powstrzymać wzdrygnięcia się.

- Zrobiłem coś nie tak? – zapytał Harry, przestając na chwilę.

- Nie… to całkiem przyjemne – odpowiedziałam, zanim ugryzłam się w język.

Pięknie, Chloe, wychodzisz na napaloną laskę, na którą działa byle muśnięcie! Tylko… tak właśnie było. Mogłam przysiąc, że Harry uśmiechnął się w tamtym momencie w ten specyficzny sposób! Zanim cokolwiek zdążył dodać, zostaliśmy zawołani przez Anne na dół. Chcąc, nie chcąc, musiałam jakoś sturlać się z wygodnego łóżka i poczłapać na dół.

Reszta dnia zeszła nam na dekorowaniu puddingu, choinki, ustawianiu mebli w salonie i innych rzeczach, które doprowadzały nas powoli do wymarzonego wystroju gwiazdkowego. Ucieszyłam się, gdy po kilku godzinach pracy wszystko było gotowe, a jedyne, co mi pozostawało, to przebrać się w coś bardziej odświętnego i pojawić się w salonie. Dzieliliśmy z Harrym jedną łazienkę, więc gdy tylko weszliśmy do jego pokoju, od razu obydwoje spojrzeliśmy na jej drzwi. Wiedziałam, co się święci. Rzuciłam się biegiem do nich, ale Harry miał dłuższe nogi. Dopadł do łazienki przede mną, krzycząc tryumfująco: „Ha!”. Na szczęście jego kąpiel nie trwała za długo, więc ledwo zdążyłam przygotować rzeczy, które miałam zamiar ubrać.

Harry wyszedł z łazienki owinięty ręcznikiem w pasie, z mokrymi włosami… a ja poczułam, jak się topię. Harry może nie należał do tych umięśnionych, ale zdecydowanie miał „to coś”, co przyciągało do niego ze zdwojoną siłą…

- Moja kolej – otrząsnęłam się, kierując wzrok na wszystko, tylko nie na niego – Ręczniki są w środku?

- Tak, twój jest ten niebieski – Harry uśmiechnął się tak szeroko, że w jego policzkach pojawiły się dwa urocze dołeczki. 

Wyminęłam go, zdając sobie sprawę, że moja dziwna reakcja nie uszła jego uwadze. Zamknęłam drzwi łazienki na klucz i poddałam się ciepłej wodzie w prysznicu. Zauważyłam ten sam płyn, o zapachu truskawki, jaki Harry miał w swoim domu w Londynie i mimowolnie uśmiechnęłam się. Nalałam sobie trochę na rękę i zaczęłam wcierać w siebie, a po kabinie rozniósł się zapach truskawek. Szampon miałam już swój, na szczęście taki, który nie gryzł się z truskawkowym żelem pod prysznic. Wypachniona, obwinęłam się w ręcznik, wytarłam się, nałożyła bieliznę i otworzyłam drzwi, wycierając włosy.

- Mogłam użyć twojego żelu truskawko… ?- zaczęłam, podnosząc wzrok.

Urwałam, widząc, że Harry grzebie w swojej szafie, stojąc przed nią całkiem nagi…




---------------------------------------------------

Na sam początek, chcę się trochę wyżalić. Ludzie, widzę ile osób wchodzi na mojego bloga. I jestem za to wdzięczna, bo NIGDY nie powiedziałam, że nie jestem. Jaram się i czytam KAŻDY komentarz, bo NIGDY nie powiedziałam, że tego nie robię. Zostałam zlinczowana tylko dlatego, że chciałam jakiś opinii o tym, co piszę (bo komentarze możemy uznać za opinię, nie?) i że moje pisanie nie idzie na marne. Poczuła się, jakbym dostała po twarzy, bo oczekuję czegoś więcej niż przeczytania i odstawienia mojego bloga w niepamięć po przeczytaniu rozdziału. Usunęłam nawet przepisywanie z obrazków, żebyście się aż tak nie trudzili.... nawet kliknięcie w reakcje bardzo mi pomaga, a to jeszcze łatwiejsze niż umieszczenie komentarza. Maksymalnie miałam kiedyś 37 komentarzy pod rozdziałem. I to było to! Miałem chęć do pisania, bo zobaczyłam, że moje poświęcenie nie idzie na marne! Wiecie ile piszę jeden rozdział? Jakieś trzy-cztery godziny, jak nie więcej, bo mimo, że urodziłam się w erze komputerów, piszę szybciej na kartce, długopisem, niż na kompie. Piszę dla was rozdziały, bo gdy widzę, że ktoś komentuje, to znaczy, że był na tyle uprzejmy poświęcić mi więcej niż minutę. I mam łzy w oczach, bo czuję się potrzebna. Piszę rozdziały DLA WAS. Czasami ślęczę w nocy nad kolejnym, bo wiem, że na mnie liczycie i chcecie zobaczyć, jak potoczą się dalsze losy Harry'ego i Chloe. Przykro mi, jeżeli czasami fabuła jest nudna, ale historia toczy się własnym tempem i przecież nie będę dowalać bohaterom w każdym rozdziale. Ale ja też mam szkołę, w przyszłym roku maturę. Mimo wszystko piszę. Bo tego chcecie. I mam dość wmawiania, że jestem jak dziecko, bo chcę tych dwudziestu komentarzy. Bo ja zarywam noce i oczekuję, że też będę coś z tego miała, że będę doceniana! Kocham pisać i to nie jest dla mnie jakiś straszny obowiązek, ale przyznajcie się przed sobą - co byście czuli, gdyby nikt was nie doceniał? Nie mówię, że teraz macie walnąć mi jakieś 50 komentarzy...
No, to chyba wszystko. Przepraszam, jeśli okazałam się wredna za moje życzenie pod poprzednim rozdziałem, dlatego tym razem ładnie poproszę: Dobijecie do tych 20 komentarzy? :) Naprawdę to wiele dla mnie znaczy. Nawet nie wiecie jak bardzo. I DZIĘKUJĘ ZA PONAD 17 TYS WYŚWIETLEŃ, JESTEM W NIEBIE! <3

Myślicie, że co się stanie w następnym odcinku? Harry się zakryje, a Chloe ucieknie? Czy ta sytuacja doprowadzi do nieporozumień? Czekam na spekulacje i pomysły na ciąg dalszy! :)

Follow @Pauline__1994 lub piszcie na 4441489 <3 Chętnie odpowiem na pytania lub pogadam :)
Plus, jeśli ktoś będzie zainteresowany, zapraszam na mojego drugiego bloga, który będzie trochę.... inny. Ale też o One Direction KLIK .


CHŁOPCY NAS ZAUWAŻYLI AAAAAA, 09.03 OFICJALNY DZIEŃ #POLISHDIRECTIONERS ! <3 

04.03.2012

Rozdział 15: "Z Zayna byłaby dobra kaczka."



Obudziłem się z ogromnym kacem, ale nawet nie chciało mi się spojrzeć na zegarek, która była godzina. Pewnie wcześnie, bo wszyscy spali. Podniosłem lekko głowę, by zobaczyć to pobojowisko. Na mojej klatce piersiowej spała obwinięta w koc Chloe. Uśmiechnąłem się, widząc jak coś mamrocze przez sen. Przez większość wieczoru wydawała się dziwnie zamyślona, a jak pytałem, o co chodzi, to ona zbywała mnie, albo zmieniała temat. Starałem się uważać na to, kto się nią interesuje, a takich, o zgrozo, okazało się wielu! Nawet zauważyłem dziwny wzrok Zayn’a na jej nogach. Grr, mimo, że jesteśmy przyjaciółmi, to naprawdę się we mnie zagotowało, jak widziałem ten jego wzrok, pożerający ja całą w tej genialnej sukience, odsłaniającej połowę jej gorącego ciała… Okej, stop, Styles, przestań myśleć swoim „przyjacielem”, bo ci to na dobre nie wyjdzie.

Trudne było jednak opanowanie się przy takiej kobiecie jak Chloe. Może nie zdawała sobie sprawy, jak wielu czyha na jej niewinność. Była taka nieśmiała, ale to chyba przez to, że nie była pewna siebie. A z takim wyglądem powinna normalnie podbijać salony!

Ucałowałem ją w czoło, gdy nagle doszedł do mojej głosy otępiający ból. Chyba trochę przesadziliśmy z chłopakami. Jedyne, co pamiętałem, to nasze dziwne zachowanie… Cud, że nikt nie wyszedł z imprezy po takim przedstawieniu…

Najpierw zaczęliśmy śmiać się jak opętani, aż patrzyli na nas krzywo, ale my za dobrze się bawiliśmy, jak zwykle w takim składzie. Prawdziwe party hard rozpoczął nasz taniec z Lou, podczas którego wyglądaliśmy jakbyśmy się gwałcili, ale to cali my. Louis po wylaniu w nas przynajmniej dwusetki wódki, namówił nas na wyścig z damami na plecach. Cynthia wskoczyła Niallowi, Chloe oczywiście uśmiała się, siedząc na mnie, Liam dzielnie podtrzymywał Danielle, a reszta chłopaków znalazła sobie przypadkowe towarzyszki, też już nieźle wstawione. Jeden z moich znajomych robił za kamerzystę naszego „wyścigu” i miał z nas niezły polew, gdy na okrzyk „START!” pobiegliśmy przez cały salon, starając się biec w miarę prosto. Gdy dumny Liam wygrał, obdarzył Danielle pocałunkiem, a po chwili ustawili się w dziwnej pozycji do zdjęcia. Oczywiście wszyscy wpieprzyli się im w kadr, tak, że wyszedł jeden wielki misz-masz.

Następnie Liam i Niall zaczęli robić przedstawienie typu „księżniczka i żaba” i kłócili się, kto będzie Żabą, a kto Księżniczką. Oczywiście skończyło się na tym, że robili filmowe wpadanie sobie w ramiona, a Danielle i Cynthia wpatrywały się w nich, jakby miały powiedzieć: „WTF are they doing?!”, a ja tylko się z nich śmiałem, przygarniając Chloe do siebie. Potem Zayn wpadł na pomysł, by zrobić taką wierzę, jaką robią cherleaderki. Powiedzmy, że trochę się nie udała, a do tego Lou nadepnął mi na stopę, ale zdjęcie zostało zrobione. Louis do tego zaczął sypać jakieś głupie żarty o marchewkach, ale i tak wszyscy się śmiali, nawet z największych sucharów, jakie padały z jego ust. Żeby Louis przestał zaczęliśmy udawać kaczki, co chyba najlepiej udawało się Zaynowi. Z Zayna byłaby dobra kaczka.

Ludzie szybko załapali „kaczkowy rytm” i DJ Malik musiał zapodać kawałek „Kaczuszki”, a potem „Macarenę”. Może to szalone i dziwne, ale ludzie najlepiej bawili się właśnie przy tych kawałkach!

Padliśmy dopiero około godziny czwartej, a wszyscy wybyli z naszego domu, dziękując za wspaniałą domówkę. Nie powiem, udała nam się, jak żadna inna przedtem. Ale to pewnie przez to, że mieliśmy idealne humory.

Wyjrzałem zza Chloe i zobaczyłem, że na kanapie śpi Niall z przytuloną do jego boku Cynthią. Tym to też się poszczęściło, bo widziałem, jak się całują gdzieś w korytarzu, podczas gdy reszta tańczyła kaczuszki.  Obok mnie spali przytuleni Zayn, na którego kolanach leżała głowa Lou, który trzymał na brzuchu głowę Liama. Razem tworzyli coś na kształt „U”. Louis jak zwykle miał ręce rozwalone na wszystkie strony, wygięte pod dziwnymi kątami, a Zayn podtrzymywał głowę rękami tak, by nie zniszczyć swojej misternej fryzury. Nawet jak spał musiał się o nią zatroszczyć…

Jęknąłem, gdy poczułem, że noga Lou wbija mi się w udo i powoli, by nie zbudzić Chloe, wstałem, biorąc ją na ręce. To już drugi raz, kiedy ona spała, a ja kładłem ją do łóżka… Heh. Ułożyłem ją delikatnie na moim łożu i zdjąłem jej buty. Przykryłem kołdrą po sam czubek nosa, całując jej czoło. W kuchni dopadłem wodę i aspirynę. Wykombinowałem jej więcej, żeby nie było, że tylko dla siebie przygotowałem. Od razu też zabrałem się za robienie kanapek dla Chloe i dla mnie. Na tacce ułożyłem moje „arcydzieła” z buźkami z keczupu, szklankę wody, aspirynę, kawę i poszedłem z tym obudzić moja księżniczkę. Wiem, że kanapki to nie moja działka, bo stać mnie było na coś lepszego, ale nie chciałem robić zbędnego hałasu.

Chloe nadal spała, wtulona w kołdrę, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, gdy odgarnąłem jej kosmyki spadające na twarz. Odłożyłem tackę na szafkę, kładąc się obok niej. Przygarnąłem ją do siebie i musnąłem jej usta, a chwilę potem jej ogromne, sarnie oczy, czarne jak noc, wyłoniły się zza długich rzęs, patrząc na mnie trochę zdezorientowanym wzrokiem. Chloe zamrugała kilka razy, jakby chciała sobie przypomnieć, gdzie jest. Chyba nie tylko ja i chłopacy wczoraj przesadziliśmy.

Widząc mnie, na jej policzkach zakwitły dwa rumieńce i zamruczała tym swoim głosem:

- Jaka miła pobudka. Chyba najmilsza w moim życiu.

Przybliżyła się i złożyła na moich wargach przyjemny, słodki pocałunek, który oddałem zachłannie. Hipnotyzowała mnie sama jej obecność.

- Chcesz śniadanie? – zapytałem, gdy się od siebie oderwaliśmy.

- Zrobiłeś mi śniadanie? – zdziwiła się, a potem zaśmiała – To dziwnie zabrzmi, ale nie mam kaca i strasznie chce mi się jeść.

Nie dowierzałem, bo wypiła tyle samo, co ja, a mnie skręcało od środka i do tego jedzenie tez chciałem sobie odpuścić. Widząc moją minę, Chloe ponownie zaśmiała się dźwięcznie i usiadła, odgarniając włosy do tyłu.

- Ale chyba byliśmy grzeczni, co? – chciała się upewnić, patrząc na łóżko, na którym leżeliśmy. 

-Byliśmy niewinni jak niemowlaki – zapewniłem ją, podając kubek z kawą. Gdy byliśmy ostatnio z chłopakami i Chloe oraz Cynthią w restauracji, pamiętałem, że Chloe uwielbia kawę, a najbardziej taką, z dużą ilością mleka. Taką więc też dla niej zrobiłem. 

Posłała mi wdzięczne spojrzenie i upiła łyk, opierając się o moje ramię. Chwilę nic nie mówiliśmy, a ona piła kawę, posyłając mi spojrzenia zza kubka. Uśmiechałem się, widząc jak mruży oczy i przygryza brzeg kubka zadziornie.

- Nie uśmiechaj się tak, tylko mnie pocałuj! – obraziłem się sztucznie, krzyżując ręce na piersi, robiąc minę zbitego szczeniaka.

Chloe zaśmiała się, mierzwiąc mi włosy i pochyliła się w moją stronę. Szykowałem się do pocałunku, gdy nagle… Chloe odchyliła się i sięgnęła ręką kanapkę z talerza, który stał na tacce za mną.
- Ej! – zaprotestowałem, marszcząc brwi.

Chloe wpakowała pół skibki do buzi, uśmiechając się szeroko, co naprawdę wyglądało komicznie. Gdy jednak zacząłem się śmiać posłała mi karcące spojrzenie i trzepnęła w ramię.

- Nie łodzybfam se dło cłebie! – wymamrotała, chcąc jakoś zjeść to, co wepchnęła sobie do buzi, jednak jej słowa wywołały u mnie tylko większy atak głupawki.

Chloe przewróciła oczami i wstała, trochę się kołysząc, a potem usłyszałem tylko, jak trzaskają drzwi od łazienki. Zostałem sam, śmiejąc się w niebogłosy, zapewnie budząc wszystkich domowników, ale mało mnie to obchodziło.
***


Spojrzałam na siebie w lustrze i przemyłam twarz wodą, zmywając resztki makijażu. Chwyciłam szczotkę Harry’ego i ogarnęłam włosy. Mogłam powiedzieć, że zachowywaliśmy się jak stare, dobre małżeństwo… od wczoraj. Nadal nie mogłam uwierzyć, że jest mój… a ja jego. To takie nierealne, ale jednak prawdziwe. Jestem dziewczyną Harry’ego Styles’a… chwila. Nie jestem jego dziewczyną, bo sam nawet mnie tak nie określił! Więc kim dla niego jestem?

Zmarszczyłam brwi, a moje odbicie zrobiło to samo. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

- Mogę wejść? Plooossee – to był oczywiście Harry.

- Przecież nie zamykałam drzwi – uśmiechnęłam się pod nosem, a drzwi uchyliły się i zobaczyłam roześmianą twarz Harry’ego.

Objął mnie od tyłu, opierając podbródek na moim ramieniu. Wyglądaliśmy nawet… ładnie. W sensie razem. Mam schizę, nieprawdaż?

- Nie mogę wytrzymać nawet minuty bez ciebie – wyszeptał mi do ucha, całując miejsce za uchem.

- A to dobrze, czy źle? – zapytałam, unosząc jedną brew ku górze.

- Jak najlepiej, przyszła pani Styles – zamruczał, odgarniając nosem moje włosy z szyi.

Przeszedł mnie dreszcz, gdy pocałował mnie delikatnie w szyję. Zatonęłam w naszym odbiciu… gdy do łazienki nagle wparowała Cynthia. Zobaczywszy nas, uśmiechnęła się specyficznie i tylko poinformowała nas, że śniadanie już stało na stole. Wiedziałam jednak, że wzrokiem mówiła do mnie: „pogadamy potem, mam ci coś ważnego do powiedzenia”, ale tylko ja mogłam to zauważyć. Przecież znałam ją najdłużej z obecnych tu osób.

Harry bawił się moimi włosami przez chwilę, po czym rozpuścił je tak, że opadały na moje ramiona falą.

- Najbardziej lubię cię w rozpuszczonych – rzekł, odsuwając się i chwytając mnie za rękę. – A teraz chodźmy, jestem głodny jak wilk. 

- A co z naszymi kanapkami? – zapytałam gdy przekroczyliśmy próg jego pokoju.

-Nie martw się, Niall zje wszystko, co nie jest pokryte pleśnią i w miarę normalnie pachnie.

Na dole przywitały nas blade twarze i zmęczone wczorajsza nocą ciała moich przyjaciół. Usiadłam Harry’emu na kolanach, gdyż zostało tylko jedno wolne krzesło i zaczęliśmy jeść naleśniki przygotowane przez Daddy’ego, który w miarę ogarniał to, co miał w kuchni – czyli sześć zombie. Ukradkiem spojrzałam na Zayna, który bez zapału jadł swoja porcję i wyglądał na mocno skacowanego. Gdy napotkał moje spojrzenie, na jego twarzy zaczęło malować się jakies dziwne uczucie. Czyżby to były… wyrzuty sumienia? Dał mi znać głową, byśmy wyszli na chwilę z pomieszczenia. Kiwnęłam głową.

- Idę na chwilę pogadać z Zaynem, dobrze? – poinformowałam Harry’ego, który smarował swojego naleśnika dużą ilością nutelli i był tym tak pochłonięty, że przytaknął głową.

Zamknęłam drzwi za mną i Zaynem, który oparł się o ścianę naprzeciwko mnie, mierzwiąc włosy. Skrzyżowałam ręce na piersi, czekając na wyjaśnienia.

- Przepraszam za wczoraj, Chloe – odezwał się w końcu, Zayn – Trochę mi odbiło, za dużo alkoholu… wiem, że to niezbyt usprawiedliwia moje zachowanie, ale i tak jest mi strasznie głupio. Wiem teraz, że naraziłem nie tylko twój związek z Harrym, ale także nasz zespół.

- Okej, Zayn, rozumiem cię, tez mogłam przecież tak z Toba nie tańczyć, wiedząc, że wypiłeś za dużo, ale nie cofniemy czasu. Jednak możemy zapomnieć o tym, co się stało. Przyjaciele? – gdy to mówiłam, na twarzy Zayna pojawił się szeroki uśmiech.

Wyciągnął ręce, domagając się uścisku. Zrobiliśmy przytulaska, a do mojego nosa doszedł jego męski zapach. Ale nie pociągał mnie już tak bardzo jak po pijaku. Byliśmy przyjaciółmi. Przecież uczuć nie można sobie wmówić, nawet po pijaku.

- Przyjaciele. – odpowiedział w końcu Zayn, a jego oddech zmierzwił mi włosy.

- Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy – stwierdziła, czując ulgę na sercu.

- Ja też, szczególnie, że Harry tak cię kocha – skończył naszą rozmowę Zayn i wróciliśmy do jedzenia śniadania.



Zadowolona usiadłam na kolanach Loczka, który pochwalił się zrobionym przez siebie naleśnikiem, na którym napisał dżemem nasze inicjały. No i jak tu się nie rozczulić?

***

- No, a teraz opowiadaj! – usiadłyśmy z Cynthią w salonie chłopaków, podczas, gdy oni „wspaniałomyślnie” wpadli na pomysł posprzątania po śniadaniu. 

Miałam wrażenie, że pęknę po porcji naleśników, jaką zaserwował mi Liam, ale na szczęście z pomocą Harry’ego i Niall’a jakoś dobrnęłam do końca. A propo Nialla… widziałam, że Cynthia w końcu mi chce oznajmić, że są parą. NO NARESZCIE! Ile można bawić się w podchody?

- Wczoraj… - zaczęła Cynthia – Kurde, to głupie! Nic ci nie powiem!

- Gadaaaaj! -  uwiesiłam się na jej ramieniu.

- No pocałowaliśmy się, no! – wybuchła, a na jej policzkach pojawiły się dwie, wielkie czerwone plamy. – Ale to wyszło tak przez przypadek.

- Ej, nic nie mówię, ale powiedziałaś to takim tonem, jakbyście wpadli… - zaczęłam się śmiać – Naprawdę. Przypomniało mi się też, że w pewnej gazecie było pytanie „Czy mogę zajść w ciąże pozamaciczną, całując się z chłopakiem?”. Czy to czasem nie ty pisałaś?

Cynthia uderzyła mnie w ramię, a ja udałam, że mnie zabolało.

- Śmieszne, hahaha – zaśmiała się ironicznie, jednak na jej twarzy zagościł nieśmiały uśmiech. 

- No jak, dobrze całuje?

- Chyba nie lepiej niż Harry – rzekła, poruszając znacząco brwiami – Co chwilę się do siebie wczoraj kleiliście. Jak dwa rzepy w bucie.

- Buty na rzepy są wygodne – odparłam, ze sztuczną powagą, gdy nagle wybuchłyśmy niekontrolowanym śmiechem, w momencie, gdy Niall wszedł do salonu i zapytał, o czym rozmawiamy.

- O rzepach w butach! – wydukała w przerwie pomiędzy oddechami, Cynthia, a widząc zdezorientowaną minę Nialla, nasz śmiech poniósł się jeszcze głośniej po pomieszczeniu.

O, tak, od dziś rzepy w butach mają dla mnie inne znaczenie…


-----------------------------

Okej, z Zayna mogłaby być dobra kaczka.... ale jest zbyt przystojny na kaczkę XD Nie wiem, co mnie naszlo, by tak napisać, pewnie przez oglądanie filmików z wesela mojej cioci XD
Jak wam się podoba, co? Mi nawet nawet, szczególnie, że uwielbiam pisać takie przesłodzone rozdziały... bo chyba jest troche przesłodzony. Nie wiem, ja sądzicie?
Dziękuję, za ponad 14 TYS WEJŚĆ, JA CHYBA ZWARIUJĘĘĘĘĘĘĘĘ, JAK TO ROBICIEEEE??!! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA, CHYBA DOSTANĘ PADACZKI CZY COŚ ZE SZCZĘŚCIAAAAA <3
Ale patrząc na to, ile mam obserwujących, powinnam mieć przynajmniej 30 komentarzy pod każdym rozdziałem, a pod ostatnim miałam niecałe 20! ;< To dziwne, szczególnie, że potrafiliście walnąć po 27 komentarzy... czy to dlatego, że zaczynam nudnie pisać? Przyznać się, nie będę bić! :)
Ale ma kaprys. Następny rodział dopiero jak będzie min 20 komentarzy. 

Follow on tt @Pauline__1994 lub piszcie na gg 4441489