10.03.2013

Chapter 2: "At least, he remembered you"

MUSIC





Everyone deserves better life, but not everyone’s strong enough to make it real…



Tego Aaine się nie spodziewała. Nadal nie mogła uwierzyć, że powiedziała coś tak straszliwie głupiego, do tego strasznie oficjalnym tonem, jakby obsługiwała, co najmniej, prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki! Myślała, że zaraz spali się ze wstydu, jaki w niej buzował i modliła się, by David wrócił już z przerwy na papierosa, ale jak na złość, wcale mu się nie śpieszyło. Dlatego też Aaine, jak na zawołanie, wywołała krzywy uśmiech na swojej twarzy, próbując zachować resztki godności, z których obdarła się kilkanaście sekund wcześniej.

Harry zauważył, że dziewczyna zachowuje się nienaturalnie; zlustrował jej twarz, widząc tą samą pustkę w oczach, co wczoraj i dziwny uśmiech, którym starała się zatuszować zdenerwowanie. Przyzwyczaił się do tego, jak reagują na niego setki dziewczyn, ale tej raczej nie chodziło o niego… ale co powiedział.

Dziewczyna od blizn.

Od razu też chciał się poprawić.

- Przepraszam, że tak cię nazwałem, po prostu to była jakoś jedyna rzecz, oprócz tatuażu, którą zapamiętałem. – zaczął, ale ona zaśmiała się pod nosem; nie rozumiał dlaczego – Co?

Aaine spojrzała na niego, nie patrząc mu jednak w oczy.

- Nie, nic się nie stało, w sensie… nie przeszkadza mi, że tak mnie nazwałeś… w sumie… to prawda – wzruszyła ramionami, ze skrępowaniem przejeżdżając ręką po karku – Jestem dziewczyną od blizn. Albo jeszcze trafniej: dziewczyną z bliznami. To chyba lepiej pasuje.

Wydawała się taka naturalna, gdy zaczynała się rozluźniać…

- Pracujesz tu? – zapytał Harry, zanim pomyślał; dopiero potem zauważył swoją głupotę. Dziewczyna przecież stała za ladą… to było raczej oczywiste, że tu pracowała!

- Tak, jak widać – spojrzała przelotnie na swój zielony fartuch – Więc… co podać?

Harry westchnął, przypominając sobie, że reszta ekipy wysłała go po strasznie duże zamówienie. Już wyobrażał sobie, jak idzie ulicą z ośmioma kubkami i torbą z muffinkami. Przeklęte losowanie…

- Dziś robię za chłopca na posyłki, więc poproszę cztery średnie frapuccino, jedną karmelową, reszta zwykłe, dwie średnie latte, jedną z mlekiem sojowym, do tego jedną dużą mochę z podwójnych espresso i średnią americano. A do jedzenia dwa muffiny wanilione i trzy czekoladowe… mam powtórzyć? – Harry był tak zaabsorbowany tym, by przypomnieć sobie całe zamówienie, że zapomniał o tym, że Aaine to wszystko musi wbić do systemu.

- Jakbyś mógł – uśmiechnęła się, gdy nagle zza kotarki wleciał David, ze zmierzwionymi włosami.

- Przepraszam, Aaine, że to tyle trwało, ale się zagadałem z Daisy i… och…

David zamarł, widząc, kogo obsługuje. Nie trzeba było wspominać, że również był ich fanem…

- Suń się dziecię, mistrz kasy to zrobi za ciebie, a ty już zajmuj się kawą – odsunął Aaine od kasy, uśmiechając się promiennie do Harry’ego, który powtórzył całość, patrząc jak dziewczyna wyciąga puszkę ze zmieloną kawą.

David powtórzył to, co podyktował mu Harry, by się upewnić, czy dobrze usłyszał, a następnie Harry zapłacił, cały czas przyglądając się parzącej kawę Aaine która syknęła, gdy para prysnęła jej na palce.

- David, znowu para wydostaje się z rury… trzeba będzie powiedzieć szefowej – rzekła do kolegi z pracy, odliczając sekundy; gdy dotarła do trzydziestu, wyłączyła ekspres, odkładając jedno espresso na bok – To będzie do americano. Zrobisz?

David niechętnie odciągnął wzrok od idealnej twarzy Harry’ego Stylesa i zaczął układać osiem różnych kubków w rządku, podpisując, który jest do jakiej kawy. Sam zaczął robić americano z podanego mu przez Aaine espresso.

Harry oparł się o ladę, obserwując Aaine.

- Więc… Aaine, tak? – rzucił jej zalotny uśmiech numer trzy, mając nadzieję, że wyszedł mu perfekcyjnie – Od kiedy zajmujesz się… - machnął na ekspres do kawy.

- Zajmuję się baristyką od jakiś trzech lat, kiedy to zaczęłam zauważać, że moją pasją mogę także zarabiać – mruknęła cicho, postanawiając, że nie będzie na niego patrzeć; to tylko pogorszyłoby jej stan.

Harry zastanawiał się, co jest w Aaine takiego, że przyciąga wzrok, ale nie potrafił sobie odpowiedzieć. Możliwe, że były to te jasnoniebieskie oczy albo jasna skóra, opalizująca białymi drobinkami, które zakrywały wystające żyły, ciągnące się pod nią i straszące swoim zielonkawo-fioletowym kolorem. Zmrużył oczy, gdy Aaine zaczęła objaśniać mu, drżącym głosem – na jego prośbę – jak powinno się parzyć espresso. Oczywiście sam jakoś nie był specjalistą, ale chciał obracać się w temacie, w którym dziewczyna czuje się w miarę swobodnie. Patrzył na jej usta, gdy mówiła i zastanawiał się, czy ktokolwiek, kogo zna, ma tak idealnie różowe wargi jak ona. Odcinały się do skóry i Harry nie zdziwiłby się, gdyby nie tylko on zauważył tą odznaczającą się „część ciała”. Takie usta, są wprost stworzone do całowania… ale Harry nie mógł się oprzeć wrażeniu, że te wargi były przyzwyczajone raczej do przygryzania i zaciskania na nich zębów podczas płaczu, niż delikatnych pocałunków.

Harry ocknął się dopiero, gdy zauważył, że ponad połowa zamówienie stała przed nim. Cztery kawy ułożone zostały w podstawce, a muffinki zapakowane do papierowej torebki. Podziękował Davidowi, który uśmiechnął się do niego szeroko i zapytał, czy nie chciałby mu dać swojego autografu. Zanim Harry zdążył odpowiedzieć, David już podsuwał mu kartkę z notesu.

Harry z uśmiechem podpisał mu kartkę, dodając na końcu, przy swoim imieniu dwa iksy. Gdy skończył, David przycisnął autograf do piersi, jak największy skarb. Aaine tylko przewróciła oczami. Lepiej, gdyby David jej pomógł przy kawach, a nie podrywał znaną gwiazdę.

Gdy David obrócił się w jej kierunku, mając czerwone policzki, zrozumiała, że musiała przez przypadek wypowiedzieć te słowa na głos. Ups.

- Aaine Alexandro Walker, to nie ja ostatnio jarałem się jego pół-nagimi fotkami… - o nie, tym razem przesadził.

Kątem oka Aaine zauważył, jak Harry przygląda jej się, powstrzymując uśmieszek i chichot. Nie dość, że pamiętał ją z podpisywania płyt, to jeszcze David oczywiście musiał coś takiego powiedzieć… szczególnie, że to było dawno! A poza tym, kto by się nimi nie jarał – wyobraźcie sobie One Direction bez koszulek… no? Mózg już się zlansił?

- O ile pamiętam, piszczałeś razem ze mną – odgryzła się, wkładając lód do miksera razem z kawą.

- Ale…! – zaczął protestować David, lecz, by zrobić mu na złość, Aaine włączyła mikser, zagłuszając każde słowo, które do niej  wypowiadał.

Zachichotała sama do siebie. Zobaczyła również, że Harry zakrywa usta ręką, a jego oczy się śmieją.

- Proszę, to ostatnia – powiedziała Aaine, przysuwając do Harry’ego kubek z frappe.

- Dzięki.

Przez chwilę wpatrywał się w kawę, po czym odchrząknął i zabrał całe swoje zamówienie, które David włożył w piękne „czteropaki”.  Już chciał wychodzić, obładowany niczym tragarz, gdy na dosłownie sekundę obrócił się z powrotem w kierunku lady i posłał jeden ze swoich uśmiechów, mówiąc:

- Do widzenia.

Mogło być to przecież tylko zwyczajne „do widzenia”. Chyba, że chodziło mu o to, że chciał niedługo zobaczyć… umysł Aaine zdecydowanie nie miał co robić, skoro zaczynał dziwacznie interpretować zwykłe pożegnanie od niezwykłego faceta.

Jakby miała go kiedykolwiek jeszcze zobaczyć…


***


- Czyli mówisz, że przyszedł do twojego Starbucks? – Nora uniosła jedną brew, obracając w palcach skrzydełko kurczaka w panierce, których całe mnóstwo przywiozłam z KFC.

Aaine przytaknęła, odkładając obgryzione kostki na wspólny talerz, przeznaczony na odpadki.

- Bo tak jakby – zaczęła, wycierając palce w serwetkę – Tak jakby… pokazałam mu moje blizny.

Nora zatrzymała skrzydełko w połowie drogi do ust, patrząc na swoją przyjaciółkę tak, jakby zrobiła najgłupszą rzecz na świecie. Bo właśnie tak czuła się Aaine – jak idiotka, odsłaniająca swoje słabości. Zacisnęła mocno wargi w cienką kreskę, sprawiając, że ich kolor zmienił się z różowego w bladoróżowy. Nagle odechciało jej się jeść. W swoim mniemaniu, Aaine była żałosna.

- Cóż… przynajmniej cię pamiętał* - stwierdziła, wzruszając ramionami, wracając do jedzenia.

Aaine westchnęła, przewracając oczami. Zmagała się z dylematami, a jedyne, co potrafiła robić Nora, to jeść.

I gdzie tu wsparcie?


--------------------------------------------

EDIT1: MASTERBLOG! WSZYSTKO W JEDNYM! TU


Udało mi się opublikować dwa rozdziały w jeden wieczór, hallelujah! To dla was, żebyście poczuli, że nadal tu jestem. Przepraszam, że nie pisałam. Trzy powody, pozwólcie, że skopiuję resztę z mojej notki na blogu o Larrym, bo treść i tak jest taka sama (to, co chcę powiedzieć):

 1. Tata zabrał mi router. Dostaję go tylko wtedy, jak rodzice coś sprawdzają w necie i zapomną go wziąć. 

2. Przygotowania do matury - naprawdę chcę ją zdać i dostać się na studia, więc nie ma zmiłuj się... muszę się uczyć, chociaż mi się nie chce... ale gdy będę miała przerwę pomiędzy maturami, a początkiem roku akademickiego, na pewno będę pisać!

3. Brak weny. Kompletny. Wiem, co mam napisać, ale nie wiem, jak to napisać. Już nawet mam w głowie zakończenie Larry'ego! (nie bójcie się, trochę to potrwa, zanim się skończy, planowałam tak z 20 rozdziałów plus epilog) Jednak gdy tylko otwieram Word'a, z mojego umysłu robi się pusta kartka. Dosłownie, tabula rasa.


I  w końcu mogę wam powiedzieć, że PODPISAŁAM KONTRAKT Z WYDAWNICTWEM, czyli oficjalnie nasza współpraca zaczęła się w piątek. Myślałam nad tym, by zrobić jakiś konkurs, nie wiem, co o tym myślicie? Będzie polegał na narysowaniu obrazka, najlepiej czarno-białego, który miałby wam się kojarzyć ze słowem "Zagubiona". Taki byłby tytuł prac i motyw przewodni. Nagrodą byłoby umieszczenie obrazka w mojej książce. Byłby ktoś chętny?

Dziękuję wam, że tu ze mną jesteście, naprawdę to doceniam. Nawet jeśli nie odpisuję na każdy komentarz to czytam go i czasami nawet płaczę, gdy czytam te wszystkie miłe słowa. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam, naprawdę...


A TERAZ COŚ WAŻNIEJSZEGO. JESZCZE RAZ ZOBACZĘ KOMENTARZ ZE SPAMEM, KTÓRY PRZEKRACZA POŁOWĘ TREŚCI, TO CHYBA JEBNĘ O KLAWIATURĘ I PRZESTANĘ PISAĆ, NAPRAWDĘ. MOJE BLOGI TO NIE TABLICE OGŁOSZEŃ, WIĘC JEŚLI DOSTANĘ JESZCZE JEDNE SPAM, TO UDUSZĘ. NIE CHCĘ BYĆ WREDNA, ALE TO MNIE ZACZYNA DENERWOWAĆ. AMEN.

I tym oto optymistycznym akcentem, kończę tą notkę. Pytania do postaci (poprzedzone prefiksem CLYL) zadawajcie TU