24.04.2012

Rozdział 22: "Urocze stworzenia, chociaż jeden raz prawie odgryzł mi palec..."




Nie, to nie mogła być prawda… upadłem na kolana, nie przejmując się, że jestem właśnie na zatłoczonym lotnisku, a ludzie przechodzący obok mnie patrzą się na mnie jak na idiotę. Gdybym nie był facetem, nie wstydziłbym się swoich łez, ale tym razem pozwoliłem im płynąć swobodnie po mojej twarzy; zanurzyłem ją w dłonie, oddychając płytko, by jeszcze bardziej się nie rozkleić. I tak musiałem wyglądać jak kupka nieszczęść; a czułem się jeszcze gorzej. Czułem się jakby ktoś, kogo strasznie nienawidzę wziął mnie za szmaty, potrząsnął jak szmacianą lalką, walnął moją twarzą o betonowy mur, a potem podrzucił mnie pod nadjeżdżający pociąg towarowy. To w wielkim skrócie, jak źle się czułem.

Louis trzymał mnie w swoich ramionach, a potem reszta chłopaków poszła jego śladem, przytulając się do mnie; czasami dobrze mieć takich braci. Może szurniętych, ale zawsze braci. Mogłem liczyć na nich, cokolwiek by się nie stało.

Miałem ochoty wybiec stamtąd z płaczem, ale zamiast tego wstałem, ocierając dyskretnie policzki. Chociaż mogłem przysiąc, że i tak miałem zaczerwienione oczy, a z nosa kapał mi katar, chociaż go nie czułem. Odgarnąłem włosy z twarzy, patrząc na tablicę ponownie, chcąc się upewnić, że to nie był sen, ale informacja o locie z Londynu do Warszawy zniknęła i zastąpiła ją nowa o locie wewnętrznym.

- No nic, trzeba żyć dalej – wychrypiałem, poprawiając płaszcz – Jak Chloe będzie mogła, to pewnie zadzwoni…

Mimo, że mówiłem to dosyć radosnym tonem, wewnątrz się rozsypywałem. Lou posłał mi współczujące spojrzenie, ale nie byłem w stanie odpowiedzieć nawet bladym uśmiechem. Mój aniołek, moje maleństwo… było prawdopodobnie gdzieś w chmurach i jechało na kontynent… beze mnie. W gardle urosła mi strasznie duża gula i nie chciała go opuścić za żadne skarby.

Niall zaczął czegoś wypatrywać za mną, a potem zdziwionym tonem, rzekł, jakby jednocześnie pytając samego siebie:

- Hej, czy to nie Cynthia? – Niall zmrużył oczy, by zobaczyć swoją dziewczynę, która machała rękoma z dosyć daleka.

Nawet nie zorientowaliśmy się, gdy Cynthia rzuciła się Niallowi w ramiona, łkając cicho. Niall pocałował ją w czoło i przytulił ja mocno. Cynthia odsunęła się od niego, wzięła jego twarz w dłonie, a potem uśmiechnęła się i musnęła jego usta delikatnie. W jej uśmiechu nie było smutku, tylko… radość. Uniosłem wysoko brwi, nie wiedząc, co powinienem myśleć. Cynthia była szczęśliwa? Czy to mogło oznaczać, że…?

Przyjaciółka mojej dziewczyny spojrzała na mnie, a jaj twarz dosłownie promieniała. Odkleiła się od Nialla, który wyglądał tak, jakby wcale nie chciał jej puszczać, i stanęła przede mną, mówiąc, nadal trochę przez łzy:

- Harry… musisz wiedzieć, że Chloe…

Boże, niech w końcu to powie…


***


Siedziałam na walizce, której nie chciałam oddać, patrząc to na mamę, to na tatę; na ich twarzach malowała się zaciętość. Sama pewnie wyglądałam tak, jakbym miała ochotę ich obydwu zostawić i sobie odejść. Ale nie mogłam. Zamiast tego patrzyłam jak moi rodzice drą się niczym dwa koty na dachu, skupiając uwagę osób trzecich, przechodzących obok, czasami zatrzymujących się, popatrzeć, jak dwoje ludzi krzyczy na siebie po polsku. Tak, moi rodzicie specjalnie używali polskiego. Nie tylko dlatego, że było łatwiej wyrazić im swoje myśli, ale także, by mniej ludzi mogło ich zrozumieć.

W pewnej chwili mama rzuciła się na tatę z paznokciami, wydrapując mu trzy szramy na policzku. Była naprawdę rozwścieczona – jeszcze bardziej niż podczas naszej kłótni w hotelu – a myślałam, że to ja doprowadziła ją na skraj. Widocznie wspomnienia taty i jego asystentki działały na nią jak czerwona płachta na byka. Nie dziwię jej się – gdyby nie fakt, że tylko on mógł sprawić, żebym została w Londynie, w ogóle bym się do niego nie odzywała.

Wstałam z zamiarem oddzielenia do siebie rodziców, gdy nagle usłyszałam, jak ktoś woła moje imię. Właściwie, nie ktoś, gdyż zbyt dobrze znałam ten głosy, by go nie rozpoznać, nawet, gdy panował hałas. Moje serce zaczęło być jak szalone. Czyżbym mimo wszystko go dzisiaj zobaczyła? Zaczęłam się rozglądać, aż w końcu znalazłam tą burzę loków, przeciskającą się przez ludzi. Uśmiechnęłam się, a walczący i obrzucający się wyzwiskami rodzice zeszli na drugi plan.

Harry biegł jak szalony, prawie potykając się o swój długi szal. Gdy był już strasznie blisko mnie, pomachał do mnie i… został lekko potrącony przez wózek z bagażami. Rzuciłam się do mojego poszkodowanego chłopaka, powstrzymując śmiech. Starsze małżeństwo zaczęło go przepraszać, za potrącenie i pomogło mu wstać. Ja natomiast spojrzała w jego oczy; obydwoje powstrzymywaliśmy się od wybuchnięcia śmiechem. W końcu nie wytrzymaliśmy i nasze śmiechy można było usłyszeć na całym Heathrow. Harry przytulił mnie do siebie mocno, zanurzając twarz we włosy.

- Jednak zdążyłem – wyszeptał, dotykając wargami mojego ucha.

- Przecież obiecałeś – ścisnęłam go mocniej w talii, zapewnie go dusząc, ale liczyło się tylko to, że jest blisko. – A ty zawsze dotrzymujesz obietnic.

Harry pocałował mnie czule w czoło, jakby na potwierdzenie tych słów. Mogło się zdawać, że pocałunek w czoło nie jest niczym nadzwyczajnym, jednak w naszym przypadku tak nie było. Śmiało mogłam stwierdzić, że był bardziej czuły niż w usta. I do tego, jakby mówił: „Jesteś bezpieczna.” Bo byłam. Właśnie tam. Właśnie z Harrym.

I niczego więcej nie potrzebowałam.

Za nami rozległo się znaczące chrząknięcie. Obróciliśmy się jak na komendę, odrywając się od siebie. Tata stał, jedną rękę trzymając w kieszeni jeansów, a drugą trzymając moją walizkę. Czyli wychodziło na to, że wygrał batalię z poją mamą…? Oprócz trzech szram na policzku, oberwało mu się także w rękę – miał na niej mała rankę, z której leciało trochę krwi. A gdybym powiedziała mamie, by skróciła paznokcie, nic by się takiego nie stało…

- Twoja walizka – rzekł do mnie, poważnie, przy okazji lustrując Harry’ego – Jedziemy do domu.

- Czyli zostajesz? – zapytał z nadzieją w głosie, Harry.

Przytaknęłam.

- Na to wygląda – i musnęłam jego usta w pełnym radości pocałunku.


***


W domu - czyli starym domu, gdzie mieszkałam, zanim mój tata zdradził moją mamę ze swoją sekretarką- czekała już na mnie nowa dziewczyna ojca, uśmiechając się zachęcająco. Znałam już ją wcześniej, gdy czasami wpadałam do taty, do pracy. Zawsze częstowała mnie ciastkami z czekoladą, którym nie mogła odmówić… chociaż pewnie przez nie przytyła te dwa kilo. Starałam się nie patrzeć na nią z obrzydzeniem, ale po prostu się nie dało. Na „dzień dobry” posłałam jej pełne nienawiści spojrzenie, co było nawet gorsze niż plaskacz. Cindy, bo tak nazywała się sekretarka, skrzywiła się, jakby rzeczywiście dostała ode mnie w twarz. Harry, który uparł się, by jechać ze mną i tatą do mojego tymczasowego domu (bo miałam w planach zamieszkać z Harrym, jeśli by się zgodził i by chciał – sam Harry jeszcze o tym nie wiedział) nie odezwał się ani słowem przez całą drogę, a na widok Cindy zareagował tylko skinieniem głowy. Wpatrzony we mnie, jak w obrazek, podążał za mną do mojego starego-nowego pokoju na piętrze.

W połowie drogi, na schodach, zatrzymał mnie głos taty:

- Masz zamiar tu mieszkać?

- Jeśli to ci nie pasuje, bo wolisz zająć się sekretarką, to znajdę sobie inne lokum – odpowiedziałam, podtrzymując walizkę – Tak naprawdę czekam, aż skończę osiemnastkę. Tyle.

- Wiem – odpowiedź taty trochę mnie zaskoczyła, ale nie dałam tego po sobie poznać – I nie oczekuję, że mi wybaczysz po tym, jak was opuściłem, ale miłość moja i twojej mamy po prostu się wypaliła. – zrobił wdech, a potem spojrzał na Harry’ego – Mam tylko nadzieję, że jej nie opuścisz. Chloe potrzebuje miłości.

- Nigdy jej nie opuszczę, a jeśli to zrobię to ona i tak wydrapie mi oczy – Harry spróbował rozluźnić atmosferę i chyba mu się udało, bo i ja i tata parsknęliśmy śmiechem.

Po chwili twarz mojego taty spoważniała, jakby coś sobie przypomniał i wspiął się na pierwsze schodki, wyciągając niepewnie rękę do Harry’ego, którą mój chłopak uścisnął; miałam tylko nadzieję, że tata nie zrobi jakiejś głupoty i nie zechce go nastraszyć tak, że Harry już nigdy nie przekroczy progu tego domu…

- Daniel.

- Harry.

- Tak więc, Harry…  opiekuj się moją małą Chloe. Jeśli nie… wiedz, że mam wiatrówkę w piwnicy – tata nie wydawał się żartować.

Harry spojrzał na mnie  z dziwną miną, jakby rzeczywiście się bał.

- Ma licencję? –zapytał mnie szeptem Harry, chwytając mnie za rękę i niezauważalnie chowając się za mną.

- A myślałeś, że nie? – uniosłam jedną brew, patrząc na niego z rozbawieniem.

- Miałem cichą nadzieję – wyszeptał Harry, a potem pociągnęłam go na górę, do mojego pokoju.

Wszystko było puste – regały, szafa… nawet łóżko nie miało nałożonej pościeli, ale usiadłam na materacu, wzdychając. Harry usiadł obok mnie, przyciągając mnie do siebie. Oparłam głowę o jego klatkę piersiową, wdychając mój ukochany zapach, a Harry nadal się nie odzywał, co było… dziwne. Bo Harry zawsze się odzywał. Buzia mu się nie zamykała. A teraz? Milczał…

-Harry? – odezwałam się, patrząc na nasze splecione ręce.

- Hmm?

- Co ci chodzi po głowie?

Harry ponownie zamilkł, jakby zastanawiając się, co odpowiedzieć; wtem, wyprostował się i jęknął, gdy coś przeskoczyło mu w barku. Spojrzał na mnie, przygryzając dolną wargę w sposób, który każdą directionerkę doprowadził by do omdlenia.

- Tak myślałem… - zaczął, rozważnie dobierając słowa  - Że mogłabyś… no, nie wiem… zamieszkać ze mną i chłopakami.

- Wątpię, czy mój tata się zgodzi – skrzywiłam się, na samą myśl o jego reakcji – Pomieszkam trochę tutaj, a potem się zobaczy…

- Możesz od razu powiedzieć, że nie chcesz ze mną mieszkać – Harry spuścił głowę, bawiąc się moimi palcami – Zrozumiałbym przecież.

- Ja naprawdę chcę z tobą mieszkać, Harry – odpowiedziałam, kładąc mu głowę na ramieniu – Ale na to chyba za wcześnie.

- Ale wprowadzisz się do nas przed moim wyjazdem do stanów? – zapytał, a ja zamarłam.

On? Stany? Kiedy? CO!?

- Zamierzałeś mi w ogóle o tym powiedzieć? – warknęłam, odsuwając się od niego znacznie.

- Jedziemy dopiero w marcu, za dwa miesiące… to szmat czasu – powiedział, odgarniając mi włosy z twarzy i nakierowując moją twarz na jego – Mam nadzieję, że będziesz chociaż w połowie tak samo tęsknić jak ja.

- O to nie musisz się martwić – zachichotałam, całując go w czubek nosa.

- I będziesz miała współlokatorkę – dodał Harry – Danielle zawsze wprowadza się do pokoju Liama, by zajmować się jego żółwiami. Urocze stworzenia, chociaż jeden raz prawie odgryzł mi palec.

Nie mogłam powstrzymać śmiechu, a Harry spojrzał na mnie z miną zbitego psiaka, na co ja zareagowałam słodkim „aww!”.

- Zostaniesz dzisiaj na noc? – zaproponowałam, a Harry uśmiechnął się szeroko – Ale i tak będziemy grzecznie spać! Mam dosyć zwrotów akcji jak na jeden dzień…

- Dobrze, Chloe… przecież wiesz, że ja zawsze będę czekał i nie zrobię nic wbrew twej woli – odebrałam to za odpowiedź potwierdzającą.

Czyli mieliśmy całą noc z Haroldem tylko dla siebie… miałam nadzieję, że nic mu nie odbije, bo ja już miałam idealny plan w mojej głowy, a propo naszego pierwszego razu. To miało być coś wyjątkowego, na co oboje będziemy czekać z niecierpliwością…


-------------------------------


I jest już 22.... od razu zostawię was w niepewności, bo nie wiem, czy już ich pierwszy raz ma się pojawić, czy nie.... wasze głosy mogą (ale nie muszą) wpłynąć na moją decyzję.

 Nie było mnie tydzień... a tu nagle 44 TYS WYŚWIETLEŃ I 84 OBSERWATORÓW. WOOOOOOW! NORMALNIE....














Hhahhha, kocham te gify <3 HAZZA *____________*

W kazdym razie, dziękuję bardzo za support, jaki od was dostaję, naprawdę nie wiecie, ile to dla mnie znaczy. Kocham was i dzięki #1DFamily czuję, że wreszcie gdzieś przynależę.

Dobijecie do 20 komentarzy? ;)

Follow @Pauline__1994 lub piszcie na gg 4441489 chętnie odpowiem na pytania :)



ZAPRASZAM NA MOJEGO DRUGIEGO BLOGA

17.04.2012

Rozdział 21: "Zawiozę cię do tej przeklętej Polski, chociaż byś wyrywała się i błagała, rozumiesz?"




No tak… powinnam się pakować. Powinnam, ale zamiast tego siedziałam na hotelowym łóżku i przeglądałam nasze wspólne zdjęcia z Hazzą, które zgromadziły się jakoś przez ten miesiąc. Przy każdym zdjęciu robiłam ciche aww, ale i tak najlepiej było, gdy przeszłam do filmików. Starałam się nie śmiać, ale po prostu się nie dało. Na jednym Harry udawał supermana, ale wywalił się na panelach, na drugim latał po domu w bokserkach Lou z marchewkami – gonił go przy okazji ich właściciel, krzycząc: ” Harry, fetyszysto, oddawaj moje bokserki, świntuchu!” - , a trzeci mogłabym przewijać do początku i oglądać raz za razem bez końca. Siedzieliśmy na nim w salonie, na kanapie – właściwie, to ja leżałam na Harrym, mając zamknięte oczy, a Harry bawił się moimi włosami – leniuchując, gdy nagle Harry podniósł głowę, musnął moje czoło i wyszeptał: „Kocham cię, maleńka”, a potem zobaczyłam, jak oburzony patrzy się w obiektyw kamery: „Liam, cholera, kto ci pozwolił to nagrywać, co?”… i na tym się kończyło.

Chciałabym mieć więcej takich filmików z Harrym… ale moje rzeczy same się nie pozbierają i nie załadują do walizki. Na samą myśl o tym, że miałam wyjechać, dostawałam spazmów szlochu. Starałam się to ukryć przed mamą, bo już tyle razy się kłóciłyśmy o to. Nie mogłam zostać w Londynie, chociaż tak bardzo chciałam. Przycisnęłam do twarzy szalik, który zostawił mi Hazza i zaciągnęłam się jego zapachem. Tak mógł pachnieć tylko on. Mój anioł. Mój książę. Był zbyt idealny, by nadal mnie kochać… a jednak to była prawda. Kochał mnie. Tylko mój wyjazd mógł naprawdę zadecydować o tym, czy będziemy razem. Czy to nasze „uczucie” przetrwa rozłąkę.

Kopnęłam walizkę tak mocno, że chwyciłam się za nogę, a w oczach pojawiły się łzy bólu. Sama walizka poruszyła się lekko w stronę drzwi, ale nic z niej nie wyleciało. Wyglądało na to, że miałam jeszcze mniej mocny wykop, niż mi się wydawało. Takie życie…

Wstałam gwałtownie, słysząc krzyk mamy:                         

- Spakowałaś się już? Za trzy godziny odlot!

- Prawie! – odpowiedziałam, nerwowo patrząc na swoje porozwalane ciuchy i zaczęłam je zbierać.

Miałam nadzieję, że oni także będą na lotnisku. Przecież musieli być. Pakując się, słyszałam w swoim umyśle tylko jedną myśl:

Oby się nie spóźnili, oby się nie spóźnili, błagam…

Mama wparowała do mojego pokoju, ogarniając go wzrokiem; widziałam w jej oczach, że jest wściekła, ale nic nie powiedziała. Mimo wszystko, ja miałam jej dużo do powiedzenia:

- Może jednak sama pojedziesz do Polski? – zapytałam, a w moim głosie usłyszałam ton błagania – Mogę zamieszkać u Cynthii, chodzić do szkoły tutaj, chociaż skończyć rok szkolny!

Mama westchnęła, a gdy się odezwała brzmiała tak, jakby tłumaczyła coś strasznie zawiłego, małemu dziecku:

- Rozmawiałyśmy o tym tysiące razy, Chloe. Jedziemy razem.

- A pomyślałaś może, co ja tutaj zostawiam? – moje oczy zwęziły się niebezpiecznie – Zostawiam Cynthię, Harry’ego…

- Harry to tylko chłopak, w Polsce znajdziesz sobie innego! – wyrzuciła z siebie mama, lekko podirytowanym tonem.

- A nie pomyślałaś, że ja nie chcę innego? I to, że nie udało się tobie i tacie, nie znaczy, że mi i Harry’emu też się nie uda?

Widocznie zdenerwowałam mamę, bo podeszła do mnie, z tym morderczym wyrazem twarzy i wyglądała tak, jakby miała zamiar mnie uderzyć, ale ledwo się od tego powstrzymywała. Jednak nie żałowałam swoich słów, powiedziałam to, co myślę i tylko to się dla mnie liczyło. Wiedziałam, że wałkowałam ten temat z mamą do upadłego, ale nie mogłam tak tego wszystkiego zostawić. Mała buntowniczka ukryta we wnętrzu mnie zaczęła powoli się budzić z letargu, ku mojemu zadowoleniu. Niech rodzicielka zauważy, że ja też mam pazur, a nie tylko ona! Nie chcę do końca życia być kimś, kto tylko jej potakuje. Dorosłam i miałam dosyć pomiatania sobą i przemieszczania z kąta do kąta.

- Jak śmiesz… - prychnęła moja mama – Nie pozwalaj sobie, Chloe Matyldo Devil!

Mama używała mojego pełnego imienia i nazwiska tylko wtedy, gdy naprawdę ją rozwścieczyłam. I to był właśnie ten dzień.

- Tak, śmiem, ponieważ gdy tylko skończę osiemnaście lat, ty przestaniesz mieć nade mną władzę, a ja z powrotem zamieszkam w Londynie! I nie myśl sobie, że nie wiem, dlaczego nie chcesz zostać! Chcesz uciec przed wspomnieniami o tacie! – wykrzyczałam to wszystko, trzęsąc się ze złości, zaciskając ręce w pięści, a w jednej z nich nadal trzymając szalik Harry’ego.

- Masz natychmiast się pakować, bo jeśli nie, ja zrobię to za ciebie. Zawiozę cię do tej przeklętej Polski, chociaż byś wyrywała się i błagała, rozumiesz? – wycedziła mama przez zęby w jakimś dzikim szale; nigdy jej takiej nie widziałam, jakby dostała pomieszania zmysłów – Więc skoro i tak nie masz osiemnastu lat, nie masz nic do gadania!

I wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. Usiadłam na łóżku, starając się nie płakać; wiedziałam, co należy zrobić. Trzęsącą się ręką sięgnęłam po telefon i wybrałam numer, patrząc jak na wyświetlaczu było napisane: Łączenie z… Tata.

***

 
Staliśmy w wielgachnym korku ciągnącym się prawie kilka kilometrów od Hearthrow.  Bębniłem niespokojnie w kierownicę naszego auta, które cały czas chodziło na zapalonym silniku. Nie mogłem wytrzymać, od buzujących we mnie emocji. Moja Chloe wyjeżdżała, a ja nawet nie miałem dotrzeć na lotnisko przed jej wyjazdem? To byłoby prawdziwe niedopaczenie.

Zatrąbiłem na samochód przed nami, obrzucając kierowcę wiązanką przekleństw, która i tak nie miała do niego dotrzeć; z cichym westchnieniem opadłem na siedzenie kierowcy, starając się nie wybuchnąć. Czułem tą napiętą atmosferę w aucie; Zayn wystukiwał rytm na moim zagłówku, co strasznie mnie denerwowało i tylko podbudowywało we mnie emocje, ale musiałem wykazać się opanowaniem. Czułem, że niewiele dzieli nas od przekroczenia tej cienkiej linii gniewu. W moim przypadku gniew mieszał się z rozpaczą. Zacisnąłem ręce na kierownicy; przesunęliśmy się o jakieś kilka metrów, ale cały czas kisiliśmy się w korku jak ogórki w słoiku. Przygryzłem wargę, udając, że nie słyszę, jak Niall cichutko marudzi, że chce mu się jeść, chociaż i tak przed wyjazdem porwał mi dwie paczki żelek.

Louis, siedzący obok mnie na miejscu pasażera, wyciągnął w moją stronę rękę i poklepał mnie pocieszająco po ramieniu, uśmiechając się; wiedziałem jednak, że jego uśmiech jest wymuszony. On tak samo jak ja nie chciał, by Chloe wyjeżdżała. Zauważyłem, że stała się dla niego jak kolejna młodsza siostra (których i tak już miał cztery), którą należy się opiekować i robić sobie z niej żarty. Uwielbiałem naszą przyjaźń z Louisem. Była ona taka bezproblemowa, taka oczywista jak oddychanie. Bo bez niego, nie było by mnie; a beze mnie nie było by jego. I oczywiście, bez nas, nie było by Larry’ego. A co to za świat, bez Larry’ego?

Posłałem mu blady uśmiech, który każdy inny zinterpretował by jako wesoły – jednak Lou znał mnie na tyle, że wiedział, że ten uśmiech nie miał nic wspólnego z wesołością.

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, zdążymy na czas – wyszeptał cicho, strasznie poważnie.

- A wszystko przez te cholerne korki… - mruknąłem, ponownie przejeżdżając jakieś dwieście metrów do przodu i znowu się zatrzymując.

- Spokojnie, Hazza. Chloe nie wyjedzie bez pożegnania.

- Chyba, że jej matka nagle się wpieprzy – warknąłem, mierzwiąc sobie włosy, które opadały mi na wszystkie strony.

- Haroldzie! –zapiał Lou, a Liam, Zayn i Niall zaczęli się śmiać – Jak ty się wyrażasz o matce swojej dziewczyny?!

- Tak jak należy; to żmija – stwierdziłem fakty, a Lou udał zszokowanego i przystawił sobie zaciśniętą pięść do otwartych ust.

Śmiałem się razem z resztą, chyba po raz pierwszy tego dnia. Byłem tak zdenerwowany, że nie mogłem jeść, ledwo spałem. Wybrałem numer do Chloe, ale odpowiedziała mi sekretarka. Miałem nadzieję, że to nie wróży nic złego. Ponownie zatrąbiłem, a korek trochę się ruszył.

Byle zdążyć na czas, byle zdążyć…



***

Siedziałam na plastikowym krześle. Zaraz miałyśmy przejść z mamą przez odprawę, ale ani Harry’ego i reszty chłopaków, ani taty nigdzie nie widziałam. Po tym, jak do niego zadzwoniłam, miałam nadzieję, że przyjedzie i porozmawia z mamą o moim zamieszkaniu w Londynie na stałe; byłam gotowa nawet na to, by mieszkać z nim i jego asystentką. Byle tylko nie tracić Cynthii i chłopaków, a w szczególności Harry’ego. Wszyscy wymienieni byli dla mnie jak prawdziwa rodzina.

Mama wzrokiem poganiała mi, bym podeszła z nią do kolejki, ale zamiast tego nadal czekałam z Cynthią, która jako jedyna przyjechała wcześniej się ze mną pożegnać, siedząc w milczeniu. Obie byłyśmy nieźle przygnębione perspektywą mojego wyjazdu i chociaż Cynthia nie okazywała tego wcześniej, strasznie ją to bolało, że wyjeżdżam. Znaczy, miałam nadzieję, że jednak nie wyjadę, ale skąd ona mogła o tym wiedzieć?

- Dosyć już czekamy, nie mam zamiaru minąć samolotu! – warknęła na mnie mama; podskoczyłyśmy obie z Cynthią – Pożegnaj się z Cynthią i idziemy.

- Ale, mamo! – jęknęłam, chcąc by tamta buntowniczka, która obudziła się we mnie w hotelu, pokazała swoje pazurki.

- Żadnych „ale” Chloe! Dawaj walizkę! – mama szarpnęła mną tak mocno, że wstałam, starając się opierać.

Gdzie jest ten godny pożałowania ojciec, gdy go potrzebuję?!


***


Cali zdyszani weszliśmy do sali odlotów, kierując się do stanowisk odpraw; przepychaliśmy się przez tysiące ludzi, idących w różne strony, krzycząc tylko: „Przepraszam!”, jeśli ich potrąciliśmy, i biegnąc dalej. Nagle na tablicy odlotów ukazał się napis, który przyprawił mnie niemalże o zawał serca; stanąłem, a Zayn idący za mną, wpadł na mnie, mieląc pod nosem przekleństwo. Louis spojrzał tam, gdzie ja, a po chwili poczułem, jak lekko mnie przytula. Już wiedział.

- Przykro mi, Hazziątko – mruknął niemrawo.

Ja nadal stałem, patrząc na tablicę odlotów,  nie mogąc uwierzyć w to, co było tam napisane. Nie, nie, nie, nie! To musiała być jakaś pomyłka! Jakaś cholerna pomyłka… Jednak tablice na lotniskach nigdy nie kłamią.

Samolot Londyn-Warszawa : odjazd z pasa startowego.

Miałem wrażenie, że cały świat mi znika sprzed oczu. Jedyne, czego chciałem, to umrzeć.






----------------------------------------------

 No i jest następny rozdział z otwartym zakończeniem. Sama takiego nienawidzę, ale czego się  nie robi, by zaintrygować widza? XD Czy tata Chloe zdąży na czas, czy może ona wyjechała już z mamą do Polski? Jakie jest wasze zdanie? 

Boże drogi zaraz dobiję do 40 tys wyświetleń <macarena + inbetweener dance>  massive thank you. Plus już mam 70 obserwatorów. trolololo <3

Follow @Pauline__1994 lub piszcie na gg 4441489

Z racji tego, że kocham moją Lexie, zapraszam na jej dwa blogi #1#2 <3 ENJOY! 

Zapraszam na mojego drugiego BLOGA

09.04.2012

Rozdział 20: "I wanna come back to home to see your face..."



Music


Myślałam, że zapadnę się pod ziemię, kiedy z Harrym przyszliśmy od kuchni i powitano nas szeptami i pytaniami: „Jak tam palcówka?”. Walnęłam każdego z chłopców po kolei, zatrzymując się przy małej Rudej, która wydawała się tą całą sytuacją trochę zażenowana, ale stwierdziłam, że nie będę w stosunku do nie niemiła – przecież nie ocenia się ludzi tylko po tym, że zastaje się ich z najlepszymi kumplami na kanapie… okej, to zabrzmiało i tak strasznie dziwnie.

- Jestem Chloe – wyciągnęłam rękę w jej stronę, w geście powitania, którą ona nieśmiało uścisnęła.

- Naomi – uśmiechnęła się niepewnie, patrząc na mnie przyjaźnie – Dużo o tobie słyszałam.

Zdziwiłam się, więc Naomi postanowił kontynuować swoją wypowiedź, strasznie przy tym gestykulując.
- Zayn mi opowiadał, zanim jeszcze tu przyszłam – zmierzyłam Zayna wzrokiem, a on tylko uniósł ręce w poddańczym geście i odezwał się w swojej obronie:

- No co? Znamy się z Naomi już dwa lata, nie mogłem jej o tobie powiedzieć, jak o dziewczynie Harry’ego? – miło było usłyszeć z ust kogo innego, że w pewnym sensie „należę” do Harry’ego, w taki pozytywny sposób.

- Skąd wy tak właściwie się znacie? – zapytałam, zdezorientowana, patrząc to na Zayna to na Naomi.

Wtem obydwoje spojrzeli po sobie i wybuchli jednocześnie niepohamowanym śmiechem, który rozniósł się po całym pomieszczeniu. Widziałam, że ta dwójka rzeczywiście musiała znać się wcześniej, bo wydawało się, że rozumieją się bez zbędnych słów – praktycznie tak samo jak ja i Harry. Naomi zamachnęła się długimi włosami tak, że centymetry dzieliły ich końcówki od twarzy Zayna, ale on tylko odskoczył i zaśmiał się. Dawno nie widziałam go takiego. Może to nawet lepiej, że kogoś sobie znalazł? Przygryzłam wargę, coraz bardziej się o tym przekonując, gdy Naomi zaczęła mówić:

- Zanim poszedł do X-Factora, wyrywał u nas wszystkie laski w Bradford na swój brzuszek. Jako jedyna na niego nie leciałam…

- Ale za to latała za tobą przynajmniej połowa męskiej części naszej miejscowości – przypomniał jej Zayn, za co oberwał w ramię i skulił się – Taka prawda przecież! Pomijając fakt, że żaden z facetów cię nie zadowalał!

- O wypraszam sobie! – oburzyła się Naomi – Nie miałam wysokich wymagań, to nasi chłopcy byli niedorozwinięci z tobą na czele! – Zayn chwycił ją w talii, a Naomi zapiszczała, ale kontynuowała – Kiedyś wybrałam się do parku pobiegać gdzieś o szóstej nad ranem, biegnę obok fontanny, gdy nagle jakieś wielkie cielsko mnie popycha i ląduje w wodzie! – posłała Zaynowi mordercze spojrzenie.

- Ej, to nie moja wina, byłaś taka mała, że cię nie zauważyłem! – bronił się Malik, ale nadal się śmiał – Musiałem ją przepraszać z tysiące razy, ale i tak posłała mi kuksańca w… czułe miejsce – na samo wspomnienie Zayn skrzywił się – Ale tak to się zaczęło i od tego czasu zaczęliśmy się witać w szkole, a potem zostaliśmy znajomymi.

- Była kiedyś na ich koncercie, jak grali w Bradford, ale potem przeprowadziłam się do Londynu na studia dziennikarskie – rzekła Naomi, wyrywając się z objęć Zayna, ale bezskutecznie, aż zrezygnowana, westchnęła  - I tak nasza znajomość po prawie roku się odnowiła.

Zayn zawahał się i spojrzał na mnie, podczas, gdy Naomi bawiła się końcówką pasma swoich wściekle rudych włosów. Co widziałam  jego oczach? Niepewność? Wyzwanie? Możliwe, że spotykał się z Naomi, by robić mi na złość… ale on nie mógł być jednym z takich, którzy to robią. Proszę, to nie mógł być Zayn...!

Poczułam jak Harry przytula mnie od tyłu, a ja, by się uspokoić (i zebrać mysli, które galopowały jak szalone w niewiadomym kierunku) oparłam się o niego, robiąc kilka głębokich wdechów. Chciałam szczerze porozmawiać o tym z Harrym, ale wiedziałam też, że to tylko może zniszczyć to, co jest pomiędzy nami, a co najgorsze mogło zniszczyć jego przyjaźń z Zaynem. Nie, nie mogłam do tego dopuścić!

- Zamyśliłaś się – doszedł do mnie szept Harry’ego i dotyk jego warg na moim uchu.

Wzdrygnęłam się, a Harry zaśmiał się cicho, odgarniając mi włosy z twarzy w bardzo czułym geście. Uśmiechnęłam się do niego blado, błądząc gdzieś myślami. Załapałam wzrokowy kontakt z Cynthią, która stała w ramionach Nialla i dałam jej znać, że potrzebuję chwili na osobności z nią, by powiedzieć jej coś ważnego. Zauważyła mój wzrok i wyswobodziła się z uścisku Nialla, tak samo jak ja z objęć Harry’ego i wyszłyśmy z kuchni, na korytarz. Oparłyśmy się o przeciwległe ściany, a ja westchnęłam, nie wiedząc, jak jej to wszystko powiedzieć. To było zbyt skomplikowane…

Stwierdziłam, że i tak najlepiej będzie, jak zacznę do początku:

- Cynthia, zrobiłam coś strasznego – przyznałam, chowając twarz w dłonie, a potem poczułam, jej rękę na moim ramieniu – Podczas tamtej domówki… prawie przecałowałam się z Zaynem. Z Zaynem, czaisz to? Z kumplem mojego chłopaka! Kocham Harry’ego nad życie, ale wtedy za dużo wypiłam… on zaczął mnie podrywać… nie wiedziałam, co robić, podobało mi się to jak tańczyliśmy, ale wtedy on powiedział o dwa słowa za dużo i przypomniało mi się, kto tak naprawdę jest w moim sercu. Jak ja mogłam mu to zrobić? Zayn przeprosił za swoje zachowanie, ale mam wrażenie, że wcale o tym nie zapomniał, a Naomi jest tylko przykrywką. Pomóż. Kocham Harry’ego, jak nikogo. Robię z tego taki melodramat, ale jeśli Harry się o tym dowie, to może być koniec One Direction, rozumiesz? Wszystko się posypie, jak domek z kart. A to wszystko przez to, że wtedy przesadziliśmy z alkoholem… 

Cynthia nie odzywała się przez pewien czas, a to mogło oznaczać tylko jedno – sama nie mogła dojść do żadnego dobrego rozwiązania tej sprawy.

- Wiesz… - mruknęła, ale jej głos nie brzmiał pewnie – Wyjedziesz… Harry będzie przy tobie trwał, a Zaynowi pewnie się znudzi czekanie i zniechęci go odległość. Naomi będzie tu przy nim w Londynie, a ty… wyblakniesz w jego oczach.

- A co jeśli nawet Harry o mnie zapomni? – nawet nie zauważyłam, jak zaczęłam pociągać nosem, a po policzkach poleciały mi pierwsze łzy – Nawet on? Ten, który obiecywał, że nigdy mnie nie zostawi?

- Dystans weryfikuje miłość, Chloe. Jeśli o tobie zapomni i oleje, to znaczy, że nie był ciebie wart. Stanie się dupkiem w moich oczach – zażartowała Cynthia, chcąc rozładować atmosferę, a ja zaśmiałam się cicho, nadal mając jednak łzy w oczach; otarłam je, nie chcąc, by ktoś jeszcze zobaczył mnie w tym stanie.

- Dziękuję – wyszeptałam, uśmiechając się lekko – Nawet ta wyprowadzka nie wydaje się taka straszna, gdy ma się takich przyjaciół… - uścisnęłam Cynthię mocno, a ona prawie zdusiła mnie swoim żelaznym uściskiem.
***

- Naprawdę musisz już jechać? – jęknął Harry, przyciągając mnie do siebie.

- Przykro mi, muszę – patrzyłam w te jego hipnotyzująco zielone tęczówki i zastanawiałam się jak bogu udało się coś tak cholernie perfekcyjnego; musiał się nieźle napracować.

- Będę tęsknić każdej sekundy – wyszeptał, a potem nagle spoważniał, spuszczając wzrok na swoje białe conversy – Kiedy wylatujesz?

- Pewnie pojutrze, nie wiem – pokręciłam przecząco głową, jakby to miało odgonić nieznośną myśl – Dam ci znać. Przecież musicie mnie odprowadzić i narobić mi siary na lotnisku, nie? – zaśmiałam się, ale to, co miało wyjść jako radosny śmiech przypominał raczej skomlenie i momentalnie ucichłam.

Harry zmusił mnie, bym spojrzała w jego oczy, chwytając moją brodę pomiędzy jego palce i unosząc moją twarz ku górze. Czułam się, że wszystko ze mnie ulatuje, każdy smutek przemieścił się na inną osobę i zostałam tylko ja… ja i moja radość, moja miłość do niego, uczepiona jego jestestwa jak życiodajnego przedmiotu, który daje siłę, by przetrwać. Harry uśmiechnął się blado, ale widziałam w jego oczach niewymowny smutek; tak bardzo nie chciała wyjeżdżać, tak bardzo chciałam zostać… przy nim. Przy jedynej rzeczy, której byłam pewna w moim życiu.

- Harry Stylesie – wymamrotałam, poruszając ustami na jego ustach, gdy przysunął się, łaknąc pocałunku – Musisz wiedzieć, że jesteś najlepszą rzeczą jaka przytrafiła mi się w moim cholernie bezbarwnym życiu.

Harry zachichotał, a jego wargi wygięły się w lekkim uśmiechu na moich wargach.

- Chloe Devil – nie pozostał mi długo dłużny – Codziennie… I wanna come back to home to see your face. Forever.

A potem złożył na moich ustach delikatny pocałunek, jakby nigdzie się nie śpieszył. Bo przecież tak było. W najbliższej perspektywie miała jego i tylko jego. Jego włosy, jego dotyk, jego zapach. Wszystkie moje zmysły były na nim skupione. Czułam na swoich ustach jego rozgrzane, miękkie i mokre wargi. Tylko to chciałam czuć. Zacisnęłam ręce na jego płaszczu, jakby bojąc się, że zaraz odejdzie. Harry pogłaskał mnie po plecach uspokajająco, a potem wplótł ręce w moje długie i proste włosy i zacisnął na nich pięści, przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie.

- Don’t let me go – wyszeptałam w jego wargi, a nasze oddechy mieszały się.

- I promise I won’t. Ever, my the sweetest thing. – I ponownie mnie pocałował.





--------------------------------------------

I jest druga dycha! Kto by się spodziewał, że tak wyjdzie? Już dwie dyszki, ja nie mogę... normalnie mam słomiany zapał i wszystko, czego dotknę, porzucam strasznie szybko, a tu jest inaczej... dzięki wam, chce mi się to kontynnuować. Dziękuję, moi drodzy czytelnicy, że jesteście ze mną, a szczególnie dziękuję tym, którzy są ze mną od początku.

Zbiorowa dedykacja dla: Avicii, @ZarrysLover, Van, Moniki, Najimi, Lex, BasieQ, Vick, The Simpsonizer, ForbiddenRose, Yourdestiny, Annie, Nickie, Anonimów i innych odwiedzających i komentujących! <3 (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam... anyway love you too!)

DOSTAŁAM SPAZMÓW, GDY ZOBACZYŁAM PONAD 35 TYS WYŚWIETLEŃ I PRAWIE 70 OBSERWATORÓW. KOCHAAAAAM WAS MIŁOŚCIĄ NAMIĘTNĄĄĄĄĄ! <3

Dobijecie do 20 komentarzy? :)
 
Follow @Pauline__1994 albo pisz 4441489 chętnie pogadam i/lub odpowiem na pytania :)
Zapraszam na mojego drugiego BLOGA