23.06.2012

Rozdział 27: "They’ve branded us enough, outlaws of love..."




Spadam, nikt mnie nie łapie. Czuję ból, palący moje trzewia, dym wypełnia mi płuca, nie mogę oddychać. Zaczynam sinieć, spalać się powoli na popiół. W powietrzu już unosi się zapach spalonego ciała. Brzuch rozrywa się i cała jego zawartość ląduje na szkle. Raniącym szkle, które powoli przesuwa się po mojej twarzy, robiąc głęboką szramę. Chcę krzyczeć, ale nie mogę. Chcę uciekać, ale nie czuję nóg. Jestem sama, coś mnie ściska. Ktoś krzycz moje imię, ale nie rozpoznaje głosu. Za bardzo jestem niewidoma. Na wszystko.

Włosy oplatają mi szyję, dusząc mnie.

Jakieś światło zbliża się do mnie, a potem bardzo mocno uderza, w sam środek brzucha, , tylko dlaczego wydaje mi się, że jest to… na wysokości serca.



Boże, moja głowaaaa… dlaczego jest tu tak ciemno? Co właściwie się stało? Uch… gdzie jest Zayn? Przecież szliśmy razem, gdy nagle… Gdybym mogła podskoczyć, zapewnie to bym zrobiła. Zamiast tego poczułam się dziwnie ciężka, jakby przygniatana niewidzialnym ciężarem. Dopiero potem moje ciało zostało zaatakowane przez ból. Zaczynał się gdzieś w okolicy żołądka, serca, a kończył przy pępku, rozchodząc się falami po całym ciele. Jęknęłam, nie mogąc dłużej dusić w sobie tego nieprzyjemnego uczucia. Zwinęłam palce u stóp, a ręce zacisnęłam w pięści.

A potem poczułam, że kogoś ściskam mocno za rękę. Powoli wynurzałam się z ciemnej otchłani i powracały do mnie wszystkie utracone zmysły. Otworzyłam oczy, ale obraz przed oczami był zniekształcony i rozmazany. Ledwo dostrzegałam różne kolory, a dźwięki wydawały się stłumione, jakby dobiegały zza grubej szyby.

- Słońce… - rozpoznałabym ten głos zawsze i wszędzie.

- Zayn? – wychrypiałam, a mój włosy wydał mi się taki… nie mój.

Poczułam jego usta na moim czole; przymknęłam oczy, rozkoszując się jego dotykiem.

- Już dobrze, jesteś bezpieczna… - objął mnie delikatnie.

Dopiero wtedy zauważyłam, że mam wokół siebie pełno różnych urządzeń, a do mojej ręki przyczepiona jest rurka. Fuj. Wbili mi igłę do ręki.

- Co…? – już chciałam zapytać, gdy nad ramieniem Zayna pojawiła się twarz Chloe:

- Miałaś wypadek.

Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami. Ja i wypadek? Próbowałam sobie wszystko przypomnieć, ale bez skutku. Chloe widziałam moje zdezorientowanie i tylko skwitowała, że pewnie cierpię na pourazowy zanik pamięci, na co Harry spojrzał na nią jak na ducha.

- No, co? Miała świra na punkcie House’a – zaczęła bronić się Chloe, ale Harry tylko się zaśmiał i przytulił ją do siebie.

Zwróciłam ponowną uwagę na Zayna, gdy ten wyszeptał do mojego ucha:

- Nigdy więcej czegoś takiego mi nie rób. Wiesz, jak się cholernie martwiłem?

Uśmiechnęłam się lekko i oparłam głowę o jego ramię. Te dwa zdania utwierdziły mnie w jednym – Zayn zaczyna coś do mnie czuć. Coś bardzo głębokiego, ale chyba nawet sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Jednak lepsze to, niż nic. Tak przynajmniej starałam sobie wmówić.

Zayn pogładził moje włosy, całując mnie ponownie w czoło.

- Potrzebujesz czegoś? – zapytał z troską.

Przytaknęłam, gestem wskazując, by się do mnie przybliżył. Gdy był wystarczająco blisko, szepnęłam mu do ucha:

- Potrzebuję… ciebie.


***


Gdy zaczęło się ściemniać i powoli zapadała noc, Zayn kazał nam jechać do domu, a sam został z Naomi. Oczywiście pod szpitalem napadł na nas tłum paparazzich, którzy od razu zaczęli nam robić zdjęcia. Byłam pewna, że jest to właśnie mój czas debiutu, jako dziewczyny Harry’ego. Mój chłopak kazał mi tylko, bym zakryła twarz kapturem bluzy i szła za nim. Tak też uczyniłam; chłopacy otoczyli nas (czyli mnie i Cynthię) ze wszystkich stron, by osłonić nas przed niechcianymi fotkami i domysłami. Przestraszona, chwyciłam rękę Harry’ego, którą on delikatnie pogłaskał kciukiem, by mnie uspokoić. Jednak bezpieczna poczułam się dopiero w aucie, do którego wsiedliśmy. Szyby były przyciemniane, więc nie mogli nam już robić zdjęć.

Nie mogłam nawet wyobrazić sobie siebie na tych wszystkich portalach plotkarskich, które obsmarują mnie za wszystkie czasy; miałam tylko nadzieję, że nie będzie widać mojej twarzy.

Harry przytulił mnie, widząc, że jestem roztrzęsiona.

- Przyzwyczaisz się, kochanie, to tylko kwestia czasu – z jednej strony to zdanie mnie pocieszało, z drugiej dołował.

Harry powiedział to tak, jakby rzeczywiście miał zamiar mnie przedstawić publicznie, jako swoją dziewczynę; z drugiej strony, mogło okazać się, że to tylko początek prawdziwej burzy, jaką miał wywołać wśród mediów nasz związek. Jednak wiążąc się z Harrym, byłam na to gotowa… a może nie zdawałam sobie do końca sprawy, jak to będzie wyglądać?

Zamiast martwić się, skupiłam się na tym, co działo się tu i teraz – czyli na ramionach Harry’ego, trzymających mnie w mocnym uścisku.

Byle do domu, byle do domu, kołatało się po mojej głowie, gdy Harry pocierał moje ramię, by mnie uspokoić.

Na szczęście nie było żadnych fotoreporterów przy domu, ale i tak się denerwowałam, chociaż właściwie nie miałam powodów. Od razu też podłączyłam się do ich wi-fi i włączyłam Internet na swoim telefonie i od razu wpisałam w google’a: „Harry Styles girlfriend”. Od razu pojawiło się kilkanaście jak nie kilkaset wyników, więc kliknęłam w najnowszy link na jednym z plotkarskich portali i poczułam jak nogi uginają mi się w kolanach.

Wszędzie, dosłownie wszędzie widniały nasze zdjęcia. Nie tylko z tej imprezy, ale także z naszych innych wypadów na miasto. Staraliśmy się być tacy dyskretni… a jednak nas przyłapano. Przewijając stronę widziałam zdjęcie mnie i Harry’ego jedzącego z chłopakami i Cynthią w restauracji (kiedy się poznaliśmy), jak ja i Harry jemy lody, jak wychodzę z jego domu… to się nie działo. To nie miało miejsca…

Miałam ochotę wyrzucić moją komórkę przez okno, a do oczu naleciały mi łzy. Stałam tak w korytarzu, nawet nie zauważając, że Harry mnie obserwuje.

- Co jest? – zapytał, obejmując mnie ramieniem.

Bez słowa pokazałam mu zdjęcia, a on zachowywał kamienną twarz, nic nie mówiąc. Gdy wzięłam mu telefon sprzed twarzy, Harry chrząknął, trochę nerwowo.

- Widziałem już te zdjęcia – rzekł, czy mnie kompletnie zaskoczył.

- Jak to… widziałeś?!

Harry wzruszył ramionami, jakby nie było to nic wielkiego.

- Po prostu… widziałem. Kiedyś to musiało się stać. Nie chcę się z tobą ukrywać, Chloe. Kocham cię i chcę, by fanki też o tym wiedziały – wyjaśnił Hazza, mówiąc w trochę szybkim tempie.

Nie wiedziałam, czy mam się cieszyć z tego, że się mnie nie wstydzi, czy być zła za to, że nic mi nie powiedział. Miałam za dużo na głowie. Wypadek Naomi, moja kłótnia z mamą, a teraz to. Oparłam głowę na ramieniu Harry’ego, zastanawiając się, co tak naprawdę powinnam powiedzieć. Fanki mogły (jeśli już tego nie zrobiły) mnie znienawidzić. Oczami wyobraźni widziałam te zawalone mentionsy, wyzwiska. Nie pomoże nawet chowanie się w ramionach Harry’ego, co gorsze, możliwe, że pogorszy sprawę. Westchnęłam, przymykając oczy.

Za dużo wszystkiego, za dużo.

Louis zawołał nas na kolację, wydając się mniej wesoły, niż zazwyczaj. Zawsze jakoś starał się tuszować to, czy coś go boli, czy nie, ale w tym wypadku, nawet on był przybity. Możliwe też, że zastanawiał się nad tym, gdyby sam znalazł się z Eleanor w takiej sytuacji. Nie życzyłabym mu tego, ani sobie. Gdyby Harry leżał tak, w szpitalu, bezwładny… chyba bym się rozpadła.

Jakoś nikt nie miał apetytu, więc po ledwo zjedzonej kolacji rozeszliśmy się do pokojów. Dałam znać tacie, gdzie jestem, świadoma tego, że będę musiała niedługo wracać. Nie tylko do niego, ale także do szkoły… i teoretycznie normalnego życia.

Jako dziewczyna Harry’ego Stylesa.

Byłam gotowa dźwigać takie brzemię?


***

- Przytul mnie – poprosiła, a ja objąłem ją w talii; wiedziałem, że musi minąć trochę czasu, zanim coś pomiędzy nami się wydarzy.

To, co wtedy stało się w naszym domu… jak chciała, żebyśmy… byliśmy tak blisko. Tak blisko! Ale oczywiście Tommo i Daddy musieli wejść w najbardziej nieodpowiednim momencie. Jeszcze chwila i bylibyśmy w moim pokoju, zaplątani w pościeli. Potrząsnąłem głową, by wyrzucić obrazy z mojego umysłu. Cynthia nie potrzebowała teraz napalonego na nią chłopaka. Potrzebowała portu, do którego mogłaby dobić. Musiałem nim być.

Zanurzyłem twarz w jej włosy, czując jej przyspieszony oddech na szyi. Bała się. Martwiła. Smuciła. Przeżywała wypadek Naomi jak swój własny.

Cynthia odchyliła się ode mnie, podrywając głowę do góry i musnęła moje usta swoimi. Widziałem w jej oczach łzy, ale tylko przez chwilę, bo zamknęła mi usta następnym pocałunkiem. Oddawałem je, trochę automatycznie, ale jednak się tym rozkoszując. Zamarłem, gdy Cynthia naparła na mnie tak, że zrobiłem krok to tyłu, dotykając skraju łóżka.

Czyżby…?

Napotkawszy moje pytające spojrzenie, tylko przytaknęła głową.

***

Ja i Lou siedzieliśmy razem, naprzeciwko siebie w salonie. Trochę czułem się samotnie bez Danielle. Harry miał Chloe; Niall, Cynthię – praktycznie na wyciągnięcie ręki. A ja? Podróżowałem, Dan również… tak trudno było nam skraść, chociaż chwilę sam na sam. Dlatego cieszyłem się jak głupi, kiedy to się udawało. Esemesowałem z nią, informując ją o wypadku Naomi. Nie znała jej, ale i tak współczuła Zaynowi. Kto by nie współczuł?

Danielle była naprawdę dobrą osobą. To była jedna z cech, które w niej kochałem. Wiecznie uśmiechnięta, potrafiąca postawić mnie na nogi i rozśmieszyć jednym słowem lub samym gestem. A do tego, potrafiła słuchać.

Zacisnąłem ręce mocniej na telefonie. Zauważyłem jedną prawidłowość w związkach naszej piątki.

Teoretycznie były poniekąd zakazanymi.

W każdego tego słowa znaczeniu…

 Było nam odebrane prawo do miłości.


--------------------------------------

Jestem tu, by z radością przedstawić wam nowy rozdział! Tak mnie napadło na tą piosenkę, która była inspiracją do tego, by napisać to wszystko tak, a nie inaczej.

Ogólnie to trochę zasmucił mnie fakt, że trzeba was przycisnąć, byście dali komentarze. Pomyślałam "a co tam, nie napiszę, żeby dali 30 komentarzy, jeśli mogą..." i okazało się, że dostałam mniej niż to. A dochodziło nawet do 40! nie mówię, że macie sobie żyły wypruwać, pisać nie wiadomo jak długie te komentarze. Ale każdy jest mile widziany, nawet jednozdaniowy!


I oczywiście dziękuję za:

77 TYSIĘCY WEJŚĆ NA BLOGA!



 119 OBSERWATORÓW!



Dobijecie do 30 komentarzy? ;)

Follow @Pauline__1994
GG 4441489
Mój drugi BLOG

22.06.2012

Kochani! Może Twitcam?

Słuchajcie, moje #PolishDirectioners , rozdział dodam jutro, gdyż dziś świętuje, bo wszystkie oceny mam takie, jakie chciałam! Dlatego też przepraszam, że nie wstawię go dzisiaj. Rozumiecie, prawda? Mam nadzieję, że tak xx



Oprócz tego, mam do was pytanie. Czy chciałybyście, by wasza Emma zrobiła Twitcama? Tylko tak, by móc zapytać o coś, itp. Wolę, żeby było dużo osób, a nie, że sterczę samotnie lub rozmawiam z jedną Directioner. Więc piszcie tu, jeśli chcecie, bym go zrobiła i jaka godzina by wam pasowała...


Ty tyle, idę świętować swoje zwycięstwo! #PARTYHARD


With love xx

10.06.2012

Rozdział 26: "Dla niej równie dobrze mogłem nie być sławny; ona i tak mnie kochała..."




Jęknęłam, otwierając oczy. Spało nam się trochę niewygodnie na jednoosobowym łóżku, ale Harry uparł się, by spać ze mną. Do niczego między nami nie doszło. Harry wiedział, że muszę odpocząć – za dużo się zdarzyło przez te ostatnie dni. Westchnęłam, poprawiając się na wąskim materacu, jeszcze bardziej wtulając się w Harry’ego – jeśli właściwie się dało – i objęłam jedną ręką jego talię.

Harry oddychał wolno i równo, mierzwiąc mi oddechem włosy. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie – w dziwny sposób uspokajało. Oczy same mi się kleiły i byłam gotowa ponownie zasnąć… ale nie mogłam. Zamiast tego leniwie kreśliłam kółka palcem po materiale jego koszulki, jakby to miało zastąpić liczenie baranów. Ciekawiło mnie, co takiego robi reszta zespołu – no i czy Cynthia nadal była z nimi. Moja najlepsza przyjaciółka często nie wracała na noc do domu, ale jej rodzicom to nie przeszkadzało – byli naprawdę w porządku. Jej mama to dawna punkówna, a ojciec był metalowcem. Spotkali się na jakimś festiwalu i zakochali się w sobie. Historia jak z bajki…

Drgnęłam, gdy Harry mruknął przez sen, a po chwili przeciągnął się niczym kot. Uniósł lekko głowę do góry, a ja nadal udawałam, że śpię. Wyciągnął rękę nade mną i sięgnął po coś leżącego na szafce nocnej. Po dźwięku wywnioskowałam, że to jego iPhone – zawsze wydawał specyficzny odgłos, gdy się go odblokowywało. Gdy Harry odłożył telefon z powrotem i opadł na poduszki, niepewnie uchyliłam jedno oko.

Leżał, skąpany w porannym słońcu, mrużąc oczy. Wyglądał, jakby był zamyślony – przygryzał wargę w ten specyficzny sposób, marszcząc jednocześnie brwi. Snop światła padał idealnie na jego loki, porozrzucane w nieładzie na białym materiale poduszki; jak ktoś tak idealny mógł być mój i do tego w ogóle stąpać po ziemi?

Zamknęłam oczy – teraz mogłam spać spokojnie.

Łóżko zaskrzypiało, a ja poczułam mokre wargi Harry’ego na moich ustach. Instynktownie pochyliłam się do pocałunku, który Harry lekko wycisnął na moich wargach.  Zamrugałam szybko oczami, by wyostrzyć obraz.

Harry uśmiechnął się, trąc swoim nosem o mój.

- Dzień dobry, Aniele – oparł swoje czoło o moje – dobrze się spało?

- Pomijając fakt, że twój łokieć cały czas mi się wbijał pomiędzy żebra…. To tak, dobrze mi się spało – starałam się zażartować, a Harry parsknął cicho.

- Jakaś ty wesoła od rana – mruknął Harry, odgarniając mi włosy z twarzy – I cudownie piękna.

- O tak, moje włosy przypominają jeden wielki kołtun, a twarz jest chorobliwie blada, ale co tam, wyglądam cudownie! – odparłam sarkastycznie, wybudzając się.

Harry zachichotał, podpierając głowę na przedramieniu; nadal musiał mrużyć oczy, by cokolwiek widzieć, bo słońce padało pod takim kątem, że świeciło mu prosto w te jego cudownie zielone tęczówki.

- I za to cię kocham, Chloe.

- Niby, za co? Za mój wieczny melancholizm? – burknęłam, chowając się w zagłębieniu jego szyi.

- To też – przytaknął Harry, ściskając mnie mocniej – Ale chyba najbardziej za to, że jesteś sobą.

- Yeah, be yourself, no matter what. – odpowiedziałam, a Harry zaczął bawić się moimi włosami.

- Cause it’s the best way – rzekł pewnie Harry.

Cieszyłam się, że mam kogoś takiego tak on. Harry był nie tylko moim chłopakiem. Był też moim najlepszym przyjacielem. Mogłam mu powiedzieć wszystko, co chciałam, wiedząc, że i tak postara się mnie zrozumieć i mi doradzić. Był jak Cynthia, tylko, że w męskiej wersji.

Nastawiłam uszu, gdy usłyszałam wibracje telefonu.

- Twój czy mój? – spytałam Harry’ego, który chyba też to usłyszał.

- Chyba twój.

Ze stęknięciem usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zdziwiłam się, gdyż dzwonił, nie kto inny, jak Zayn. Pokazując Harry’emu telefon, on tylko wzruszył ramionami, ale minę miał nie mniej zdziwioną ode mnie. Odebrałam.

- Tak?

- Chloe! Musisz szybko przyjechać do szpitala świętego Edwarda… - jego głosy wydawał się dziwnie drżący; dopiero po chwili zorientowałam się, że Zayn płacze.

- Spokojnie. Co się stało, Zayn? – wyprostowałam się jak struna; szpital… nigdy nie wróżył nic dobrego.

- Naomi… ona… odepchnęła mnie! Nic nie mogłam poradzić! Chloe…! – nie mogłam zrozumieć, co mówi; tak bardzo się rozpłakał.

- Zayn, wdech i wydech! Uspokój się, bo nic nie mogę zrozumieć… - starałam się go uspokoić, ale bez skutku – Powiedz, co się stało?

- Naomi wpadła pod samochód, ratując mi życie. – wyrzucił z siebie Zayn, a ja zamarłam.

Przez umysł przeszły mi różne obrazy zakrwawionych zwłok Naomi i klęczącego przy niej, całego umazanego od posoki Zayna.  Czasami nienawidziłam swojej zbyt wybujałej wyobraźni; zebrało mi się na wymioty. Nigdy nie lubiłam widoku, a tym bardziej zapachu krwi.

- Zadzwoniłeś do reszty?

- Są już w drodze – poinformował mnie Zayn – Proszę, pośpieszcie się.

- Zaraz będziemy. – i rozłączyłam się.

Harry potarł moje ramię w uspokajającym geście; dopiero potem dotarło do mnie, że cała się trzęsłam. Spojrzałam na niego dużymi, od strachu, oczami. W jego widziałam wyłącznie troskę.

- Chloe…? – miękko wypowiedział moje imię, czekając na odpowiedź.

- Jedziemy do szpitala. Naomi miała wypadek.


*** 


Chodziłem od ściany do ściany, czekając przed podwójnymi drzwiami, które kierowały na salę operacyjną. Naomi została tam wprowadzona kilka godzin temu i od tego czasu jej nie widziałem. Martwiłem się o nią. Bardzo. Doszło do mnie, jak bardzo jest dla mnie ważna, gdy naraziła swoje życie, by ratować… mnie. Nie Zayna Malika z One Direction, ale Zayna Malika z Bradford. Dla niej równie dobrze mogłem nie być sławny; ona i tak mnie kochała.

Kochała…

Czy ja potrafiłem pokochać ją równie mocno jak ona mnie? Uświadomiłem sobie, jak bardzo ją skrzywdziłem tym, że w ogóle ustaliliśmy ten „związek” bez zobowiązań. Dotarło też do mnie, że tym chłopakiem, o którym ona potrzebuje zapomnieć jestem… ja sam. Widziałem to w jej oczach, widziałem w ruchach, gdy ją dotykałem. Była taka prawdziwa, kochała mnie, nie oczekując niczego w zamian. Patrzyła, jak denerwuję się, gdy Harry i Chloe pojawiali się razem, szczęśliwi. Tak bardzo ją raniłem… a ona nadal grała w swoją grę. Nie chciała, bym widział jej wnętrze. Tylko, bym zaspokoił swoje rządze. Była gotowa mi się oddać, byś posłuszna niczym uległy i lojalny pies… by choć przez chwilę poczuć smak moich ust i dotyk moich rąk.

To nie ona była potworem. Ja nim byłem. Nienawidziłem siebie za to.

Doskonale wiedziałem, że Naomi nie jest typem imprezowiczki, tylko udawała twardą i drapieżną… by skutecznie się przede mną bronić. Przed uczuciami, które w niej wywoływałem.

Uderzyłem pięścią w szpitalna ścianę. Nic nie mogłem zrobić. Byłem bezsilny. Zamknąłem oczy, dotykając czołem zimnego muru; po policzkach poleciały mi łzy. Ona walczyła o życie, a ja musiałem stać i czekać… co z tego, że byłem gwiazdą, mogłem mieć wszystko, jak właśnie traciłem coś, na czym najbardziej mi zależy!

Drgnąłem, czując ciepłą i dużą dłoń na ramieniu.

- Zayn… - To był Harry; wiedziałem to, jak tylko mnie dotknął.

Wtuliłem się w niego jak małe dziecko, które właśnie straciło matkę.

- Już dobrze, Zayn – do naszego przytulaska włączyła się Chloe, obejmując mnie mocno. – Wszystko będzie dobrze.

Gdy na korytarzu zrobiło się głośniej, wiedziałem, że to ta banda niewychowanych dzikusów właśnie wparowała do szpitala. Umilkli jednak, widząc nas i bez słowa przyłączyli się. Czułem, że mi współczują i mnie wspierają. Tego potrzebowałem – przyjaciół. Stojąc samotnie czułem się bardziej bezradny, niż teraz.

Gdy tylko usłyszałem dźwięk rozchylanych drzwi, starałam się wyswobodzić z tej plątaniny rąk i nóg, by zobaczyć Naomi. Leżała na szpitalnym łóżku, strasznie blada, przykryta zielonkawym prześcieradłem. Przełknąłem głośno ślinę – nigdy nie wyglądała tak źle.

Prawie popchnąłem stojących przy niej pielęgniarkę oraz lekarza i dotknąłem jej ręki. Odetchnąłem z ulgą, gdy okazała się ciepła – nie tak bardzo jak zazwyczaj, ale przynajmniej miałem pewność, że żyje. Niepokoiła mnie tylko wbita w jedną z cienkich żył igła, przylepiona plastrem. Miałem przez to wrażenie, że Naomi jest jeszcze bardziej krucha.

- Już dobrze, Słońce, wszystko będzie dobrze – starałem bardziej przekonać siebie, niż ją; przecież ona spała i nawet nie słyszała tego, co mówię.

- Będzie żyła – odezwał się fachowym tonem lekarz – To cud, że zmiażdżone żebra nie przebiły jej woreczka żółciowego, tylko wbiły się pomiędzy narządy, w błonę – staraliśmy się poskładać żebra i usunąć niebezpieczne odłamki. Można tu mówić o cudzie…

Tak, cudem było to, że Naomi nadal była, żyła i oddychała.


***

Siedzieliśmy wszyscy w sali Naomi, na poły uśpieni przez monotonne tykanie zegara, na poły przez wczesną godzinę. Chloe ułożyła się na moim ramieniu i udawała, że śpi – wiedziałem, że za bardzo się martwi o Naomi, by rzeczywiście zasnąć. Ja sam nie mogłem już zapaść w sen. Obserwowałem za to Zayna, siedzącego na szpitalnym krześle, przy łóżku Naomi, trzymając ją za jedną z rąk. Wpatrywał się w nią jak w obrazek, zapewnie modląc się, by wreszcie się ocknęła.

Nie potrafiłem wyobrazić sobie, gdyby zamiast Naomi leżała tam Chloe, a ja byłbym na miejscu Zayna. Pewnie musi przeżywać katusze. Musiałem chronić Chloe za wszelką cenę; nie byłem z natury zbyt nadopiekuńczy… dopóki nie pojawiła się ONA. Ucałowałem ją w czubek głowy, patrząc jak kąciki jej pełnych ust wykrzywiając się w delikatnym uśmiechu. Kochałem ten uśmiech jak nic innego na świecie.

Do sali wszedł Niall z Cynthią, którzy byli po coś do jedzenia i picia. Szeptali pomiędzy sobą tak cicho, że nie mogłem nic usłyszeć. Niall w ręce trzymał reklamówkę pełną żarcia. Lam również podniósł głowę znad telefonu – pewnie pisał sms’y do Danielle – a potem ponownie ją opuścił, widząc, że to tylko oni. Louis siedział po mojej drugiej stronie, skulony, z podwiniętymi nogami, objętymi przez ręce. Tylko on potrafił spać w takich momentach; ech, Lou…

- Wybudza się! – wszyscy podskoczyli, słysząc podekscytowany głos Zayna.





--------------------------------------------------------

Ahoy, moje kochane Directionerki! <3 Jak widzicie, rozdział nawet szybko wstawiony ( byłam chora, więc miałam nareszcie czas go napisać - ucierpią na tym moje oceny z fizyki....) i nawet mi się podoba. Czasami lubię napisać sobie jakąś smutną scenę. 


Mam też dla was kilka ogłoszeń parafialnych. Przeczytajcie je proszę :)

1. Nie lubię, gdy ktoś mówi "pewnie i tak tego nie czytasz..." dla waszej wiadomości, czytam każdy komentarz - im jest ich więcej, tym bardziej jestem zmotywowana, by szybciej napisać kolejny rozdział. <3

2. Jak widzicie, w tym rozdziale chcę pokazać jakże dobrą stronę Naomi. Jest ona postacią wzorowaną na jedne z moich najlepszych przyjaciółek wśród Diretionerek dlatego nie podoba mi się to, że hejtujecie Naomi ;< Każdy może  mieć swoje zdanie, oczywiście... ale dla mnie każdy bohater jest jak moje własne dziecko.


3.  Chciałam też powiedzieć, że opowiadanie jest głównie o Harrym i Chloe,ale przecież tez muszę rozwijać inne wątki, żeby nie zostały otwarte i niedokończone... dlatego nie piszcie, że nie podoba wam się rozdział, bo nie ma w nim Carry (hahhha, śmieszne połączenie Harry i Chloe! <3) bo później inni są niezadowoleni, że jest za mało innych chłopców ;< Nie mogę spełniać dwóch oczekiwań na raz.


4. Przepraszam, za braki w komentarzach na waszych blogach -  to cud, że jeszcze je czytam; edukacja i ilość pracy w liceum jest bezlitosna i robi swoje ;< Ledwo mam czas pisać dla was.


5. Dostałam zapytanie, czy będę pisać w wakacje. Oczywiście, że tak! Wakacje to taki czas, kiedy będę mogła sobie pozwolić na więcej czasu, poświęconego na pisanie dla was! <3


6. Widziałam, że trochę zaskoczyło was stwierdzenie "samotny samochód". O.o Chcę to sprostować - chodziło o to, że ten samochód, był jedynym na jezdni, nie było innych działających, jeżdżących pojazdów wokół, stąd można powiedzieć, że był "samotny" hahaha. Wiem, czasami dziwnie formułuje myśli XD


7. MASSIVE THANK YOU ZA PONAD 70 TYSIĘCY WEJŚĆ I 113 OBSERWATORÓW!




FOLLOW @Pauline__1994

GG 4441489

MÓJ DRUGI BLOG 

01.06.2012

Rozdział 25: "Tonight don't leave me alone..."




Podczas gdy wszyscy byli zajęci sobą (czyli Harry nocował u Chloe, Zayn wyszedł gdzieś z Naomi – zapewnie do klubu - , Liam nareszcie spotkał się z Danielle – którą miałam okazję poznać na sylwestrowej imprezie; jest naprawdę miła i cudowna! - , która zarządziła podwójną randkę razem z Lou i Eleanor) ja i Niall siedzieliśmy w ich apartamencie oglądając film. Mój chłopak zarządził horror, bo dobrze wiedział, że się ich boję. Nie byłam taka jak Chloe – dla niej na ekranie mogła się lać krew strumieniami, a ona tylko by wybuchła śmiechem, że za dużo ketchupu zużyli. Cała Chloe, poczucie humoru godne prawdziwej królowej ciemności… hahah, moje myśli nawet mnie czasami przerażają.

Ukradkiem spojrzałam na mojego chłopaka, który był tak wciągnięty w ten tandetny horror ( czyli co chwilę komentował go: „Nie wchodź tam, przecież tam czyha zombie!” lub „ Boże, wyżera mu mózg, nie chcę na to patrzeć!”), że nawet nie zwracał na mnie uwagi. Westchnęłam, a podmuch, który wydobył się z moich ust, sprawił, że moja grzywka rozdzieliła się na dwie części. Myślałam, że tak właśnie spędzimy ten jakże uroczy wieczór, jednak nie musiałam długo czekać na zmianę u Nialla…

Trzasnął piorun, a ja pisnęłam, przestraszona. Cały dom zatonął w egipskich ciemnościach, tak „gęstych”, że nie widziałam nawet czubka własnego nosa. Zawsze tak się działo, gdy nagle z jasności robiła się ciemność. Po chwili wzrok wyostrzył mi się, a jedynym źródłem światła był wyświetlacz mojej komórki w jeansach. Musiałam przypadkowo nacisnąć jakiś klawisz. Niall zacisnął mocniej swoje ramię wokół mnie, a ja wtuliłam się w niego. Nie lubiłam ciemności, ale był tam, ze mną… czułam się bezpiecznie.

- Chyba piorun przerwał linię wysokiego napięcia – poinformował mnie, całując w czubek głowy – Wszystko okej?

- Trochę się boję… ale raczej wszystko w porządku – odpowiedziałam, rozglądając się po pustym pomieszczeniu.

Było trochę przerażająco, gdy byliśmy sami w pustym apartamencie, ale też dziwnie… romantycznie. Niall wstał, a ja za nim – nie chciałam go tracić z oczu ani na chwilę; naoglądałam się za dużo horrorów – i poszliśmy do kuchni, gdzie Niall poszperał po szafkach i wyciągnął kilka świeczek. Zapalił je zapasową zapalniczką Zayna, którą zawsze Malik trzymał w domu, na wszelki wypadek.

Płomień rzucał cienie na twarz Nialla. Wyglądał jak anioł w boskim świetle. Mój aniołek…

Przysunęłam się do niego i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Nagle pusty dom wydawał się niezwykle dobrą sposobnością do… no właśnie, do czego? Zaśmiałam się z samej siebie. Jaka byłam naiwna… Naprawdę sądziłam, że Niall zechce się ze mną przespać? Że będę jego pierwszą i jedyną?

Wtuliłam się w niego. Skoro nie mogłam go tak naprawdę mieć, musiało wystarczyć mi tylko to. Jego bliskość przez materiał koszulki. Niall przygarnął mnie do siebie i trwaliśmy w ciszy, kołysani przez siebie nawzajem w swoich objęciach.

Po chwili Niall zapytał mnie, bardzo cicho:

- Cynthia?

- Hmm?

- Wiesz, nigdy jakoś nie mieliśmy sposobności, by o tym pogadać… ty… miałaś kogoś przede mną? Znaczy… - nie tylko po tonie głosu mogłam się zorientować, że jest trochę skrępowany. – No, wiesz… uh, to strasznie krępujące.

Zaśmiałam się, domyślając się, o co mu chodzi.

- Kiedyś… ale to było tak dawno, że zdążyłam zapomnieć, jak to jest – rzekła, bawiąc się jego włosami z zapamiętaniem. – Czemu pytasz?

Niall spuścił głowę, mrucząc niewyraźnie: „Nieważne”, a ja spojrzałam na niego uważnie, lustrując jego, czerwoną od pojawiających się wypieków, twarz.

- Niall? – starałam się mu spojrzeć w oczy, ale sukcesywnie unikał mojego wzroku. – Proszę, odpowiedz mi.

- Myślałem… uch, nieważne – znowu mnie zbył, chcąc się ode mnie odsunąć, ale przytrzymałam go za rękawy bluzy.

Przybliżyłam jego usta do moich, doskonale wiedząc, co zrobić, by powiedział to, co hamuje. Niezauważalnie musnęłam jego wargi swoimi, a potem przejechałam dłonią wzdłuż jego torsu. Niall przełknął głośno ślinę i mogłabym przysiąc, że jego rumieńce rozlały się po całej twarzy.

- Więc? – wyszeptałam w jego usta, łaskocząc je oddechem.

Niall stał jak zaklęty, a potem westchnął poddańczo, a jego mięśnie poluźniły się: barki opadły, a uścisk rąk zelżał. Przyciągnął mnie do siebie i wycisnął lekki pocałunek na moich ustach, jakby pytając mnie o pozwolenie. W odpowiedzi rozchyliłam swoje wargi, pogłębiając pocałunek. Chciałam tego. Chciałam GO. Całego.

- Naprawdę? – zapytał szeptem, z podekscytowaniem, po dłużej chwili, podczas której się całowaliśmy.

- Chcę tego – wymruczałam mu do ucha, kładąc sobie jego dłonie na swoich pośladkach. – Jestem twoja…

To zadziałało na Nialla jak patyk na osiołka. Chwycił mnie, a ja oplotłam sobie nogi wokół jego bioder, obdarowując go namiętnym pocałunkiem. Niall powoli kierował się na schody – byłam ciekawa, jak zamierzał je pokonać ze mną, uczepioną jego, jak małpka – gdy nagle zamarliśmy, słysząc szczęk zamka w drzwiach.

Nim się zorientowaliśmy na korytarz weszli Liam i Louis, już bez swoich dziewczyn, rozmawiając o czymś i śmiejąc się. Ucichli jednak, gdy zobaczyli, w jakiej pozie jesteśmy. A potem równocześnie wybuchnę li niepohamowanym śmiechem, który zapewnie można było usłyszeć nawet na biegunie południowym.

***

Szliśmy, pijani w stronę domu, zataczając się i chichocząc jak pięciolatki, które znalazły sobie nową zabawę. Zayn obejmował mnie w pasie, by nie upaść. Mimo, że wypiłam mniej i tak trudno było mi ustać. Chybotałam się lekko na lewo i prawo w obcasach, modląc się tylko, by nie skręcić kostki czy coś. Fotoreporterzy pewnie tylko czekali na coś takiego, przy okazji pochylając się w dziwnych pozach, by walnąć zdjęcie moich wściekle różowych majtek w muffiny.

Byłam bliska upadku, gdy Zayn potknął się, ale tylko latarnia obok nas powstrzymała nas przed pocałowaniem chodnika. Pewnie zastanawia was, dlaczego nie mieliśmy podwózki? Po pierwsze, impreza mieściła się w klubie blisko mieszkania chłopaków, po drugie, Zayn jak był pijany, to stawał się strasznie skąpy i skory do spacerów w te jakże ciepłe wieczory.

Widziałam ludzi, czających się z aparatami, ale nie zwracałam na nich zbytniej uwagi. Moim priorytetem było doprowadzenie mojego pijaka całego do domu. Tak, mogłam go chyba nazywać moim. Po tym, co powiedział mi w klubie, rzeczywiście mogłam wywnioskować, że odcinał się od swojej starej miłości. Wiedziałam, że chodzi o Chloe. Ten sposób, w jaki na nią patrzył… ta zazdrość i zaciśnięte usta, gdy widział ją i Hazzę szczęśliwych. Innych mógł kłamać, ale nie mnie. Widziałam już tyle kłamstw, że łatwo rozpoznawałam bolącą prawdę. Nie miałam mu tego za złe, że kochał ją, a zabawiał się ze mną. Też potrzebowałam odreagować. W pewnym sensie pasowaliśmy do siebie. Różni, ale podobni…

Poczułam wargi Zayna przy moim uchu i przystanęłam; gdzieś w oddali widziałam ich dom.

- Naomiiii...? – przeciągnał „po pijacku” ostatnią literę, Zayn, patrząc na mnie nieobecnym wzrokiem.

- Hmmm? – chciałam ponownie ruszyć, ale Zayn przytrzymał mnie za ramiona, tym razem patrząc za mnie.

- Coś tam jedzie… - urwał mu się poprzedni wątek – Strasznie jasne te światła…

Oh, fuck, chyba nas nie przejedzie nikt?, przeszło mi przez myśl. Obróciłam się do tyłu, widząc, że rozpędzony, samotny samochód pędzi w naszą stronę ze straszną prędkością. Jedyny odruch, na jaki się zdobiłam, to odepchnięcie Zayna na bok.

A potem poczułam już tylko ból, zobaczyłam jasność i zemdlałam, odprowadzana krzykami Zayna do krainy snów…

Naomi! Nieeeeeeeeeeeeeee!




--------------------------------------

TRUTUTUTU, TROCHĘ DRAMATYZMU SIĘ PRZYDA! Hhahahhahah.


OD RAZU MASSIVE THANK YOU ZA TE CAŁE 65 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ. TO JEST 6 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ OD POPRZEDNIEGO ROZDZIAŁU! O.o Chyba za mocno mnie kochacie! <3



 Jestem jakaś porąbana z tymi gifami... co ja trzymam na swoim kompie XD


No nic. Raczej nie mam nic nowego do dodania, niż THANK YOU do moich wszystkich czytelników, którzy tak wiernie mnie supportują i zostawiają komentarze. Bez was nie było by tego bloga, ani tego bloga.


PLUS PODZIĘKOWANIA DLA MOJEJ KOCHANEJ "SZWEDKI" PATRYCJI. OD TAK. "LOFFCIAM CIĘ" <3

TT Pauline__1994
GG 4441489
MÓJ DRUGI BLOG