30.09.2012

Rozdział 30: „Zabij mnie. Ale nie ją. Zostaw ją, proszę!”





Koniec, koniec wszystkiego. Kocham, czy kochałam? Istnieję, czy istniałam? Nie wiem, już nic nie wiem. Myśli stają się czarną kurtyną, która błaga o spalenie na popiół. Błaga o wyniesienie ją na światło. A w środku, w ciemnościach jestem (byłam?) ja. Mała, bezbronna, nie potrafiąca obronić siebie, a co dopiero tych, na których najbardziej mi zależy.

Kocham i będę kochać. To wszystko, kim był i co dla mnie zrobił. Te brązowe, urocze loki, te szmaragdowozielone oczy, błyszczące jaśniej od gwiazd na rozchmurzonym niebie. Jest (był?) moim niebem, takim najcudowniejszym, najczystszym…

Cudownie, niewinnie czystym, aż nieskazitelnym. Jak biel, jak szkło, jak diament. Jak wszystko, co wieczne i niezniszczalne. Jak jednorożec na niekończącej się tęczy rozkoszy, galopujący po puszystych chmurkach, unoszących się na najbardziej błękitnym niebie, jakie istnieje.

Kim jestem, by go tu trzymać?

Chcę krzyczeć. Chcę mu powiedzieć, jak bardzo go kocham. Ale nie mogę. Nie słyszy mnie, moje słowa odbijają się echem od ścian wewnątrz wagonu metra. A na zewnątrz stoi policja. I stoi także on. Ma łzy w oczach. Ma łzy w tych swoich szafirowozielonych oczach, mam ochotę zetrzeć je z jego policzków.

„Nie płacz maleńki, nie lękaj się, sza…”* kiedyś będziemy szczęśliwi, ty i ja.

Jeśli mnie najpierw nie zabiją, a ty nie odbierzesz sobie życia ze zgryzoty.

Ha, czy naprawdę jest ze mnie aż taka pesymistka?

Na razie żyjemy. Patrzymy na siebie, chociaż nasze twarze zastygają w niemym krzyku, w grymasie smutku, tęsknoty i bólu. To strasznie boli, wiesz? Oczywiście, że wiesz. Przecież jesteśmy w tym razem. Zawsze razem” though it all”.

Kocham cię, moje usta mówią.

Ja ciebie bardziej, odpowiadają twoje.

Uśmiecham się tak błogo, jakbym trafiła do raju, którym są twoje oczy. Czuję, że lecę, ale nie wiem, dokąd. Chcę ci powiedzieć, żebyś leciał ze mną, ale ty stoisz. Mimo wszystko… teraz mogę już umrzeć.

Jakby słysząc moje myśli, Steve wymierza we mnie pistoletem. Patrzę na lufę, nie czuję już strachu. Odleciał gdzieś daleko, gdzieś wysoko, unosząc moje ego w powietrze, wprost do ciała Harry’ego. Słyszę krzyk. Błaganie.

„Zabij mnie. Ale nie ją. Zostaw ją, proszę!”

Steve wyszczerza swoje zęby w dziwnym, nieobliczalnym uśmiechu. Nie mogłam uwierzyć, że kiedyś byłam z nim blisko, a teraz… chce mnie unicestwić. Nie wiem, czyj jest ten głos, bo jest przytłumiony i nie rozpoznaję go. Pewnie dlatego, że wszystkie moje zmysły są przytępione. Nie myślę, nie kontaktuję. Jak w transie, potykam się o własne nogi i opadam na kolana, patrząc się pusto przed siebie. Nie mam jak uciec. Gdy nagle… ktoś otwiera drzwi metra. Co jest?

Steve wypycha mnie przed siebie i padam w czyjeś ramiona. Ciepłe i znajome. Czuję zapach, który rozpoznałabym wszędzie. I zawsze. Ta aura, bijąca od niego jest olbrzymia, tak ogromna, że wraca mi świadomość. Powoli, ale jednak…

Harry?

Drżę, płaczę, wszystko na przemian i jednocześnie. On tam jest, coś szepcze, ale go nie rozumiem. Wszystko będzie dobrze… chyba.

Słyszę… śmiech. Śmiech szaleńca. Zamieram.

- Naprawdę myślałeś, że od tak ją puszczę?

Strzał. Głośny, przy moim uchu. Chwytam się za brzuch. Czy to ja jestem ranna, czy ktoś inny? Nic nie czuję… jakbym stała się lalką. Może nią jestem? Krew… wszędzie pełno krwi… mojej, czy nie mojej? Panikuję. Dostaję histerii. Ostatni raz oczy moje i Harry’ego spotykają się ze sobą.

- Nie! –słyszę tylko.

A potem ciemność otula mnie niczym mięciutkim kocem, formując kokon, z którego nie potrafię się wydostać…

***

Westchnąłem, siedząc na szpitalnym korytarzu, skubiąc rąbek białego bandaża na dłoni – bolało mnie jak cholera, ale lekarz powiedział, że to nic bardzo poważnego, żadne mięśnie nie zostały uszkodzone ani nic. Kula przestrzeliła mi rękę po tym, jak rzuciłem się na Steve’a gdy szykował się, wcelowując pistolet w Chloe, dokładnie w jej serce. To mnie rozwścieczyło. Co mu takiego zrobiła, że teraz musi płacić swoim życiem? Czy odtrącenie jest aż tak wielkim grzechem?  Ale w końcu Steve jest nieobliczalny i nigdy nie wiadomo, kiedy Chloe tak naprawdę mu podpadła. A ja znalazłem się również pod odstrzałem… bo po prostu kochałem ją nad życie i stałem pomiędzy nią, a Stevem.

Jęknąłem, gdy przypadkiem dotknąłem brzegu rany. Nieważne, że przez bandaż – bolał prawie tak, jakbym dotykał tego żywego mięsa. Mimo otępiających środków przeciwbólowych czułem każde otarcie się rany o materiał.

Obok mnie siedział Louis, szepcząc coś do Liama, który obejmował zdenerwowaną Danielle. Cała nasza One Direction Family pojawiła się w szpitalu. Mimo, że zmieniłem tory kuli, ona tak przebiła bok Chloe. I czułem się cholernie za to odpowiedzialny. Mimo, że Daddy mówił, że gdyby nie ja, Chloe już dawno by nie żyła. Teraz martwiłem się, czy przeżyje operację. Pesymistyczne myśli wykańczały mnie od środka.

Podniosłem głowę, gdy poczułem na swoim ramieniu rękę Zayna. On także miał całe czerwone oczy od płaczu. Chyba wszyscy wyczerpali swój zapas łez na ten dzień. Jedynak Malik miał najgorzej – lawirował między piętrami, między łóżkami Chloe i Naomi, która powoli wracała do zdrowia. A tu taka niespodzianka.

Ale wróćmy do tego, co stało się po tym, jak pistolet Steve’a wystrzelił.

Po tym, jak w desperackim geście rzuciłem się na Steve’a i oberwałem w rękę, a Chloe w bok, policjanci od razu wkroczyli do akcji, próbując obezwładnić szaleńca. Udało im się cudem wyrwać mu pistolet, który z hukiem uderzył o betonową podłogę. Upadłem na kolana, patrząc, jak zakuwają go w kajdanki. To, co się wtedy działo, nadal wydawało się tylko złym snem. Najczarniejszym z koszmarów. W końcu przypomniałem sobie o Chloe. Gdy obejrzałem się, zobaczyłem, że przygląda się swojej ręce, umazanej od krwi. Pewnie nadal była w szoku, ale ja nie mniej przestraszyłem się, widząc tą krew. Nie miałem pojęcia, czy dotknąłem jej przypadkiem zranioną ręką, czy może… Steve wreszcie dokonał zemsty.

To było straszne. Lekko nią potrząsnąłem, a ona spojrzała na mnie nieobecnym wzrokiem, a kąciki ust drżały jej niezauważalnie. Chyba powoli docierało do niej, co właśnie się stało. Mówiłem do niej, ale ona tępo wpatrywała się wprost w moje oczy. A następnie zemdlała. Tak po prostu osunęła się w moje ramiona.

Przełknąłem ślinę, gdy zauważyłem ciemnoczerwone plamy krwi na podłodze. Zaczęło zbierać mi się na wymioty.

- Lekarza! – zacząłem krzyczeć, gdy w końcu głos, który przedtem ugrzązł mi z gardle, wydostał się na wolność – Ona jest ranna! Pomocy! – dotarło do mnie, że mogę ją bezpowrotnie stracić.

- Nic panu nie jest? – zapytał jedne z policjantów, kucając przy nas.

- Nie, wszystko dobrze, ale proszę, zabierzcie ją do szpitala, szybko! – najchętniej potrząsnąłbym funkcjonariuszem, ale jedyne, co zrobiłem, to wyciągnąłem w jego stronę zakrwawioną rękę.

- Postrzelono pana – zauważył, ze zmarszczonymi brwiami przyglądając się ranie – Karetka czeka na zewnątrz. Zaraz będą pielęgniarze.

Rzeczywiści, panowie w białych spodniach i bluzkach z zawziętością zaczęli wyrywać Chloe z moich ramion. Nie chciałem się z nią rozstawać, ale jeden z nich wytłumaczył mi, że to jedyny sposób, by szybko ją przetransportować do szpitala. Więc ustąpiłem i jak dziecko pozwoliłem się zaprowadzić do drugiej z karetek, trzymając się za rękę, którą ktoś zawinął w prowizoryczny opatrunek…

Zanurzyłem twarz w dłonie, gdy przypomniała mi się chwila, gdy dzwoniłem do chłopaków. Praktycznie od razy pojawili się w szpitalu, zasypując mnie niezliczoną ilością pytań. Po dwudziestu minutach w drzwiach szpitala stanęły także Dani, El i Cynthia, z zaczerwienionymi oczami, trochę rozczochranymi włosami i paczkami chusteczek. Wszystkie wyściskały mnie, nic nie mówiąc. Wiedziały, że przeżywam prawdziwą katorgę. Płakałem na tym korytarzu jak małe dziecko.

Naprawdę ją kochałem. Dlaczego ktoś chciał mi ją odebrać?

Tak bardzo chciałem, by ze mną zamieszkała, już nawet kupiłem nam apartament, czekałem tylko na dobry moment, by o tym porozmawiać… na razie liczyło się tylko to, że Chloe jeszcze żyje. I najpierw musi wyzdrowieć. A do tego prawdopodobne jest, że nie wyleczy się tak szybko z tego traumatycznego przeżycia. Swoją drogą, ja pewnie też nie. Gdy tylko spojrzałem Steve’owi w oczy… wiedziałem, że mam do czynienia z szaleńcem. Dlaczego nie rozpoznałem tego podczas naszego pierwszego spotkania w stadninie. Mogłem go wtedy powstrzymać, mogłem zacząć przeczuwać… no właśnie, co? Nie byłem w stanie cofnąć czasu i dobrze o tym wiedziałem.

- Wszystko w porządku, stary? – Zayn pochylił się jeszcze bardziej, nade mną, a ja pokiwałem twierdząco głową, patrząc na drzwi, którymi wprowadzono Chloe na salę operacyjną. – Na pewno? Może odwieść cię do domu?

- Nie! – zaprotestowałem od razu, prawie unosząc się z siedzenia.

- Spokojnie, Haz – Lou poklepał mnie po plecach w uspokajającym geście – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Chloe wyjdzie z tego.

- A jeśli nie? – patrzyłem na niego, ale on nadal uparcie wpatrywał się w  wykładaną linoleum podłogę.

Bałem się jego odpowiedzi.

- Nie wiem – wyszeptał w końcu – nie mam zielonego pojęcia.

I wszyscy zaczęliśmy się zastanawiać, jakie stałoby się nasze życie bez Chloe.





-----------------------------------------------------------------------



Więc... na początku chcę powiedzieć, że stanęliście na wysokości zadania. Nie spodziewałam się tylu komentarzy pod poprzednią notką. To oznacza, że rzeczywiście wam zależy... i że będę kontynuować to opowiadanie. Także w drugiej części.

Dziękuję, że jesteście. Może to zabrzmi strasznie oklepanie, ale naprawdę, gdybym mogła, uściskałabym was każdego z osobna i powiedziała, jak bardzo jesteście dla mnie ważni. Dzięki wam się  nie poddaję i nadal piszę.

Tak więc... jest nowy rozdział. Powiedzmy,że to przedostatni rozdział tej części, bo wczoraj, jak dostałam od was kopa, wyszło na to, że napisałam jeszcze epilog  i prolog do drugiej części XD I ma pytanie... ktoś byłby chętny do czytania mojego Larry'ego na moim tumblrze? Zaczęłabym publikować za jakiś miesiąc, jako  że mam na razie 4 rozdziały.

A i zapraszam na mojego bromance'owego bloga, który prowadzę z @LittleLexiex3 ! TUTAJ

I na koniec, zwyczajowo gify z Hazzą (dałam 3 bo was kocham! <3 )






Hazza czasami mnie rozwala... jest słodki nawet jak siedzi na kibelku... lol, dziwna ja XD Nie czytajcie tegooo! XD

27 komentarzy:

  1. Wzruszający rozdział! Dawaj jak najszybciej ten epilog, bo już się nie mogę doczekać. Mam nadzieję, że Chloe wyjdzie z tego...
    Ten rozdział dał mi dużo wspaniałych emocji. To cudowne uczucie, jak po tak długim czasie czyta się jeden rozdział z bloga, którego czytało się już dawno i po kolei wracają wszystkie wspomnienia z nim związane. To jak się poznali, jak Chloe dała Cynthi pierścionek z babeczką, jak Naomi uratowała Zayna... Te wszystkie emocje związane z czytaniem twojego bloga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że ktoś jeszcze pamięta takie szczegóły <3 Dziękuję. xx

      Usuń
  2. Muszę Ci powiedzieć, że zupełnie nie wiem od czego zacząć. W jeden dzień przeczytałam wszystkie rozdziały i ciągle chcę więcej. Uwielbiam twój styl pisania...Nie! Ja go kocham wręcz. To jak pokazujesz emocje bohaterów, ich postawę, zachowania. Wręcz wczuwam się w ich rolę i mam wrażenie jakbym sama przeżywała wszystko, to co oni. Mimo małych błędów w niektórych postach, jestem w stanie Ci je przebaczyć, gdyż nikt, tak jak Ty nie potrafi wzbudzić we mnie zachwytu. Liczę, że kolejne rozdziały pojawią się bardzo szybko, ponieważ umieram aż z ciekawości co się wydarzy dalej. Muszę przyznać, że Harry i Chloe są przeuroczy i liczę, że nadal będą razem. Pozdrawiam gorąco i życzę jak najwięcej weny! :) Natalia

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tego bloga tyle że mam jakieś zaćmienie i nie mam pojęcia kim jest Steve w sensie skąd oni się znali i wgl xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz to w rozdziałach 4-5 bodajże :)

      Usuń
  4. O matko!
    Ryczałam jak bóbr co do mnie nie podobne:(
    Kocham<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny, na prawdę się popłakałam, ale dosyć tych czułości....dawaj nn :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu <3 Wiem, że nie jestem stałym komentatorem, ale Ty doskonale wiesz, że czytam dogłębnie Twoje rozdziały i zachwycam się nimi jak idiotka.. Do tego dochodzi postać Naomi, wzorowana na mnie, za to, że piszemy razem jedną historię i wszystko inne, co tak naprawdę dla mnie robisz... I cholerka za to Cię kocham <3 I mam nadzieję, że druga część pójdzie Ci w miarę łatwo z pisaniem <33 A poza tym.. Muszę Ci się o coś zapytać, więc jak tylko będziesz mogła to wbijaj na gg <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękny rozdział, czły czas ryczę. Proszę dodaj kolejny jak najszybciej. Kocham Cię. <3

    OdpowiedzUsuń
  8. jak ja cię kocham!!! Jesteś... taka niesamowita!! Masz tak wielki talent, że w głowie się nie mieści!! Za każdym razem kiedy czytam ten rozdział mam łzy w oczach... A czytałam go już z 5 razy :D Jak ja ci strasznie zazdroszczę... Masz taki talent i taki styl pisania, że mi się nawet ni śniło. Ale zapraszam do mnie - http://taketoanotherworld.blogspot.com/ może doradzisz mi w jakiejś kwestii :) Stałaś się moim Guru czy tego chcesz czy nie ;DD No, bo bym zapomniała, mam nadzieję, że szybko pojawi się epilog i potem oczywiście jak najszybciej prolog :DD
    Całusy
    voldek ^^^<3

    OdpowiedzUsuń
  9. no dobra akcja, spoko rozdział podoba mi sie, ale mam wrażenie, że za kilka rozdziałów koniec :c proszę powiedz mi, że nie :333 wij też do mnie jeżeli masz ochotę :D

    www.crazyidiotsonedirection.blogspot.com
    www.mrsandmrstyles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi... to dopiero początek... ;) xx

      Usuń
  10. Płakać mi się chce jak to czytam mam nadzieje że wszystko będzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem szczerze, bardzo zaciekawił mnie ten rozdział. Oczywiście czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny rozdział. Aż brak słów by opisać te wszystkie emocje, które we mnie wzbudził. Płaczę jak głupia, choć przecież powinnam się cieszyć, że ONA wciąż żyje. Nie mogę się doczekać następnej części, a jednocześnie trzęsę się ze strachu, że nie będzie happy endu... Rozumiesz coś z tego? Z trudem udaje mi się coś napisać, bo łzy zamazują obraz... Więc dodam tylko, że wyszło jak zawsze cudownie i jestem pewna, że tak będzie nadal.
    @KateStylees

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieje że Chole przeżyje. Czekam na nexta i zapraszam do mnie!
    Alex

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak ciezko jest trafic na dobre opowiadanie , a Twoje jest po prostu genialne , czekalam na ten rozdzial zniecierpliwiona . Bardzo sie ciesze ze w koncu dodalas : )
    Gratulacje serio !! xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Na twoje opowiadanie natknęłam się wczoraj wieczorem i czytałam jak natchniona! Dzisiaj skończyłam i nie mgoę sie doczekać więcej Carry :)twoje opowiadanie jest najlepszym jakie przeczytałam, cudownie ubierasz wszystko w słowa, te porównania, atmosfera jaką tworzysz... no po prostu masz talent do pisania!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. mega mega mega
    lekkość i wszytko takie doskonałe
    nie wiem w sumie co mogę cie więcej powiedzieć,bo ty i tak pewnie nie raz czytałas jaki masz wielki TALENT

    opowiadanie świetne, rozdział mega, wszystko tak opisane że miałam wrażenie ze stoje z boku i obserwuje
    Gratulacje ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. e tam, Chloe przeżyje, jak nie to j tam pójde i sama ją wyleczę xD nie ma tak dobrze! ewentualnie zaciągnę ją do dr House'a ;D
    no i co ja mam Ci tutaj napisać, żeby się nie powtarzać? bo rozdział jest zajefajny! i była krew! co prawda mało, ale ważne, że była xD i cieszę się, że Twoja wena wróciła i to z takim pałerem!
    dobra, a jeśli mam być szczera szczera (tak, 2x xD) to powiem, że wolę Twoje drugie opo, to z Niallerem. Co nie znaczy, że tego nie lubię! Do tego opowiadania mam ogromny sentyment, bo... to dzięki niemu zaczęłam czytać fanficki z 1D. Serio. A co za tym idzie, zaczęłam pisać mojego bloga z One Direction. Więc to już coś!
    Czekam na nexta, weny życzę i czego tam potrzebujesz (:

    Pozdr. xxx

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdział wzruszający. Poprostu jesteś zajebista. Niemoge doczekać sie kolejnych. xxx

    OdpowiedzUsuń
  19. nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham za to opowiadanie..
    @moraoned

    OdpowiedzUsuń
  20. Jezuuu jak ja kocham twoje opowiadanie ! *__*
    Masz niesamowity talent !
    Jak to czytam to taj jakbym tam była i sobie to wszystko wyobrażam ! <3
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. czuje się jak idiotka kiedy płaczę czytając to. ale kurwa . nie znalazłam lepszego bloga. szczerze mówiąc BARDZO nie lubię blogów, większość piszą niedowartościowane dziewczynki w ogóle nie umiejące zainteresować czytelnika i nie umiejące wzbudzić w nim jakichkolwiek emocji!! NO ALE KURWA TY ?! TY JESTEŚ .. JDUISOAGHFUIAEDVHADJSZKL; !!!!!!!!!!!!!!! NIE MAM KURWA SŁÓW A MI SIE TO KURWA NIE ZDARZA KURWA !!! Kiedy się to czyta każdy ma wrażenie jakby stał obok odgrywanej scenki , każdy może się poczuć jak główny bohater i to jest niesamowite , bo nie jednemu poważnemu pisarzowi takiej umiejętności brak ! JA JEBIE . Naprawdę .. jeny .. kurwa nwm co powiedzieć .. poprostu Cię kocham . I .. KURWA JESTEM CI TAK WDZIĘCZNA ŻE BĘDZIESZ GO DALEJ PISAĆ . wiem może głupi jest ten monolog , ale ... HJKSLAGDHSFLJSKAXBLVADKGLVJAKCLBJSDGHKELGHCVJDKASBLCVHELASGBDALCAHJLSKBDHJLK *-*

    OdpowiedzUsuń
  22. przepraszam za to u góry . to tak z natłoku emocjii.

    OdpowiedzUsuń