19.05.2012

Rozdział 24:" You know exactly what you do..."



MUSIC


Wieczorem, po tym jak Harry nakarmił naszą gromadkę wiecznie głodnych dzieci, mogliśmy w końcu mieć czas tylko dla siebie. Weszliśmy cicho do mojego domu. Chciałam zadzwonić do drzwi, ale Harry zatrzymał mnie i pchnął lekko drzwi – ku mojemu zdziwieniu, były otwarte. Spojrzałam pytająco na Harry’ego, ale on tylko wzruszył ramionami w ten uroczy sposób.

Weszliśmy cicho, jakbyśmy wchodzili do czyjegoś domu tylko po to, by go okraść ze wszystkich wartościowych rzeczy. Odpędziłam od siebie tą myśl, ale sama powracała, jak natrętna mucha. Zdjęliśmy buty, gdy nagle zamarłam, słysząc odgłosy z kuchni. Kazałam Hazzie iść na górę, ale mnie nie posłuchał, podążając za mną jak cień.

Uchyliłam lekko drzwi od kuchni, a to, co tam zastałam, całkowicie zamroziło mi krew w żyłach. Na kuchennym stole siedziała pozbawiona bluzki sekretarka mojego taty, wydająca z siebie dziwne dźwięki, które podkręcał… mój praktycznie nagi ojciec.

Pociągnęłam Harry’ego za koszulkę, w stronę mojej starej-nowej sypialni, chcąc jak najmniej zapamiętać z tamtej chwili. Niestety, namolna myśl o tym, że spotkałam mojego tatę i tą… tą… asystentkę od siedmiu boleści, w dosyć dziwnej sytuacji, nie dawała mi spokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie, uprzednio wpuszczając Harry’ego, który przyglądał i się uważnie. Uniosłam jedną brew, patrząc na niego pytająco, ale on tylko pokręcił przecząco głową i usiadł na moim łóżku, które było pościelone jak wtedy, kiedy opuszczałam ten dom.

Wydawał się zupełnie obcym miejscem – miejscem, jakiego nie znałam. Zapanował w nim dziwny, niewytłumaczalny chłód. Jakby to, co w nim kiedyś zgromadziłam, było tym, co go ogrzewało.

Nie podniosłam głowy, gdy Harry usiadł obok mnie, a nasze ramiona się dotknęły. Myślałam tylko o tym, co zobaczyłam w kuchni. Chociaż starałam się zapomnieć. Czy istnieje możliwość, że Harry to zobaczył i naszła go ochota na…? Chyba nie musiałam kończyć… to oczywiste. Jest chłopakiem. Oni zawsze mają ochotę.

- Jeśli chcesz się umyć, to łazienka jest na końcu korytarza – rzekłam do Harry’ego, który z zapamiętaniem bawił się palcami u mojej dłoni.
 
- Mam spać na kanapie w salonie czy na materacu przy twoich stopach? – wyskoczył z pytaniem Harry, wstając.

Uniosłam jedną brew, patrząc na niego sceptycznie.

- Harry… - mruknęłam, krzyżując ręce na ramionach.

- Okej, okej, żartowałem! – Harry podniósł ręce w poddańczym geście i wyciągnął ze swojej torby ręcznik i bokserki.

Miał zamiar spać tylko i wyłącznie w nich? Zadałam mu to pytanie, gdy wyprostował się, patrząc na mnie, jakby coś chciał powiedzieć. Przytaknął, a potem zapytał:

- Ale to ci chyba nie przeszkadza? Raz już przecież ze mną spałaś… - pomijając to, jak właśnie brzmiało zdanie, wypowiedziane przez Harry’ego, westchnęłam, czując, jak na policzkach pojawiają mi się rumieńce.

Dlaczego? Może dlatego, że mój seksowny chłopak miał zamiar ze mną spać i to do tego w samych bokserkach. Dobrze, że chociaż miał zamiar je założyć. Normalnie przecież nie miał na sobie niczego, gdy kładł się spać. Czyli i tak się dla mnie poświęcał… Zlustrowałam go od stóp do głów, starając się zapanować nad szybko bijącym sercem. Co w nim takiego było, że tak na mnie działał? Że byłam gotowa mu się oddać tu i teraz?

Nie, zaprzeczył mój mózg, Jeszcze nie teraz.

- Halooo… ziemia do Chloe – nawet nie zauważyła, jak Harry macha mi ręką przed oczami; mrugnęłam szybko kilka razy, zdezorientowana – Żyjesz jeszcze?

- Nie wiesz, tylko udaję, że oddycham. Tak naprawdę to jestem wampirem – mruknęłam sakrastycznie.

- AAAAAAA, CZOSNKUUUU! – zawył Harry, latając w kółko po pokoju, a ja aż podskoczyłam i zasłoniłam mu usta ręką.

- Cicho, wyjcu! – skarciłam go, patrząc w jego oczy.

Harry uśmiechnął się, mimo tego, że twardo trzymałam dłoń na jego ustach. Mrugnął, a jego długie, ciemne rzęsy zafalowały, przyprawiając mnie o dreszcze. Robił to specjalnie, czy nieświadomie?!
 
- Idę się myć pierwsza – oznajmiłam i pędem pobiegłam do łazienki; Harry starał się mnie dogonić, ale zamknęła mu drzwi prosto przed nosem.

Ha. Ma za swoje.

***

Widziałem jej ciało, ocierające się o moje, seksowne i cudownie gładkie. Nie było nagie, ale okryte cienką sukienką. Przejechałem ręką po jej udzie, myśląc, jak Bóg mógł stworzyć tak idealne stworzenie, igrające na moich uczuciach. Przysunęła się do mnie, żądając pocałunku – rozchyliła usta, nie narzucając mi swojej woli, ale wiedziałem, że tego chce. Pocałowałem ją z pasją, czując jak wplata mi palce pomiędzy moje włosy. Byliśmy tacy sami – spragnieni, ale niezdolni do bycia z tymi, których naprawdę kochaliśmy.

Opowiadała mi o nim. O tym, który tak naprawdę zawładnął jej sercem. Mieszkał daleko, ale jej miłość nie słabła. Gdy pewnego dnia przyjechał, z nową dziewczyną, zrozumiała, że ona nigdy nie będzie jego. A tym bardziej on nie będzie jej.

Ale poznała mnie; wiedziałem, czego ona ode mnie oczekuje już od samego początku. Tego samego ja oczekiwałem do niej. Obydwoje chcieliśmy zapomnieć o tych, z którymi wiążą nas nieskalane i czyste uczucia. Tylko dlaczego ja wpadałem coraz głębiej i głębiej w to, co było pomiędzy nami? Jakbym rzeczywiście się zakochiwał…

Spojrzałem w jej sarnie oczy. Miały zupełnie inny kolor w świetle dziennym niż w dusznym i sztucznie oświetlonym klubie. Normalnie były zielone… a tam wydawały się fioletowe. Objąłem ją w talii, widząc Black fleszy; pewnie będziemy za kilka minut na pierwszych stronach jakiś portali plotkarskich, ale mało mnie to obchodziło.

Znałem ją tak długo… ona wiedziała o mnie więcej, niż ktokolwiek.

- Chyba zapominam o Niej – wyszeptałem jej do ucha, a ona zamarła.

Widziałem w jej oczach dziwny blask; nie potrafiłem go odszyfrować. Ogólnie była jedną z osób, której nie potrafiłem otworzyć jak książki i zacząć ją czytać. Była dla mnie zagadką. Może dlatego tak mnie pociągała? Bo była niebezpieczna, tajemnicza.

- A ja zapominam o Nim – odpowiedziała w końcu, przyglądając mi się uważnie, by nie przegapić mojej reakcji.

- Wiesz, że to zajmie trochę czasu?

- Wiem – przytaknęła – Ale jestem gotowa poczekać.

Uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła gest i przytuliła się do mnie; kołysałem ją w ramionach, wdychając zapach jej perfum. Może nie byłem na razie w stanie zapomnieć o Chloe. Ale w końcu miałem Naomi, która robiła wszystko, bym ją pokochał. Starałem się, naprawdę. Szło mi opornie, ale w końcu, kto nie próbuje, ten nie zyskuje.

***

Rozebrałam się już z jeansów i bluzki; podziwiałam swoje blade ciało w odbiciu wielkiego lustra, które wisiało w łazience. Co takiego ten Harry we mnie widział? Boczki, odstający brzuch, zbyt grube uda? Nie byłam idealna… ale on tak. Dla miliomów dziewczyn on był ideałem piękna. Dla mnie też. Był moim greckim bogiem. Rozpuściłam sobie włosy, które opadły kaskadą na bladą skórę, tworząc kontrast. Przedtem spięłam je, by móc się wykąpać, ale przecież nigdzie się nie śpieszyłam…

Obróciłam się wokół własnej osi, patrząc uważnie na dziewczynę w lustrze, na jej pupę, linię bioder, plecy, trochę skrzywiony kręgosłup, piegi na całej długości pleców… Każda cecha wydawała mi się odmiennością, ba, wadą.

Westchnęłam, a ręce opadły mi po bokach ciała. Spójrzmy prawdzie w oczy – nigdy nie będę wystarczająco dobra dla niego. Nie z tym ciałem.

Przygryzłam wargę, a potem drgnęłam, widząc, że drzwi do łazienki uchylają się. No tak, zapomniałam ich zamknąć… Moje oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyłam Harry’ego w bokserkach i podkoszulku, wchodzącego niepewnie. Gdy tylko zobaczył mnie w samej bieliźnie, wydawało mi się, że jego policzki pokrywają się rumieńcem, ale ten częściowy wstyd nie powstrzymał go od podejścia do mnie i przejechania mi opuszkami palców po policzku.

- Jesteś idealna – wyszeptał, a ja przekręciłam głowę pytająco, nie rozumiejąc, dlaczego tak mówi.
Byłam przecież nikim. Spuściłam wzrok na podłogę, nie odzywając się.

- Co jest? – przytulił mnie do siebie; czułam ciepło jego skóry na sobie.

- Nie jestem idealna – odrzekłam bezbarwnym tonem – I dobrze o tym wiesz.

Harry nakierował moje spojrzenie na swoje.

- Jesteś idealna. Dla mnie. Zawsze będziesz, rozumiesz?





---------------------------
Trolololololo, to jaaaa, wracam z nowym rozdziałeeeeeemmmmmmmmmmmm ooooooooooooooooo! (przepraszam, po wizycie u mojej przyszywanej koleżanki mam głupawkę na maska, a do tego moja głowa jest pełna nowych, nieczystych myśli! Wszystko już mi się kojarzy.... stąd wybór piosenki!) Przepraszam, za moją nieobecność, strasznie trudno jest, jak nie mam nic napisane do przodu i trzeba wszystko na bieżąco pisać. Nie miała kiedy tego robić i z góry przepraszam, za nudny rozdział ;( Ale to dopiero POCZĄTEK PRAWDZIWEGO HURAGANUUUUU WOHOOOOO!
Powiedzmy, że jesteśmy już na krawędzi, bo chcę dobić do 30 rozdziałów i skończyć PART 1. Od razu mówię - TAK, BĘDZIE PART 2. Nowa, inna, zaskakująca. Niestety, z tego, co obliczyłam, nie będzie zbyt obszerna, dlatego zastanawiam się nad part 3. Druga część powinna mieć z 10 rozdziałów, tyle co część trzecia. Niestety zbliżamy się do końca opowieści, ale UWAGA!
TO OD WAS PO CZĘŚCI ZALEŻY, CO STANIE SIĘ Z HARRYM I CHLOE! Oddaję wam część głosów. Piszcie, co chcieliśbyście przeczytać w części drugiej. Możliwe, że właśnie to przeczytacie! Czekam na pomysły nowych wątków oraz zakończenia starych.

Tyle ode mnie.

Albo nie.

Zapomniałam wam podziękować za:

41 KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM (MAX LICZBA KOMENTARZY W HISTORII BLOGA WHOOO!)


 59 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




PRAWIE 300 OSÓB CZYTAJĄCYCH MOJEGO BLOGA

106 OBSERWATORÓW





LET ME LOVE YA AAAAAAAAAAAALLLLLLLLLLLLL!


tt @Pauline__1994
gg 4441489
Mój drugi BLOG

Dobijecie do 30 komentarzy? :)

08.05.2012

Rozdział 23: "Nie mogę o Tobie zapomnieć"





Mój tata miał sceptyczny stosunek do noclegu Harry’ego ze mną, ale nie chciał za nadto kierować mnie przeciwko sobie – wiedział, że dostatecznie go nienawidzę, za to, że nas opuścił – więc zgodził się, chociaż mogłam przysiąc, że będzie co chwilę nam wchodził i sprawdzał, czy nie robimy nic nieprzyzwoitego. Gdy pojechałam z Harrym do jego domu, po rzeczy, przywitało mnie pięć ciał (łącznie z Cynthii), zwalających się na mnie z okrzykiem. Plątanina rąk i nóg, w jakiej się znalazłam, spowodowały u mnie wybuch niepohamowanego śmiechu; po chwili usłyszałam inne głosy, wtórujące mi. Stęskniłam się za moimi świrami. Bo chyba w pewnym sensie mogłam nazywać ich „moimi”?

Czasami to wszystko wydawało mi się zbyt idealne, by być prawdziwe. Ja, łaskoczący mnie chłopacy, których znałam… i czułam się z nimi swobodnie. Która fanka nie chciałaby być na moim miejscu? Chyba nie znalazła bym takiej, która by mi nie zazdrościła. Jak to się stało, że właśnie ja zostałam ich znajomą? Czy pojawiłam się już w gazetach? Strasznie tego nie chciałam…

Louis wydał z siebie dźwięk duszonego kurczaka lub innego ptaka i tylko milimetry wystarczyły, byśmy upadli na podłogę. Na szczęście Daddy panował nad wszystkim i pozwolił mi oddychać, trochę się odsuwając, tak samo jak Zayn i Niall. Blondyn zamiast tego objął swoją dziewczynę ramieniem, patrząc jak Lou całuje Harry’ego mocno w policzek.

Zachichotałam, patrząc na naszą uroczą parkę.

- Koniec tego miziania! – Liam chciał ich rozdzielić, ale zamiast tego Lou przycisnął Harry’ego do ściany, a Harold zaśmiał się głośno.

- Może jednak pójdziemy do sypialni? – zapytał Lou, wyglądając całkiem poważnie, ale widziałam, jak patrzy na mnie i się ze mną droczy.

- Przykro mi, Louieh, dzisiaj śpię z Chloe – rzekł Harry, szukając u mnie wsparcia.

Po pomieszczeniu rozległo się „uuuuu!” na strasznie wysokiej nucie. Liam, przytulił się do zdezorientowanego Zayna, udając, nawiasem mówiąc bardzo dobrze, Louisa.

- Dobra, stop gaying around! – Cynthia również nie mogła powstrzymać się od wydawania dziwnych dźwięków i do tego nie wydawało mi się, by była zaszokowana zachowaniem 4/5 One Direction; zapomniałam, że była ich wielką fanką – pewnie tak zachowywali się zawsze. Jednak zawsze, nie oznacza normalnie. Czy słowo „normalność” w ogóle powinno mieć rację bytu w tym samym zdaniu, co One Direction?

Poszliśmy z Harrym do jego pokoju, by mógł się spakować. Patrzyłam jak szybko rzuca do torby kosmetyczkę, bieliznę, jakąś bluzę, spodnie i skarpetki. Usiadłam na łóżku, obserwując krzątającego się Harolda, który nawet jak robił coś zupełnie niezwiązanego z tańcem i innymi kocimi ruchami, wyglądał jakby tańczył seksowny taniec swoim jakże zacnym tyłeczkiem. A miał się czym pochwalić, oj miał…

Miałam zboczone myśli. Aż nazbyt zboczone. Co by pomyślał Harry, jak by się o nich dowiedział? Heh… pewnie by się ucieszył. Podobno większości chłopaków podobają się dziewczyny z „kosmatymi” myślami. Pewnie Harry również należał do tej większości.

Gdy wreszcie był gotowy, pożegnaliśmy się z chłopakami i Cynthią, mając nadzieję, że zostaniemy sami, jednak drogę do drzwi zagrodził nam nie kto inny, jak Louis, trzymając w kieszeni czerwonych spodni nadgryzioną marchewkę, która z daleka wyglądała jak pomarańczowy pistolet – wiem, że takich raczej nie ma, ale moja wyobraźnia podsuwa mi różne obrazy…

- Myślicie, że tak po prostu pozwolimy wam odejść? – spytał poważnie Lou, wyjmując z kieszeni marchewkę i celując nią w nas oskarżycielsko – No way, nasze gołąbeczki!

- Czemu mnie to nie dziwi – westchnął Harry, mierzwiąc sobie włosy i spoglądając wymownie w sufit.

- Bo jesteś moim najlepszym przyjacielem, Haroldzie – Harry skrzywił się, słysząc swoje pełne imię z ust Lou; nienawidził swojego imienia, chociaż w pewnym sensie było urocze. Pasowało do niego.- I jako twój najlepszy przyjaciel mówię ci, że jestem głodny, a Liam zawsze wszystko przypala. Więc jesteś zmuszony dziś być naszą kuchareczką.

- Amen – dodał Zayn, pojawiając się za Lou i uśmiechając się w ten specyficzny sposób – Tylko wiesz, masz się postarać, a nie zrobić nam jakieś byle co i sobie uciec z Chloe.

- Niech wam będzie – westchnął zrezygnowany Harry, rzucając torbę w kąt i kierując się do kuchni, gdzie Daddy z Niallem siedzieli przy stole.

Gdy mój chłopak wszedł do pomieszczenia, Niall rzucił mu spojrzenie typu: „No nareszcie!”, a Harry otworzył lodówkę i momentalnie się skrzywił. Już chciałam usiąść przy Tatuśku, gdy poczułam jak czyjaś ręka zatrzymuje mnie. Odwróciłam się przodem do zerkającego niepewnie Zayna.

- Tak? – zapytałam szeptem.

- Możemy pogadać? – Zayn niezauważalnie ciągnął mnie w stronę korytarza.

Dlaczego miałam złe przeczucia, a mimo wszystko poddałam się jego ręce i poszłam za nim, nawet nie patrząc za siebie, na Harry’ego? Dlaczego czasami byłam tak bezmyślna i dawałam się ponieść chwili? Nie potrafiłam odpowiedzieć na te pytania; wszystko ze mnie uleciało, jakbym zapomniała, co tak naprawdę stało się pomiędzy mną i Zaynem. Jakbyśmy obydwoje mieli czyste karty. Tabula rasa.

Gdy stanęliśmy na korytarzu, Zayn odetchnął głęboko, jakby szykowała się jaka® poważniejsza rozmowa.

-Widzę, że jednak zostajesz… na jak długo?

- Nie wiem – wzruszyłam ramionami – Mam nadzieję, że na zawsze. Ale i tak będę żyć w strachu do moich osiemnastych urodzin. Mama w każdej chwili może pozwać ojca o porwanie. – zacisnęłam usta w cienką linię; jeszcze tego brakowało, by taki pomysł przyszedł mojej mamie do głowy.

- Rozumiem… - Zayn zamilkł na chwilę, patrząc na obraz nade mną – Cieszę się, że zostałaś.

Tylko niech znowu nie zaczyna…

- Zayn… - chciałam już protestować, ale Malik przerwał mi, mówiąc strasznie szybko i nieskładnie.

- Wiem, przepraszam… po prostu cieszę się, że jesteś tu z nami, że będę cię nadal mógł widywać. Nie mogę powiedzieć, że żałuję mojego wcześniejszego zachowania, bo tak nie jest. Nie mogę o tobie zapomnieć… - ostatnie zdanie prawie wyszeptał, wpatrzony w czubki swoich butów.

- A co z Naomi? – bawiłam się rąbkiem swojej bluzki.

Zayn wzruszył ramionami.

- Lubię ją, ale nie chyba tak, jak powinienem… ona nie jest… - Zayn urwał, nadal wpatrzony w jeden punkt.

Czy on właśnie chciał powiedzieć, że Naomi nie jest… mną? Nie, to nie możliwe… Miała ochotę odejść, ale jakaś dziwna siła mnie zatrzymywała tam, przy nim. Mimo, że moje serce biło dla Harry’ego z Zaynem łączyła mnie niewytłumaczalna więź, której nie potrafiłam wytłumaczyć, a tym bardziej, jej zerwać.

- Nie zrań jej, Zayn, ona nie zasługuje na to, by się nią bawić. Żadna dziewczyna na to nie zasługuje. – rzekłam i ruszyłam, ale Zayn położył mi rękę na ramieniu.

- Przyjacielski uścisk? – spojrzałam na niego z powątpieniem – obiecuję być grzeczny.

Stałam w jego ramionach, kołysana z dobrą minutę, aż w końcu odsunęliśmy się od siebie. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam gest. Wiedziałam, że będzie nam trudno. Nawet bardzo. Zawsze, gdy jedna ze stron jest zakochana, ale druga nie, pojawia się pewna niezręczność, niepewność, czy nie przekroczy ustalonej granicy.

- I… Chloe? – Zayn zatrzymał mnie ponownie.

- Tak?

- Harry naprawdę cię kocha. Nie zmarnuj takiej szansy.

Spojrzałam na zdjęcie całego zespołu, które wisiało na ścianie, za Zaynem i odszukałam na nim Harry’ego. Uśmiechał się szeroko do obiektywu; pozytywny w każdym calu. Mimowolnie też uśmiechnęłam się, patrząc na fotografię. Nie miałam zamiaru zmarnować tego, co jest pomiędzy nami. Musiałam walczyć o tą miłość, choćby za cenę życia. Bo wtedy to tak naprawdę nazywa się miłość, czyż nie? Bycie gotowym na śmierć dla drugiej osoby, którą się kocha… to jest poświęcenie. To jest miłość. To jest prawdziwe.

Wieczne.

Przeniosłam oczy na Zayna.

- Nie zmarnuję. – ruszyłam do kuchni, gdzie Harry smażył naleśniki dla gromadki głodomorów.

Widziałam go tam, mojego anioła, rozmawiającego i żartującego. Serce zabiło mi szybciej. To było to. Wiedziałam, że to z Harrym chcę być, że to jego tak naprawdę potrzebuję. Jak nikogo innego. Podeszłam do mojego anioła i objęłam go od tyłu, opierając brodę o jego plecy. Zrobiłam wdech i poczułam jego zapach. Ten prawdziwy, a nie tylko perfumy. Spojrzałam w górę, na jego loki, ozdobione aureolą z promieni słonecznych, padających pod różnymi kątami nie tylko na jego kręcone pukle, ale także na skórę twarzy, rąk, usta oraz oczy, które wydawały się jeszcze bardziej zielone, niż normalnie.

Zamknęłam oczy, rozkoszując się tą chwilą.

- Późny obiad prawie gotowy – szepnął do mnie Harry.

- Mhm – odpowiedziałam mu, nawet się nie ruszając.

Poczułam, jak Harry obraca się w moim uścisku, a potem jego wargi dotknęły mojego czoła, a po moim ciele przeszedł dreszcz przyjemności. Tylko Harry tak na mnie działał…

- Kochanie… - otworzyłam oczy ze zdziwienia; Harry chyba pierwszy raz tak mnie nazwał…

- Hmmm? – wymruczałam, nadal wtulona w jego sweter i trzymająca się go jak małpa-czepiatka.

Harry pochylił się nade mną, aż dotknął mojego ucha wargami i wyszeptał dwa cudowne słowa tym swoim seksownym, lekko zachrypniętym głosem:

- Kocham Cię.

- Wiem – zaśmiałam się, a Harry jęknął.

- Nie, nie, nie nie! Teraz to powinnaś powiedzieć, że ty mnie też!

Zaśmiałam się, a Liam i Niall, do których dosiadła się też Cynthi zawtórowali mi gromko. Harry spiorunował ich wzrokiem. Do tego brakował tylko Zayna. Ciekawe, gdzie się podziewał?

Harry nagle przerzucił mnie przez ramię, tak, że kompletnie zapomniałam o Zaynie i naszej rozmowie. Jedyne, czego chciałam, to być postawiona na ziemię.

- Harry, wariacie! – zawyłam, okładając go pięściami po plecach, przy akompaniamencie śmiechów naszych przyjaciół.

***

Spojrzałem na nią i Harry’ego. Byli tacy idealni, czasami wydawało mi się, że aż nazbyt idealni. Warknąłem sam do siebie, uderzając głucho o ścianę. Reszta była zbyt zajęta patrzeniem się, jak Harry wywija Chloe na wszystkie strony, a ona błaga, by ją postawił na ziemię, mimo wszystko się śmiejąc. Dlaczego ja nie mogłem być taki szczęśliwy, jak oni?

Poczułem rękę na ramieniu. To był Louis.

- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – starał się mnie pocieszyć, a ja miałem ochotę rozpłakać się jak małe dziecko.

- Słyszałeś naszą rozmowę? – zapytałem sucho, nie strącając jednak jego ręki.

Lou przytaknął, mając zmartwiony wyraz twarzy. Nie lubił, jak w zespole panowały jakieś spięcia i to on wszystko najbardziej przeżywał, chociaż nie zawsze to otwarcie okazywał.

- Dobrze postąpiłeś. – odpowiedział Louis, nadal na mnie nie patrząc – Harry i Chloe są szczęśliwi. Nie warto tego burzyć. Poza tym… nie wybaczyłbym ci, gdyby Harry przez ciebie cierpiał. Szczególnie, że jesteś jego… naszym… przyjacielem.

Wiedziałem, co Louis ma na myśli. Nie mogłem jednak uwierzyć, że wybrałem mniejsze zło.

Poświęciłem siebie i swoje szczęście dla dobra One Direction.






----------------------------------

To ja, wasza Emma, powracająca z nowym, porywającym rozdziałem ! (czyt. ckliwym i uroczym XD) Przepraszam za przerwę, ale w weekend majowy pojechałam.... do ANGLII! KUPIŁAM SOBIE TONĘ GADŻETÓW Z ONE DIRECTION I STRASZNIE SIE TYM JARAM. Niestety w Londynie była tylko jeden dzień i akurat gdy wyjeżdżałam, Liam postanowił odwiedzić Milkshake City! Nieładnie, Daddy, miałeś być tam, kiedy ja byłam!

No więc wracam, wchodzę na bloga a tu............

36 KOMENTARZY POD 22 ROZDZIAŁEM.


53 TYSIĄCE WYŚWIETLEŃ



97 OBSERWATORÓW


Chciałam podziękować wszystkim, którzy to czytają, a szczególnie dziękuję tym, którzy komentują. Nie będę tu nikogo aż tak wyróżniała, ale wiedzcie, że kocham was wszystkich! Wiecie dlaczego? Bo dajecie mi powód do życia i do pisania. Bo jesteście ze mną nawet gdy piszę byle co i nie jestem z tego zadowolona. Ale to dzięki wam staram się być coraz lepsza, dzięki wam i waszemu zapałowi do poznania historii Harry'ego i Chloe chcę pisać i pisać i pisać!

MASSIVE THANK YOU TO YOU ALL! LET ME LOVE YOU! <3


I dziękuję Lexie za nagłówek. <3 Jest genialny! Sexy Hazza is the best Hazza. <3

@Pauline__1994 
gg 4441489 

Dobijecie do 30 komentarzy? :) 

Plus proszę jeszcze raz o podanie mi swoich tweeterów, ci, którzy chcą byc informowani, bo zrobię sobie listę, żeby nie latac po rozdziałach i ich nie szukać! Thanks for your attention.